Na kim się skrupi?

Obrazek użytkownika Zygmunt Zieliński
Kraj

Obserwuję, podobnie jak wielu ludzi myślących, strajk ZNP i FZZ (Forum, a nie Federacja, jak omyłkowo poprzednio pisałem). Często mylnie mówi się o strajku nauczycieli. Nie jest to nic nie znacząca pomyłka, ale błąd zasadniczy. Nie, nauczyciele, ale „żołnierze totalnej opozycji” postanowili popróbować zadymy, ponieważ jak dotąd nie udały się żadne, ciamajdany z wokalnymi występami pani M., ani walenie kopytami w płotki, ani występy KODu; trudno wymienić wszystkie kretyństwa ubiegłych kilku lat.

No więc postanowiono uderzyć, biorąc zamiast dotychczasowych gadżetów walki, dzieci i młodzież jako narzędzie sabotażu i szantażu. Coś tak wstrętnego, że aż wierzyć się nie chce, że sięgają po to ludzie mający nieść kaganek oświaty.

Kto będzie wykiwany, to wiadomo. Broniarz spadnie na cztery łapy, bo wiadomo, jak „pamiętliwe” są nasze obecne władze państwowe. Nic nie straci, bo płaci mu ZNP, czyli wykiwani nauczyciele, którym za strajk się nie płaci. Jeszcze może dostanie jakiś medal? A więc kto najgorszej na tym wyjdzie? Oczywiście nauczyciele, nie tylko ci partyjni z ZNP i FZZ; wszyscy, bo jak tu oddzielić ziarno od plewy? Ale ci ze szkolnictwa podstawowego jakoś może ocalą skórę, a to dzięki tym kolegom, których obrzucali inwektywami, kiedy tamci szli na egzaminy dotąd odbywane. Kto więc zapłaci za całość? Na kim się skrupi, jak kiedyś mawiano?

Rzecz jasna, najprawdopodobniej na nauczycielach szkół maturalnych. O ile zdecydują się i zdołają storpedować matury. A i tak, nawet gdy odbędą się one, tak jak dotychczasowe egzaminy, ale przy absencji tamtych „profesorów”, infamia ich nie minie, bo takiej hucpy dotąd nie było, a nie odbycie się matury niesie ze sobą konsekwencje dla młodzieży, dla rodzin, a co ważne, także dla uczelni wyższych, które przy obecnym niżu demograficznym, pozbawione będą dodatkowo praktycznie I roku studiów.

Ktoś, to tego wszystkiego sobie nie potrafi zliczyć, musi być człowiekiem pozbawionym wyobraźni, albo tak ograniczonym, że ma trudności z logicznym myśleniem w oparciu o zasadę przyczynowości. Czy taki ktoś zdatny jest w ogóle do tego, by kogokolwiek uczyć? Zatem już wiadomo „na kim się skrupi, na tym się zmiele”, żeby dopowiedzieć do końca stare porzekadło.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.7 (głosów:14)

Komentarze

Nie strajkuję, bo po pierwsze z Broniarzem i ZNP mi nie po drodze, a po drugie Solidarność podpisała umowę z Rządem i choć ta umowa nie do końca mnie satysfakcjonuje, to jednak po pierwsze udało się wynegocjonować w niej sporą podwyżkę oraz 300 zł obligatoryjnego minimum dla wychowawców i dodatkowo, czego ZNP nawet nie próbowało zrobić, skrócenia awansu zawodowego, likwidację absurdalnego systemu oceniania nauczycieli, oraz kilka drobniejszych ograniczeń w szkolnej biurokracji. ZNP za to wołała jedynie 1000 zł, a gdy już spuściła na 2 x 15 %, to i tak wyszło, że wynosi to prawie... 1000 zł.

Ale nie o tym chcę tu pisać. Zaznaczył ks., że największym przegranym tego strajku będą nauczyciele szkół średnich. Fakt, propagandowo dostaliśmy w tyłek już wystarczająco. Już tylko straszenie brakiem klasyfikacji jest wobec maturzystów sporym świństwem. Osobiście nie wieżę, że popełnimy zbiorowe harakiri. Do szkoły, która by tak potraktowała swoich absolwentów, mało kto chciałby pójść. A przy niżu demograficznym, szkoła musi dbać o kandydatów. Zresztą, mimo braku oficjalnych informacji, strajkująca koleżanka właśnie w klasie obok łamie strajk, wypełniając arkusze ocen swoich podopiecznych z klasy maturalnej. Czyli przygotowuje się aktywnie do sporządzenia dokumentów niezbędnych na konferencję klasyfikacyjną. Mimo, ze potraktowała mnie jak powietrze, to jednak odetchnąłem z ulgą. To oznacza, że może uratujemy szkołę i swoje miejsca pracy.

Czy znajdzie się szkoła pełna lemingów, którzy postanowią mimo wszytko na złość mamie odmrozić sobie uszy? Niestety, obawiam się, że to możliwe. Ale wtedy zapewne uaktywnią się uczniowie i dla lemingów może to być fatalne w skutkach. Już słyszałem rozmowy, że przecież wiedzą, który nauczyciel jakim samochodem jeździ. Tyle, ze uczniowie sami potrafią też być lemingami. Jeszcze przed strajkiem miałem okazję rozmowy z uczniami klasy 3-ciej, czyli w technikum jeszcze nie maturalnej. Usłyszawszy o możliwości braku klasyfikacji, najpierw wysunęli argument o samochodach nauczycieli, a potem zaczęli za wszystko obciążać PiS. Argumenty prosto z TVN-u, a może nawet ta stacja jest bardziej obiektywna. Obawiam się, że tym ludziom da się wmówić, że za strajk ZNP i bandyckie metody szantażu klasyfikacją i egzaminami to wina PiS-u i "Kaczora". Ktoś po prostu wdrukował w nich nienawiść do PiS-u. I to tak, że będąc niechętni np. imigrantom (nie raz musiałem walczyć u niektórych z nich ze skrajnym szowinizmem), za ich pojawianie się w Polsce oskarżają obecny rząd.

Ale wróćmy do pytania, kto na tym strajku straci? Przypuszczam, że wszyscy nauczyciele. Bo absurdalne żądania ZNP poruszyły przy okazji dyskusję o Karcie Nauczyciela. Już kiedyś pisałem, że określa ona obowiązki i prawa pewnej grupy zawodowej i w zasadzie jest podobna do innych ustaw kodyfikujących kolejne zawody a nie mające być może tak nośnej nazwy. Powiedzmy wprost, wielu nauczycieli żyje znośnie dzięki tzw. nadgodzinom, czyli godzinom powyżej 18 godzinnego pensum. Co więcej, słynna średnia pensja o której tak dużo się mówi, jest liczona z owymi nadgodzinami. Tak więc podwyżka przy jednoczesnym zwiększeniu pensum jest z punktu widzenia nauczycieli niekoniecznie korzystna.

Przeliczyłem proponowane kwoty na miesięczną płacę za jedną godzinę przy tablicy nauczyciela dyplomowanego (we wszystkich przypadkach tydzień pracy 40-godzinny) i wyszło mi, ze według podpisanej z "S" umowy, w wariancie 18 godzinnym na koniec 2019 będzie to 212 zł, a od 2023 roku w wariancie 22 godzinnym 350 zł i w wariancie 24 godzinnym 337 zł (!). Patrząc z bliższego punktu czasowego, było by to w 2020 roku wariancie 22 godzinnym 277 zł i w wariancie 24 godzinnym 264 zł (!). Ciekawe, że przy większym pensum, pensja według propozycji rządowych jest... mniejsza. Pamiętajmy, że tydzień pracy jest 40-godzinny, więc czas na przygotowanie do zajęć, sprawdzanie prac, podnoszenie kwalifikacji, zajęcia pozalekcyjne, sprawy administracyjne szkoły czy konferencje, zebrania i konsultacje  spadnie z 22 godzin do odpowiednio 18 i 16. Wiele zależy od przedmiotu, WF-ista tego nie odczuje, ale np. matematycy, robiący naprawdę sporo sprawdzianów i kartkówek, mogą nie wyrobić. Czyli pracować i tak po godzinach za friko w domu. Dodatkowo nie wszyscy nauczyciele osiągną wspomniane pensa, bo np. w szkole braknie godzin na wskazanym poziomie, czy np. w nauczaniu początkowym nie będzie tyle godzin z pojedynczą klasą, a trudno, żeby nauczyciel klas 1-3 brał jedną klasę na spółkę z dwoma kolegami/koleżankami, żeby uzupełnić etat. 

Tu zapewne podniosą się głosy liberałów, że w innych zawodach pracownicy też siedzą za darmo po godzinach i biorą pracę do domu. Zapewne. Ale czy tak powinno być? Czy nie jest to korporacyjny mobbing? Znam kilka kawałów o pracowniku wychodzącym z pracy o oznaczonej godzinie, bo jest właśnie na urlopie... Dodatkowo jest to niezgodne z prawem pracy. I tak jak pracownikowi nie wolno przychodzić do pracy w czasie urlopu (tak, tak), bo w razie wypadku jest tam nielegalnie, tak też praca bez dodatkowego wynagrodzenia poza godzinami jest niezgodna z prawem. A to, że powszechnie jest nieprzestrzegana, to co innego. Ba na kursie kwalifikacyjnym na uprawnienia zawodowe dla elektryków dowiedziałem się, że mam co prawda teraz uprawnienia do 1000V, ale w szkole nie wolno mi nawet wymienić żarówki! Dlaczego? Bo jako nauczyciel mam w przydziale obowiązków nauczanie, a nie prace konserwatorskie. Gdyby wydarzył się wypadek, odpowiadałbym za przekroczenie uprawnień. 

Pojawiają się też głosy, żeby nauczyciele siedzieli w szkole 40 godzin i w tym czasie sprawdzali klasówki czy przygotowywali zajęcia. To oczywiście możliwe, ale logistycznie może być trudne do realizacji. Bo wymagało by od szkoły zapewnienia lepszych warunków do pracy, zapewnienia służbowych komputerów, miejsc do pracy zapewniających możliwość skupienia się, że nie wspomnę o zebraniach z rodzicami przed 16:00. Ale, gdyby coś takiego wprowadzono, to nauczyciele musieli by siedzieć 40 godzin w szkole i trudno by było brać nadgodziny. A nie ukrywajmy, wielu dziś ma 9 nadgodzin (max dopuszczalna ilość), czyli 27 godzin tygodniowo i tylko dzięki temu wiąże koniec z końcem.

A więc kto na strajku nauczycieli wygra? Otóż ktoś już wygrał. To Broniarz i jego sponsorzy z PO i ogólnie totalnej opozycji. Udało im się zdezorganizować pracę szkoły. Chaos może działać na ich korzyść i o to im przecież chodziło. I nie ma dla nich znaczenia, że będą go robić do ostatniego ogłupionego wizją 1000 zł na wierzbie nauczyciela.

Podoba mi się!
9
Nie podoba mi się!
0

M-)

#1586648

Dziękuję za tak celne dopowiedzenie do mojej krótkiej notatki. Ani słowa dodać, ani ująć. I jeszcze jedno. Wprawdzie na moje doświadczenia są głównie uniwersytecie, ale w każdej szkole jest to samo. Jeśli chce się dobrze zrobić, to multum siedzenia poza pensum. 

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
0
#1586650

Nie strajkuję, siedziałem w klasie i ze względu na brak uczniów nie miałem co robić. Więc przygotowałem powyższą analizę. Przy okazji, zastanawiam się, czy nie przerobić tego trochę i nie puścić jako wpis w swoim blogu. A doświadczenia uczelniane też mam - pracowałem kilka lat na politechnice.

I przy okazji przepraszam za literówkę w słowie "wierzę". Oczywiście powinno być przez "rz" a nie "ż". Tyle, że po odpowiedzi na komentarz nie da się go już edytować :-(

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

M-)

#1586656

Ogłupieni przez TVN "profesorowie" z rozdętymi ego i niesamodzielni intelektualnie mogą wstrzymać matury czym na stałe zniszczą etos polskiego nauczyciela...

Podoba mi się!
9
Nie podoba mi się!
0

Yagon 12

#1586666

 ...pisze Ksiądz....„nie odbycie się matury niesie ze sobą konsekwencje” ...? Jakie?

Przecież te wymienione...to żadne konsekwencje.

Dzisiaj matura ...to bzdura, co potwierdzają nasi wykształceni prominentni politycy.

Nauczyciele niewiele mogą nauczyć ...bo ich nie miał kto uczyć.

Dziś prawdziwą wartością jest samokształcenie i ewentualnie szkoły katolickie.

Reszta nie ma znaczenia.

Ci „najzdolniejsi” i tak zostaną wytypowani przez departament USA do szkół, w których najważniejsze szkolenie dotyczy polityki, biznesu i mediów.

Oprócz Beaty Szydło, w szkołach amerykańskich szkoleni byli również m.in.:Bronisław Komorowski, Aleksander Kwaśniewski, Donald Tusk, Hanna Suchocka, Kazimierz Marcinkiewicz i Mieczysław Rakowski.

https://gazetawarszawska.net/politics/2640-szydlo-szkolona-przez-departa...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-5

Verita

#1586674

Z pewnością nie Suchocka, a Marcinkiewicz ze swoim yes, yes, albo Tusk ze swoim angielskim po lektoracie w zawodówce. A co do konsekwencji wynikających z nie odbycia się matury, jaka by ona nie była, są one dokładnie takie, jak to przedstawiłem,  

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
-1
#1586682

40% brytyjskich nauczycieli chce odejść z zawodu z powodu przepracowania. Skarżą się, że pracują 60-70 godzin tygodniowo. Mimo to nie przychodzi im do głowy blokowanie egzaminów i promocji swoich uczniów.

Polscy ‚nauczyciele’ są przepracowani po 18 godzinach

40% of teachers to leave role by 2024 over workload and accountability, survey says
https://news.sky.com/story/40-of-teachers-to-leave-role-by-2024-over-wor...

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-1

Husky

#1586684

Miły panie, my prostacy, A cóż wiemy nieboracy?(...)

Ksiądz pana wini, pan księdza,

A nam, prostym, zewsząd nędza.

Proszę, abyć nic nad myśl nie było.

Wszak są różno przełożone stany,

W każdym wielką zacność w ludziach [znamy,]

Ale gdy też kto z miary wykroczy,

Nie źle by mu prawdę rzec i w oczy.

„Krótka rozprawa między trzema osobami, Panem, Wójtem, a Plebanem, którzy i swe i innych ludzi przygody wyczytają, a takież i zbytki i pożytki dzisiejszego świata”. ( M.Rej)

https://www.youtube.com/watch?v=Lfh9eZac_4I

https://www.youtube.com/watch?v=N-UhEAGOL0A

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-2

Verita

#1586694