Liberałowie, a któż to ukradł wam demokrację ?

Obrazek użytkownika zetjot
Blog

W mediach liberalnych lament się rozlega: co się dzieje z demokracją ?

Z czym ? Z demokracją ? Przypomnieli sobie o demokracji ? Rychło w czas. 

Pytanie to należałoby zastąpić bardziej adekwatnym: Kto wam ukradł demokrację i kiedy ?

Demokracja jest przede wszystkim bytem strukturalnym, wymagającym spełnienia pewnych kluczowych warunków strukturalnych i jeżeli przyjrzymy się tym wymogom bliżej to okaże się, że mamy do czynienia z inną strukturą niż ta którą przypisuje się demokracji. Kto więc ją podmienił ? 

Tak się składało w przeszłości, że rozwojowi demokracji towarzyszył rozwój systemu gospodarowania zwany kapitalizmem i one się do pewnego stopnia wspierały. Ale struktury demokracji to struktury współpracy, a struktury kapitalizmu to przede wszystkim struktury rywalizacji, konkurencji. Problem mógł polegać na tym, że one się wzajemnie przenikały i demokracja uległa duchowi rywalizacji, a kapitalizm poczuł ambicje polityczne i się zaczęło. Polityka poza tym działa w zupełnie innej materii niż gospodarka. Polityka zajmuje się instytucjami a gospodarka produkcją i handlem, więc rzeczą naturalną jest fakt, że w obu mamy do czynienia z innymi prawidłowościami. Weźmy też pod uwagę fakt, że czynniki polityczne są pod baczną obserwacją, podczas gdy czynniki gospodarcze przebiegają poza polem politycznej świadomości i nie wszystkie interakcje między oboma podsystemami były dostrzegalne dla opinii publicznej, co sprzyjało niekorzystnej ewolucji systemu,szczególnie jeśli media były w rękach.tych samych właścicieli, którzy władali gospodarką. 

Żeby zapewnić stabilność polityczną opartą na dobrobycie zastąpiono kapitalizm konsumpcjonistycznymi mechanizmami kreacji pieniądza i kredytu, gwarantującymi turborozwój, ale opartymi na indywidualizacji i wzmożonej konkurencyjności i te czynniki plus wzrost ogromnego bogactwa warstwy establishmentu opartego na mechanizmach konsumpcji zachwiały demokratyczną strukturą państwa. Władzę przejął oligarchiczny establishment dysponujący aparatem propagandy medialnej i gospodarką. Marketing zastąpił opinię publiczną i polityka demokratyczna odeszła w przeszłość, co najlepiej ilustruje brak debaty politycznej na Zachodzie w kwestii imigracji od lat kilkudziesięciu. 

W mediach toczą się dyskusje nad demokracją liberalną i nieliberalną, w których na samym początku dyskutanci popełniają zasadniczy błąd, pokazujący że pod latarnią jest najciemniej. Otóż pojawia się tu sprytny zabieg retoryczny przesuwający dyskusję w rejon zjawisk nieistniejących, w rejon świata alternatywnego, który stanowi przydatną zasłonę dymną. Ten zabieg podobny jest do przeciwstawienia "orientacji homoseksualnej" "orientacji heteroseksualnej", mającego w sprytnym zamyśle budować wrażenie pełnej i realnej symetrii. Ktoś kto zna biologię płciowości wie, że nie ma takich orientacji, ani jednej ani drugiej. Jest tylko norma: mężczyzna i kobieta oraz przeciwstawny do normy patologiczny brak normy czyli dewiacja. 

Zatem nie ma sensu poszukiwania przyczyn tego stanu rzeczy wśród skutków, jakie te przyczyny wywołały oddziałując przez kilkadziesiąt lat ewolucji systemu. Nie ma więc rozróżnienia na demokracje liberalne i nieliberalne, to jest, w najlepszym razie, lapsus jezykowy. Mamy do czynienia z systemami demokratycznymi lub niedemokratycznymi a demoliberalizm, czyli demokracja liberalna, jest systemem niedemokratycznym. Nauczeni doświadczeniem komunizmu doskonale wiemy, że krzesło elektryczne to nie to samo co krzesło i o tym należy pamiętać w przypadku dyskusji o demokracji. 

Kolejny błąd wynika z błędnego wyboru obiektu dyskusji. Jeśli bowiem chcemy ustalić naturę obiektu, to musimy zbadać jest strukturę wewnętrzną czyli relacje między jego elementami. W kwestiach ustrojowych badamy naturę społeczeństwa i naturę człowieka i wtedy okazuje się, że przestrzeń społeczna ma swoje wymiary. W ten oto sposób zyskujemy niepodważalny dowód matematyczny. O właściwej strukturze ustrojowej przesądza liczba elementów, które organizacja społeczna uwzględnia. 

W przestrzeni fizycznej mamy do czynienia z trzema wymiarami, z przestrzenią społeczną jest podobnie, składa się ona z zasadnczych trzech relacji społecznych takich jak prawda, miłość i wolność, a różnice między ustrojami polegają na tym, że jedne ustroje niektóre z tych elementów ignorują, a inne elementy te uwzględniają w różnych stopniach intensywności. To ostatnie tłumaczy pewną elastyczność systemu społecznego, który dzięki temu może bezpiecznie ewoluować. 

Drodzy Państwo żyjemy w w. XXI i nauka zrobiła pewne postępy, które należy uwzględniac w tego typu dyskusjach. Psychologowie ewolucyjni, kognitywiści i neuronaukowcy dostarczyli nam wystarczające dawki wiedzy, byśmy mogli dyskutować o istocie rzeczy, a nie o czysto językowych wymysłach. 

Wszystkie kierunki ideowe, które postawiły tylko na jedną relację - wolność - takie jak liberałowie czy libertarianie albo libertyni są z mocy praw matematyki skazane na przegraną. Koniec dyskusji, dyskusję trzeba przenieść na inny poziom, np. właściwego sposobu zbalansowania tych trzech relacji oraz relacji wtórnych, pochodnych od tych zasadniczych.  

Jeśli chodzi o dyskusję o demokracji i demoliberalizmie, to pojawia się kolejny argument przeciwko demoliberalizmowi. Argument ten pochodzi z dziedziny najbardziej wiarygodnej, a więc nauki. Można oto z łatwością zauważyć, że analitycy podchodzą do badania kwestii obecnego paradygmatu demoliberalnego jak do jeża, a tym samym popadają w konflikt z relacją prawdy. Starają się zabezpieczyć od każdej możliwej strony i zamiast badać rzeczywistość, dywagują, co na temat rzeczywistości powiedzieli Platon, Arystoteles, Hobbes czy Locke albo Fareed Zakaria. Co powiedział Platon, i co o tym, co powiedział Platon sądzi Arystoteles ? A co o opiniach Platona i Arystotelesa sądzi Hobbes ? A co o tym, co napisał Hobbes mówi JS Mills ? Rzeczywistość znika za mgłą filozoficznych dywagacji. Ale na tym nie koniec. Co powiedzą koledzy ? Co powie Rada Naukowa wydziału, szczególnie jeśli w niej zasiada taki prof. Matczak czy inny Marcin Król. No i czy uda się zdobyć jakiś grant ? Zderzył się ostatnio z tą awangardą postępu prof. Zybertowicz. 

Jest jeszcze jedna przyczyna tej niemożliwości dostrzeżenia właściwego obiektu dyskusji.Otóż niektórzy dyskutanci, a przede wszystkim strażnicy tego systemu, uwierzyli we własną doskonałość i tak wbili się w pychę, że uznali, że historia się skończyła i demoliberalizm oznacza polityczne wcielenie ustroju doskonałego, a oni są jego przywódcami najdoskonalszymi i jako tacy nie podlegają demokratycznej kryryce. Wprawdzie Francis Fukuyama już dawno odwołał koniec historii, ale do nich to nie dotarło.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:9)

Komentarze

... podobno ,za piłką gania 20 zawodników ,a i tak wygrywają Niemcy . W demokracji natomiast górą są zazwyczaj demagodzy i populiści (o czym właśnie pisali już Platon i Arystoteles circa 2500 lat temu ,więc "fakt" znany i wielokrotnie "empirycznie" sprawdzony  ) . Ci "liberalni" (demagodzy)  jakby stracili "powab" i pewnie dlatego tak się teraz "pieklą" . :-) No ale jak ktoś chce "grać" według demokratycznych reguł to musi się z tym liczyć.

Absolutyzowanie wolności,szczególnie jakoś specyficznie ujętej  jest niczym więcej niż jednym z "populizmów" , tylko tym razem chyba  nie "chwyta" ,przynajmniej w Polsce (całe szczęście)  . Może nie ma zbyt wielu amatorów na wolny/dowolny wybór tożsamości / płci z listy 60 ileś fejkbukowych , itd. . Efekt "szczepionki pt. PRL" ,gdzie wszelkie dobrodziejstwa w tym "wolnościowe" były aplikowane pod przymusem ?  A kasta jaśnieoświconych polskich demoliberałów  jakoś tak dziwnie ma dużą "część wspólną" z oligarchią (post)komunistyczną. (Parafrazując  https://pl.wikiquote.org/wiki/Marian_Hemar - obrzezali się na demoliberalizm ? :-) )  W sumie to trochę wcześniej w tym utworze Hemar może streszcza esencję zmiennej(liberalnej) tożsamości/płynnej ponowoczesności ,jak to tylko Poeta potrafi uchwycić . :-)

No cóż ,chyba  "liberalni demagodzy" doszli do ściany ... betonowej ... 3 m grubej , takej bunkra przeciwatomowego i próbują się "przebić" dalej.

 

Co nie oznacza ,że pożądanym systemem politycznym byłaby jakaś zamordystyczna tyrania . A obecnie to może przydałby się jakiś taki "liberalny" ruch piętnujący biurokratyzm prawie na bizantyjską modłę  ... 

 

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Ludzie myślcie , to boli ,ale da się to wytrzymać .
Ceterum censeo, PKiN im. J.Stalina delendam esse.

#1596544