Smoleńsk, czyli jak się nas tumani

Obrazek użytkownika Romek M
Historia

Osobiście nigdy nie byłem w Smoleńsku. Moje wyobrażenia tego co miało się tam wydarzyć, w całości wykreowane zostały przez media. Ich obraz zaczął się kształtować w mym umyśle zaraz po obejrzeniu filmu, który na smoleńskiej polance nakręcił Sławomir Wiśniewski.

Ale przecież zanim go, ten montażysta Telewizji Polskiej nakręcił, to już wcześniej, bo od wczesnych godzin porannych, z nieznanych nam powodów, zapamiętale filmował przestrzeń znajdującą się nad obszarem, który dopiero znacznie później nazwano „miejscem katastrofy”.

 

"Mgła Wiśniewskiego" czas trwania ujęcia 0:33

 

Wiśniewski podczas swojego pierwszego wywiadu, nie przyznał się do „filmowania mgły” i stwierdził, że spadający samolot zobaczył zupełnie przypadkowo. Nigdy też nie potrafił logicznie wytłumaczyć, dlaczego z uporem godnym lepszej sprawy, „od świtu” rejestrował co dzieje się na lotniczym podejściu.

W każdym bądź razie, jedyną konkretną rzeczą, z przebiegu zdarzeń, jaką nam ze swego „katastroficznego” urobku udostępnił, był podchodzący we mgle samolot. Jego zdaniem to Ił-76.

 

Podejście Iła-76 (film Anity Gargas – 10.04.10) czas trwania ujęcia 0:08

 

Wiśniewski twierdził, że nie udało mu się jednak nagrać samego zdarzenia, bo na trzy minuty przed tym jak miało do niego dojść… wyłączył kamerę. Ale twierdzi, że je zarówno widział jak i słyszał.

 

Konfrontacje różnych relacji Wiśniewskiego  – czas trwania ujęcia - 0:53

 

Czy można jednak nazwać wiarygodnym świadkiem człowieka, który na pytanie co widział i słyszał, co chwilę opowiada coś innego?

Raz miał widzieć tylko skrzydło, innym razem skrzydło oraz kawałek kadłuba, to znów opowiada, że mgła nad drogą była przewiana i był przekonany, że widzi mały, niepolski samolot wojskowy. Ale skrzydła tego „małego samolotu”, jak nos Pinokia urastają nagle w jego opowieściach do piętnastu metrów, a dźwięk – który słyszy - raz jest czymś „co jakby było niszczone, tratowane”, a drugim razem „serią wybuchów z towarzyszącym mu trzydziestometrowym słupem ognia”, który to słup znów za chwilę okazuje się być niewielki, i wygląda tak, jak na filmie fantastycznym, czy wojennym. Te przeczące sobie wzajemnie informacje powodują, że nie wiemy czy w ogóle (a jeśli tak, to w którym momencie) Wiśniewski mówi prawdę.

Specyfikę wszystkich relacji Wiśniewskiego można sprowadzić do tego jednego zdania, które wypowiada zaraz po wydarzeniach, a które oparte jest – podobnie jak inne jego wypowiedzi - na wewnętrznej sprzeczności (patrz raport Zespołu Parlamentarnego „28 miesięcy po” str. 136): „Przez okno usłyszałem tak straszny huk i dwa błyski ognia, ale nie jakiś wielki wybuch”.

Czy nie bardziej wiarygodny od Wiśniewskiego, były taki świadek, który wprawdzie nie filmował „hobbystycznie” mgły, ale na miejscu zdarzenia znalazł się na pewno przypadkiem, oraz faktycznie widział, oraz słyszał wszystko na własne oczy i uszy?

Jak wyglądałby dzisiaj nasz obraz wydarzeń, gdybyśmy pierwszą relację z tego co wydarzyło się wówczas w Smoleńsku usłyszeli nie od Wiśniewskiego, ale od takiej właśnie osoby?

Jeśli ktoś jest ciekaw odpowiedzi na to pytanie, to zapraszam go na spotkanie z państwem Berezinowami, mieszkańcami osiedla położonego w pobliżu smoleńskiego lotniska. A więc do domu ludzi, którym – jak sądzę - nieobcy jest widok lądujących i startujących statków powietrznych.

 

Kiedy 10 kwietnia, około godziny 8:30 małżeństwo to przejeżdżało ulicą Kutuzowa - jadąc ze swego mieszkania do rodziny na wieś - samolot przeleciał tuż nad ich głowami. Zaraz potem – jak twierdzą – spadł. Bardzo blisko, bo zaledwie sześćdziesiąt metrów od drogi, którą jechali.

Sześćdziesiąt metrów to jest odległość jaka jest pomiędzy dwoma słupami trakcji elektrycznej. To oznacza, że Berezinowowie musieli wszystko widzieć bardzo dokładnie.

 

Relacja Berezinowa - czas ujęcia - 1:30

 

Są w relacji Bieriezinowa trzy niezwykłe informacje, które burzą cały dotychczasowy, tak mozolnie budowany przez media, obraz zdarzeń.

1) Samolot upadł, zaledwie sześćdziesiąt metrów od ulicy Kutuzowa, którą jechali Berezinowowie.

2) Berezinow – osoba stale mieszkająca w pobliżu wojskowego lotniska rozpoznał w nim rosyjski wojskowy samolot transportowy.

3) Świadek nie słyszał żadnego wybuchu. Ani w powietrzu, ani w momencie upadku.

Jedynym dźwiękiem jaki Berezinowowie usłyszeli w momencie zetknięcia samolotu z ziemią było miękkie „plaśnięcie” obiektu o podłoże.
 

W pierwszej kolejności przyjrzyjmy się wobec tego ostatniemu z tych elementów. A mianowicie dźwiękowi jaki towarzyszył zdarzeniu. Jest to element, do którego odnoszą się wszyscy bezpośredni świadkowie zdarzenia. Porównajmy te relacje.

 

Relacja Rustama - czas trwania ujęcia 0:43

 

Rustam - będący pracownikiem tego samego hotelu, w którym zatrzymał się Sławomir Wiśniewski – mówi: „I takie maleńkie, jakby od komety, takie coś. I za sekundę plaśnięcie, coś ciężko upadło. Potem nie było wybuchu, to znaczy ani płomienia, ani nic, tylko takie plaśnięcie. Tylko plaśnięcie takie było.”

Podobnie jak Berezinow, Rustam używa dla opisania dźwięku słowa „plaśnięcie”. W każdym razie na pewno nie posiada konotacji ze słowem „wybuch” lub „eksplozja”.

Poszukajmy może wobec tego kogoś, kto znajdował się wówczas bliżej zdarzenia niż Rustam.

W podobnej jak państwo Berezinowowie odległości, tyle, że dokładnie z drugiej strony areny wydarzeń, szedł w kierunku miejsca, gdzie upadł samolot starszy mężczyzna.

 

Relacja starszego mężczyzny - czas trwania ujęcia 0:25

 

Jak widać na filmie – mężczyzna ten żyje, mimo że jak mówią archeolodzy samolot rozpadł się na co najmniej 20 tysięcy kawałków.

Gdyby tam miał miejsce wybuch – drobne fragmenty maszyny podziurkowałyby świadka jak sito. Ale…

„To nie był wybuch – to było uderzenie w ziemię” – ucina kategorycznie sugestię dziennikarki starszy człowiek, który na miejsce zdarzenia dotarł wolnym krokiem, w około trzy minuty po usłyszeniu dźwięków towarzyszących upadkowi. Za tym, że mówi prawdę przemawia już choćby tylko to, że... relacjonuje.

W pobliżu miejsca zdarzenia znajdowało się także kilka szeregów blaszanych garaży. A przy nich (była sobota rano) kręciła spora grupa mężczyzn. Może oni coś słyszeli?

 

„Chłopaki” z garaży - czas trwania ujęcia 0:22

 

Pierwszy z wypowiadających się mężczyzn nie słyszał zupełnie nic. „Ani chrzęstu, ani huku, ani wybuchu nie było” - twierdzi. Te słowa ośmielają kolejnego osobnika, który jednak coś słyszał i jednak jego zdaniem był to wybuch. Tyle, że porównuje jego siłę do dźwięku pękającej w ogniu butelki.

O czymś co bardziej było podobne do „chrzęstu i tratowania” niż wybuchu opowiada także, dźwiękonaśladując to co usłyszał, mężczyzna z bloków za garażami.

 

Relacja Wołodii Pocholskiego - czas trwania ujęcia 0:26

 

Wszyscy dotychczas powołani przeze mnie świadkowie znajdowali się poza terenem lotniska. Co w takim razie mogły słyszeć osoby znajdujące się przy samej płycie?

 

Marcin Wierzchowski - czas trwania ujęcia 1:08

 

Świadek Wierzchowski opowiada o dźwięku lądującego samolotu. Tylko, że właściwie nie wiadomo o jakim szumie samolotu podchodzącego do lądowania mówi pracownik Kancelarii Prezydenta, i o której godzinie miał mieć on miejsce. Pamiętamy bowiem, że wokół lotniska długo krążył Ił-76, mający takie same silniki jak Tupolew. W każdym razie ten świadek, oprócz szumu przelatującego samolotu nie słyszał nic. Żadnego innego dźwięku.

Ale podobnie do Wierzchowskiego zeznawał przecież rosyjski milicjant:

„Wsieci” nr 2/2013 s.18-19 (fragment zeznania rosyjskiego milicjanta z art. M. Pyzy): Około godz. 10.40 (8:40 – RM) widzialność w okolicy terenu obiektu chronionego gwałtownie pogorszyła się z powodu gęstej mgły. Mniej więcej w tym samym czasie słyszałem dźwięk silników samolotu w bezpośredniej bliskości od pasa startowego, następnie było słychać dźwięk silników samolotu oddalającego się od pasa startowego. Samolotu nie widziałem. Więcej nie słyszałem dźwięków samolotu zbliżającego się i oddalającego.

Najwyższym rangą politykiem znajdującym się wówczas na lotnisku, był pełnomocny przedstawiciel prezydenta Rosji – Gieorgij Połtawczenko. Ten dla odmiany w ogóle nie słyszał szumu silników, natomiast słyszał samo „zdarzenie lotnicze” - jak nazywa to, co się wydarzyło w Smoleńsku, przepytujący go Władimir Putin.

 

Gieorgij Połtawczenko zdaje relację Putinowi - czas trwania ujęcia 0:21

 

Powtórzę za świadkiem, gdyż jego stwierdzenie jest bardzo charakterystyczne. Miał on słyszeć „uderzenie, a potem dziwne dźwięki niecharakterystyczne dla katastrofy”.

Zestawmy tę relację, z tym co mówił dowódca Jaka-40 – Artur Wosztyl, także stojący na płycie.

 

Artur Wosztyl - czas trwania ujęcia 0:08

 

Również i ten świadek nie mówi o wybuchach, ale o „trzaskach i hukach”. Mówi on, powtórzę: „Obroty zaczęły narastać do maksymalnych. Następnie po kilku sekundach trzaski, huki.”

Nie ma tu nigdzie mowa o wybuchach. Te pojawią się w relacjach Wosztyla dopiero później. Ich kumulacją będzie „fala uderzeniowa”(„takie wibracje”), o której świadek miał wspomnieć dopiero cztery lata od zdarzenia.

W Raporcie Komisji Parlamentarnej Antoniego Macierewicza „28 miesięcy po”, w rozdziale 4.6 pt. „Świadkowie wskazywali na eksplozje” są takie oto wypowiedzi: (Poniższe cytaty są poprzedzone w raporcie stwierdzeniem: „Zespół Parlamentarny zgromadził co najmniej 19 relacji naocznych świadków, którzy słyszeli odgłos eksplozji przed upadkiem samolotu. Są to m. in.):

(Raport KP str. 139): >> Strażak NN, był na lotnisku, kilkaset metrów od miejsca katastrofy: „Akurat byłem bardzo blisko, na dworze. Samolot spadł na moich oczach. Po prostu spadł. Nie było żadnego wybuchu, tylko taki głuchy dźwięk.”<<

(Raport KP str. 137) >>Agnieszka Żulińska, stewardessa Jaka-40: - „Czekaliśmy na wylądowanie tupolewa. Słyszeliśmy, jak się zbliża. W pewnym momencie był jeden huk, za chwilę drugi huk, po czym cisza.”<<

Tu także nie pada słowo „wybuch” ani „eksplozja”. Słowo „huk” może przecież określać upadek jakiegoś ciężkiego, wieloelementowego przedmiotu (w znaczeniu „huk, rumor” czy też „huki, trzaski” użyte przez Wosztyla).

(str. 137) >>Anna Nikołajewa-Nosarczuk, mieszkająca w domu przy ul. Kutuzowa. Była 300 m od miejsca upadku szczątków samolotu - okna jej mieszkania wychodzą na stronę miejsca katastrofy: „Nagle usłyszałam taki grzmot, jakby coś wybuchło. (...) Wie pan, jakby wybuch.”<<

(str. 137) >>Rustam NN, pracownik Hotelu „Nowyj” – był 300 m od miejsca katastrofy: << (cytowany w tym miejscu przez Raport KP fragment wypowiedzi Rustama jest wybiórczy – jego autorzy usuwają fragmenty wypowiedzi w których Rustam stwierdza kilkakrotnie, że nie było słychać żadnego wybuchu, a tylko „plaśnięcie”. Kładą oni za to akcent na zdanie o pięciometrowym płomieniu, które nie wiadomo skąd wzięli, bo go w relacji Rustama w ogóle nie ma! Jest wręcz coś przeciwnego. Świadek mówi bowiem jasno: „nie było wybuchu, to znaczy ani płomienia, ani nic, tylko takie plaśnięcie” (patrz - ujęcie 7).

(str. 138) >> Dmitrij Zacharkin vel Janis Ruskuł, mieszkaniec domu obok ścieżki podejścia i radiolatarni, około 1000 m od miejsca katastrofy: „Samoloty tutaj lądują często i jesteśmy przyzwyczajeni do ich dźwięków. Ten samolot lądował z przerywanym szumem silników i głośnymi trzaskami. (...) Przechylał się raz w jedną, raz w drugą stronę, potem upadł.”<<

(str. 139) >> Igor Fomin, pracownik warsztatu samochodowego ok. 200 m. od katastrofy: „Akurat wyszedłem przed warsztat zapalić papierosa. Zwykle, gdy do lądowania na lotnisku podchodziły samoloty, nie było ich słychać. A tu usłyszałem kilka głuchych dźwięków, takie trach, trach, to samolot zahaczał o drzewa. Nagle stanął w płomieniach, to był duży ogień. Potem znowu był głuchy dźwięk i ziemia się zatrzęsła.”<<

Raport cytuje w sumie 14 (a nie 19 o których sam wspomina) relacji. Z tego ponad połowa przywołanych przez KP świadków (9) stwierdza, że zdarzeniu towarzyszył inny dźwięk niż eksplozja czy wybuch („trzaski”; „plaśnięcie”; „huk” ; „coś jakby tratowane, niszczone” itp.) Ponadto część świadków sama z siebie zaprzecza temu (jakby się dziwiąc), iż podczas „zdarzenia lotniczego” miał mieć miejsce wybuch, lub eksplozja (mówią „Nie było żadnego wybuchu” lub po prostu „Nie było wybuchu.”).

Komisja Parlamentarna (w tych 14 „relacjach naocznych świadków”) przywołuje też przypadki, które delikatnie można nazwać problematycznymi. Na przykład, na str. 137 jest opis nagrania automatycznej sekretarki żony posła Leszka Deptuły (nb. mowa tam jest wyłącznie o słyszanych „trzaskach”, oraz „huku” - ale rozumianego jako „hałas wiatru” - a nie o eksplozjach czy wybuchach), czy relacja „oficera armii rosyjskiej” który w ogóle nic nie wspomina o żadnym dźwięku towarzyszącym zdarzeniu, a tylko o tym, że „z warkoczem czarnego dymu samolot uderzył w ziemię”. 

 

***

 

Ze względu na ulotność wrażeń słuchowych, poszukajmy może więc teraz świadków, którzy nie tylko słyszeli, ale podobnie jak Berezinowowie widzieli to zdarzenie na własne oczy.

Spróbujmy, słuchając tych relacji, zadać sobie pytanie - czy rzeczywiście było to rozbicie się samolotu czy może coś innego? I jaki to statek powietrzny widzieli wówczas świadkowie – polski czy rosyjski?

 

Nikołaj Szewczenko - czas trwania ujęcia 0:43

 

T

Ten oto naoczny świadek (podobnie jak inni naoczni świadkowie) mówi – „tam upadł”. Nie mówi „tam się rozbił”, czy „tam nastąpił wybuch”. Moim zdaniem to bardzo istotne rozróżnienie. Samolot według Szewczenki (relacja świadka z „Anatomii Upadku - 2” A. Gargas) upadł na ziemię „zaraz za drogą”. Więc na pewno nie na polanie, pośród drzew. Gdyby upadł w miejscu, gdzie znajdowały się szczątki Tupolewa, Szewczenko z miejsca w którym się zatrzymał, po prostu nie zauważyłby tego. Kierowca autobusu potwierdza więc tym samym relację Berezinowa, mówiącego o 60-ciu metrach, czyli punkcie znajdującym się w połowie odległości pomiędzy drogą, a linią lasu!

Także zarówno według Szewczenki, jak i Berezinowa - samolot miał „upaść”.

Poza tym Szewczenko mówi, że płatowiec najpierw lekko przechylił się na lewe skrzydło, czyli w kierunku salonu Kia, a potem wyrównał. Widział też, że po drugiej stronie drogi, gdzie zaraz spadł coś się od niego oderwało. Zwracam uwagę iż twierdzi, że coś się od niego oderwało i odpadło, a nie mówi że rozpadł się na drobne strzępy, które oglądaliśmy na filmie Wiśniewskiego. Być może to odpadł od samolotu jakiś element (legendarna „wybroska” złomu lotniczego?), a maszyna poleciała dalej. Świadczyłoby o tym zarówno „pokatastroficzne porządkowanie” terenu (przesunięcie ogona z 11 na 12 kwietnia), oraz usuwanie nawet bardzo dużych elementów, które zaraz po katastrofie na terenie operacji Iła były, ale w dokumentach „pokatastroficznych” ich już nie znajdziemy - fotografia poniżej.

Fot. Grupa „ratowników” podążających w kierunku zarośli (przed ul. Kutuzowa, ale już za ul. Gubienki, przy północnym ogrodzeniu komisu samochodowego), za którymi rysują się duże elementy (prawdopodobnie skrzydła samolotu). Tego złomu nie ma na oficjalnych „mapach katastrofy” i w oficjalnej dokumentacji „wypadku”.

Relacja Szewczenki koresponduje też z tym co mówi Siergiej – pracownik salonu Kia, który również widział całe zdarzenie, i to z podobnej odległości co Szewczenko, tyle że z drugiej strony – bo od południa.

 

Siergiej - czas trwania ujęcia 0:31

 

Siergiej – znajdując się w salonie Kia - gdzie pracuje - widzi sam upadek, a potem leżący już samolot (w jednym kawałku, ze złamanym tylko ogonem), a więc potwierdza relację zarówno Szewczenki jak i Berezinowa, co do tego, że nie mógł on upaść pomiędzy drzewami. Potwierdzałoby to więc tamte zeznania - że upadł on na odsłoniętym terenie, to jest, zaraz za drogą.

Siergiej nie mógłby bowiem widzieć leżącego samolotu, gdyby ten spadł pomiędzy drzewa, czyli tam gdzie znajdowały się, sfilmowane kamerą montażysty, szczątki naszego płatowca.

 

Ale z salonu Kia obserwował to zdarzenie nie tylko Siergiej. Był tam jeszcze jeden świadek – Oleg Starostienkow. On również widział całe zdarzenie. Tyle, że relacja tego byłego wojskowego, pozwala nam zupełnie inaczej spojrzeć na to, czym było całe zdarzenie.

 

Oleg Starostienkow - czas trwania ujęcia 0:35

 

Także i ten świadek - podobnie jak Berezinow, Szewczenko i Siergiej widział całe „zdarzenie lotnicze” od początku do końca. Nagabywany przez dziennikarki wyznaje w końcu, że on „nie katastrofę widział, ale coś innego”. Na pytanie co konkretnie widział, jeśli nie katastrofę, odpowiada nie wprost: „służyłem w wojsku”. Co nam w ten sposób sugeruje? Moim zdaniem to, że nie wpadek widział, a wojskową operację.

To natomiast, że nie powiedział bezpośrednio co faktycznie zobaczył, a tylko zaprzeczył, że widział scenariusz oficjalnej narracji – wcale mnie nie dziwi. Podobnie do niego zeznawali przecież i rosyjscy milicjanci rozlokowani w pobliżu smoleńskiego lotniska – twierdząc, że "nie widzieli natomiast tupolewa w powietrzu, mimo że znajdowali się bardzo blisko miejsca zdarzenia – nawet kilkadziesiąt metrów od pasa startowego" (Tygodnik „W sieci” nr 2 z 2013 – artykuł Marka Pyzy s.18-19). 

Wszystkie znane mi naoczne relacje świadków, którzy widzieli to zdarzenie z bliska, przedstawiają, w sumie, bardzo podobny obraz wydarzeń. Podsumujmy je.

Berezinowowie znajdowali się 60 metrów na wschód od tego miejsca, Szewczenko nadjeżdżał z kierunku północnego, a Siergiej i Starostienkow znajdowali się na południu.

 

I choć każdy z nich opowiada tę historię inaczej, bo po swojemu, to obraz zdarzeń wyłania się z tych historii jeden – tyle że zupełnie inny niż przedstawiają to media i oficjalne czynniki.

 

A więc:

 

a) po pierwsze - nie było żadnego wybuchu

 

b) po drugie - jakiś samolot (wrak samolotu?) miękko „plasnął” o ziemię na stumetrowym, bezdrzewnym pasie pomiędzy ulicą Kutuzowa, a lasem okalającym lotnisko „Siewiernyj”

 

c) i po trzecie – świadkowie widzieli w powietrzu najprawdopodobniej rosyjski samolot wojskowy 

 

Żaden ze świadków nie widział polskiego TU-154M. O tym, że był to „polski samolot” dowiedzieli się dopiero później – z mediów. A niektórzy przecież mówią wręcz, że widzieli, ale rosyjski samolot wojskowy. I miękki upadek obiektu, któremu nie towarzyszył żaden wybuch.

Z relacji świadków mogłoby wynikać więc, że pod XUBS nie doszło do żadnej lotniczej katastrofy, a miało tam miejsce jedynie podejście rosyjskiego samolotu wojskowego, który symulował katastrofę naszego PLF-101. Być może dokonując również zrzutu złomu lotniczego.

Nasz statek powietrzny z Delegacją w ogóle się natomiast tam nie pojawił. Moim zdaniem odleciał bowiem niedługo wcześniej na lotnisko zapasowe (Piszę o tym w książce „Zatarty ślad. O 10 kwietnia 2010 roku”).

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.6 (głosów:19)

Komentarze

Nie slyszalem, zeby ktos na powaznie mowil o jednym poteznym wybuchu rozrywajacym caly samolot.

Mozliwe natomiast sa  (jeden czy kilka) male wybuchy np. urywajace kawalek skrzydla Taki wybuch niekoniecznie musi byc spowodowany materialem wybuchowym - taki sam efekt bedzie, gdy wybuchna np. opary paliwa z nieszczelnego zbiornika czy przewodow paliwowych. Maly wybuch we wnetrzu skrzydla moze miec niesamowite niszczace skutki.

Nie jestem specjalista - ale logicznie rozumujac - jesli samolot "plasnal" o miekka glebe- to skad wzielo sie tysiace rozdrobnionych szczatkow wokolo ?

Rozumiem tez (logicznie rozumujac), ze autor Romek sugeruje, ze samolot z Prezydentem Kaczynskim zostal uprowadzony w nieznanym kierunku - a wszystko, co bylo po wypadku - to ruska "charakteryzacja"...

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-1

mikolaj

#1554363

Ja też Mikołaju w 2011 roku, a nawet w 2012 byłem święcie przekonany, że w Tupolewie (na Tupolewie) były wybuchy. I cieszę się, że zadałeś sobie pytanie skąd z plaśnięcia o ziemię wzięło się tyle odłamków. Pozdrawiam

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
0
#1554375

Mały wybuch, lub dwa, w powietrzu, nawet może nie być słyszany. Przecież nikt nie mówi, że była to eksplocja na miarę jakiejś wielkiej bomby! No i co z tymi tysiącami kawałeczków i odłamków? Plasnęło i nic? Walnęło urwało, jak mówił specjalista Miller? No i ostatnie - skoro kawałek skrzydła leżał (jest na zdjęciu) ze 200 metrów przed miejscem "przyziemienia"to jak widać NIE był w jednym kawałku. 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-2
#1554377

Zasada bowiem jest taka, że to co atakuje Muni na pewno warto przeczytać

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-1
#1554381

Ja, na przykład nie znoszę filmów fantasy. A ludzie uwielbiają. Więc można poczytać te różne maskirowki i o imitowaniu katastrofy drugą katastrofą 100 metrów blizej i pociągnąć  teleportowaniem ciał do tajnej bazy na Uralu, itede, itepe. A Iwany w ośrodkach dezinformacji mają ubaw też.

A jak wyglądało miejsce katastrofy pokazywał najlepiej dawno już zapomniany (nie wiadomo czemu) filmik "Koli".

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-2
#1554402

Tumani się nas, oj tumani. Jednak chyba ważniejsze jest dlaczego się nas tumani i kto to robi? Tumanią nas wszyscy, od lewa do prawa , z góry na dół i z dołu do góry. Każdy specjalista inaczej...tylko potem wspólnie zapalają świeczuszki i kwiatuszki kładą. Dla nas Polaków po 7 latach , ważniejsze są te dwa pytania ...kto i dlaczego....niż to co się naprawdę tam wydarzyło. Podobnie się ma sprawa z ks. Popiełuszko, z Olewnikiem...i innymi zamordowanymi.
Moim zdaniem tumani się nas dlatego aby nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności i ukarany.A kto nas tumani...też łatwo zgadnąć.
PiS chyba nie wie co to sprawiedliwość....

https://www.youtube.com/watch?v=6BIADpkCy20

Podoba mi się!
9
Nie podoba mi się!
-2

Verita

#1554370

Komentarz niedostępny

Komentarz użytkownika ety został oceniony przez społeczność bardzo negatywnie i jest niedostępny. Nie można go już odkryć. Bardzo nam przykro.. :(

#1554372

Komentarz niedostępny

Komentarz użytkownika ety został oceniony przez społeczność bardzo negatywnie i jest niedostępny. Nie można go już odkryć. Bardzo nam przykro.. :(

#1554379

Z tego co piszesz wnioskuję, że drzemie w Tobie potrzeba sprawiedliwości Jeśli tak, to należysz do szczęśliwego grona, gdyż... "Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni"  :)

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
0
#1554376

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1

Verita

#1554383

Podziwiam Pańską tytaniczną pracę, sam dokształcam się w tej materii od wakacji. Próbowałem na ten temat rozmawiać z rodziną, znajomymi, ale wszyscy uważają mnie za idiotę, również wyborcy dobrej zmiany. Po prostu media zrobiły swoje. Nawet gdyby zostały upublicznione nagrania z Okęcia , to i tak pewnie by nie uwierzyli. Odnośnie Pana hipotezy zastanawiam się, czy stwierdzenie główny prezydent wystarcza aby powiedzieć, że w tym jaku przyleciał P. Kaczorowski? Chyba,że są na to jakieś inne dowody.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1554421

Oczywiście to co przedstawiłem, to hipoteza i tak należy to traktować.

A odpowiadając na pytanie co do "głównego prezydenta" to samo to stwierdzenie Krasnokutskiego nie wystarczy oczywiście. Ale tę tezę o Jaku z Kaczorowskim podbudowuje też na przykład stwierdzenie Sasina, że kiedy usłyszał, że coś się stało prezydentowi to jego myśl pierwsza myśl pobiegła właśnie ku Prezydetowi na  Uchodźctwie a nie ku pryncypałowi. To znamienne - w ten sposób wypowiada się wielu świadków smoleńskich - mówiąc co w pierwszym momencie pomyśleli gdy usłyszeli o katastrofie. Kilka osób mówi, że myśleli o tym że się w samolocie koło urwało. Należy się domyślać że taka też była pierwsza informacja z lądującego Jaka.  Wiśniewski np. mówi, że myślał iż to rozbił się mały wojskowy i nie polski samolot iitd. A wracając do Jaka z Kaczorowskim to pierwsze ciała jakie znaleziono i rozpoznano to właśnie on oraz jego ochroniarz Francuz. Były jeszcze inne przesłanki ku temu, aby sformułować tę tezę, ale nie szukam ich już bo jak napisałem - śledztwo skończyłem. Może Pan sam poszukać na moim blogu - xl4.pl skoro Pan dopiero zaczął :) Pozdrawiam i życzę powodzenia.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1554423

O godzinie 8:38 (!) 10 kwietnia 2010 roku Gazeta.pl zamieszcza artykuł pt. Wielka tragedia, "dekapitacja Polski", który początkowo opatrzony jest fotografią prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1554469

Podczas wybuchu 7 wieży w WTC informacja na ten temat w TV ukazała się zanim nastąpił wybuch. Można znaleźć wiele analogii, nie tylko w przygotowaniu jak i wyjaśnianiu tych zdarzeń. Pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-2

Verita

#1554471

Prawda? No, sa trzy rodzaje prawdy... To w której telewizji podano wiadomość o zawaleniu WTC7 zanim to nastąpiło? Co się działo 11.09 widziały miliony ludzi na ŻYWO w TV plus pewnie milion Nowojorczyków obserwujących to z ulicy, budynków i dachów...

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1554487

Z relacji świadków przywołanych w notce wynika, ze na polance Siewiernego miało miejsce awaryjne przyziemienie samolotu.

Paweł Prus w relacji na żywo z Katynia podawał, że słyszał wersję wydarzeń, podawaną przez jakiegoś świadka naocznego i w tej wersji samolot leciał przechylony na lewe skrzydło, potem dotknął terenu kołami podwozia, odbił się w górę parę metrów i opadł na ziemię. Ślady na ziemi, nazywane przez MAK i KM jako ślady skrzydła i statecznika, to ślady podwozia dotykającego ziemi, Jest to opis lądowania "na kangura" a ma on na celu wytracenie prędkości samolotu.

Po takim "kangurze" samolot może się  przełamać, może mu odpaść część ogonowa i zatrzymać się na stosunkowo niewielkim dystansie(nie może się przecież zatrzymać w miejscu dotknięcia kołami podwozia ziemi, bo to byłoby niezgodne z prawami fizyki) czyli przelecieć jeszcze musiał kilkadziesiąt metrów.

Tak przyziemiający samolot musiałby pozostać w miejscu awaryjnego lądowania, ale w całkiem innym stanie niż to pokazywał film Wiśniewskiego. Stąd wniosek, że przełamany samolot musiał zostać wysadzony materiałami wybuchowymi.

Skoro szczątki wraku pochodziły od Tupolewa i to pomalowanego w barwy polskiego lotnictwa wojskowego, to nie mógł być to zwykły rosyjski samolot(np. IŁ-76 bo oprócz tego że posiadał podobne silniki co Tupolew ale ich ilość była inna a poza tym inna konstrukcja kadłuba i gdyby go pomalowano jak polski to nie byłoby w tym sensu.

To sugeruje, że do inscenizacji katastrofy użyto TU154M nr 102, który był w rosyjskich rękach(na remoncie w Samarze) a skoro inscenizacja "na żywo" to i załoga wykonująca tę inscenizację. Info puszczone w obieg, że "trzy osoby katastrofy przeżyły ją i zostały odwiezione karetkami na sygnale do szpitala" wygląda sensownie, jeśli założyć, że to była załoga Tupolewa(zapewne bez technika pokładowego, bo po co?).

Aby szczątki wyglądały tak jak to widzieliśmy, to przełamany samolot musiał być wysadzony na ziemi ale ponieważ nie było leja, to nie mogły być to ładunki tradycyjne ale termobaryczne.

Charakterystyczne dla wybuchu ładunków termobarycznych jest bardzo wysoka temperatura w miejscu wybuchu i długotrwająca fala uderzeniowa o dużej sile niszczącej.

Ekspertyza firmy SmallGis pokazała na miejscu zdarzenia dwa miejsca wybuchów(bez leja po wybuchowego charakterystycznego dla tradycyjnych ładunków oraz kołowe powierzchnie na ziemi poddane bardzo wysokiej temperaturze(spalona, ciemna ziemia). W Raporcie KBWLLP te miejsca nazwano miejscami pożarów, a ujawnione ostatnio nagrania z posiedzeń Komisji pokazują, że świadomie dokonano tego fałszerstwa.

O tym, że były to wybuchy termobaryczne świadczą słowa Wosztyla, który będąc w odległości około 700-800 m od miejsca zdarzenia, stwierdził, ze odczuł przechodząca przez niego falę wywołaną wybuchami.

Wybuchy tradycyjne są gwałtowniejsze(stąd powstaje lej wybuchowy) i trwają dużo krócej i zasięg fali uderzeniowej jest dużo mniejszy.

O użyciu ładunków termobarycznych świadczy też ułożenie najcięższych elementów samolotu, czyli rozerwanego na dwie części centropłata z kołami podwozia głównego do góry. Rosyjski specjalista wojskowy opowiadał na łamach ND, ze będac na poligonach, widział, ze tak własnie zachowują się ciężkie pojazdy(czołgi, ciężkie samochody opancerzone, samoloty). Po potraktowaniu ładunkiem termobarycznym odwracają się podwoziem do góry(zapewne sprawia to potężna fala uderzeniowa).

Są poszlaki, że ten samolot (nr 102) odbył podróż z Warszawy(załadunek w wyburzonym hangarze, relacja Marcina Wojciechowskiego o 20 rzędach siedzeń z tyłu samolotu zajęte przez wieńce(te wieńce znalazły się w Katyniu, bo przybywający do Katynia Delegaci widzieli je przed bramą a potem nawet A.Macierewicz z kolegami zrobili sobie zdjęcie z jednym z nich). Być może w tym samolocie oprócz wieńców leciały ciała kilku Delegatów, którzy wg. relacji przybywali na lotnisko bardzo wcześnie a wyburzenie tego  hangaru wkrótce po 10.04.2010 roku, który nie tak dawno był remontowany i pozostawienie do dziś pustego miejsca, to poszlaka za taką wersja wydarzeń.

Relacja T.Szczegielniaka przed ZP wskazuje na to, ze w tym samym czasie, kiedy przygotowywano się do startu Jak-40, w tym hangarze coś sie działo, bo prawdopodobnie był tam T.Szczegielniak, któłry obsługiwał Delegatów i dlatego nie widział kto wsiadał do Jak-40.

Rozmowa Krasnokutskiego i Sypki o lądowaniu na Siewiernym o godzinie 8:50 c.m.(6:50 c.p.) jakiegoś samolotu o bogatym wyposażeniu, mogła dotyczyć własnie tego samolotu(nr 102).

Najważniejsza sprawą jest czas zdarzenia.

Z zeznań śp. R.Musia wynikała godzina kilkanaście minut po godz. 8-mej c.p. 

Dość dokładnie można ten czas określił na podstawie relacji kierowcy Nikołaja Szewczenko,  autobusu nr.148 relacji Pieczersk - Smoleńsk.

 

Od 21 listopada 2009 roku wszedł w życie nowy rozkład:

Маршрут N 148 Смоленск - Печерск   
 Автовокзал 
6.20  7.20  8.35 14.00 16.23 18.35 
 Пос.Печерск 
6.45  8.00  9.10 14.35 16.53 19.05

www.rabochy-put.ru/raspisanie_avtobusov_smolensk.html  (link już nieaktywny)

Odległość przystanku w Pieczersku, z którego odjeżdżał autobus , od miejsca obok "czołgu" na ul.Kutuzowa to około 4.5 km a czas na pokonanie tego dystansu to około 6 minut dla samochodu osobowego a dla autobusu z uwzglednieniem przystanków, to kilka minut więcej.

www.google.pl/maps/dir/54.8624058,32.0279247/54.8263353,32.0534225/@54.8413775,32.0342359,7584m/data=!3m1!1e3!4m4!4m3!1m0!1m0!3e0

Żadna z godzin odjazdu nie pasuje do rosyjskiego czasu "katastrofy" jako 10:41, bo musiałoby to być w okolicach godziny 10:30 a jest najbliższa godzina odjazdu jako 9:10.

Jest to wytłumaczalne tylko tym, że godziny z rozkładu jazdy wyrażone są czasem moskiewskim zimowym UTC+3 jaki obowiązywał wtedy w Smoleńsku czyli w przeliczeniu na czas polski letni była to 8:10 a moskiewski letni 10:10.

Tak samo wynika z relacji innych świadków, którzy czas zdarzenia określali jako "około 10-tej"(tak relacjonował M.Pyza)

Słynny właściciel "pancernej brzozy" doktor Bodin w zeznaniu podał, że "około 10-tej zbierał sie do odjazdu z działki i nagle usłyszał samolot ......itd.

Bardzo wiele mediów i świadków  rosyjskich podawało czas "Около 10 часов утра".

Bardzo zbliżony przebieg zdarzenia opisuje L.Szymowski:

"Leszek Szymowski – Zamach w Smoleńsku"

"Tupolew wylądował awaryjnie w błocie, a o 8:39 rozerwał go wybuch bomby próżniowej, która zabiła część pasażerów. Ci, którzy przeżyli zostali zamordowani strzałami z broni palnej. Wszystko zarejestrowały amerykańskie satelity. Takie szokujące tezy przedstawia książka „Zamach w Smoleńsku."

Czas awaryjnego lądowania TU154M nr 102 mógłby być około 8:20 a po wyciągnieciu pilotów i odwiezieniu ich karetkami, został wysadzony. Zaraz po 10.04.2010 w sieci pojawiła się informacja:

"17.06.2010 pojawiła się notka Blogera WBpoz pt.”Plotka? Alarm 10.04.2010, z godz.8:20”, o alarmie mającym miejsce w polskiej bazie lotniczej."

https://www.salon24.pl/u/lamelka222/288538,szukamy-swiadkow-o-alarmie-z-...

 

Samolot TU154M nr 101 z Delegacją został odesłany na zapasowe i tam przejęty.

Trumnę z ciałem śp. Prezydenta i drugiej jeszcze osoby dostarczono na Siewiernyj tuż przed godziną 15-tą a kilkadziesiąt minut później wydano komunikat o dnalezieniu ciała Prezydenta.

 

 

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-2
#1554422

Analizując pracę blogera 3zet można wykluczyć 102 i 101, wskazał raczej na 3 niby nieistniejący samolot, FYM też o tym pisał i intheclouds. Do tego wygląd foteli nie pasował, ale najbardziej ta szachownica, widać jak na dłoni. Odnośnie wtc7 to sam właściciel budynku Lary przyznał, że musieli go wysadzić. Zapomniał tylko, że położenie ładunków umożliwiających takie wyburzenie zajęło przynajmniej kilka dni, ale kto by się takimi rzeczami przejmował. Na tym świecie istne cuda, nawet w Berlinie porwana ciężarówka "taranuje" jarmark , przejezdza przez słupki oddzielajace jarmark od asfaltu i słupki te o dziwo stoja nietknięte podobnie jak zderzak wspomnianego auta... wiem, samochód przejechał przez nie niczym terminator przez kraty w słynnym filmie. Pozdrawiam serdecznie.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1
#1554506

... czy była to 102, czy trzeci samolot. Wiem na pewno że nie była to 101, czyli samolot którym Prezydent z Delegacją wylecieli o godzinie 7:21 tego dnia z Warszawy. I ta wiedza jest dla mnie wystarczająca.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1
#1554510