Kultura demoliberalna czyli upadek standardów

Obrazek użytkownika zetjot
Blog

Nareszcie w mediach pojawiło się coś na temat działania systemu konsumpcjonistycznego:

https://wpolityce.pl/polityka/374934-niewidzialny-mundurek-zyjemy-w-zmak...

Co w tym tekście wydaje się szczególnie interesujące albo nawet prorocze, jak nomen omen, to nawiązująca do makdonaldyzacji “donaldyzacja”, nawiązująca z kolei, do Tuska. Ja jednak mam swój własny model obecnego systemu demoliberalnego, który trzeba analizować w połączeniu z towarzyszacym mu konsumpcjonistycznym systemem gospodarowania.

Żeby system działał w interesie całego społeczeństwa potrzebne są instytucje działające w trybie włączającym, a to oznacza respektowanie wysokich, interpersonalnych standardów. W przeciwnym wypadku instytucja nabiera cech wyzyskujących. Wprowadzenie wysokich standardów zaś oznacza pewną społeczną unifikcję, troskę o zachowanie wspólnej tożsamości, polegającą na akceptowaniu repertuaru wspólnych istotnych wartości. Żeby standardy takie wprowadzić potrzeba wzmożonego wysiłku, szerokiej intelektualnej debaty i dyscypliny, intelektualnej i moralnej.

Tymczasem demoliberalizm, w dużym stopniu realizowany przez środowiska lew-lib, traktuje wspólne, wysokie standardy z podejrzliwością jako zagrażające indywidualnej wolności. W efekcie posługuje się utopijnymi sloganami bez pokrycia jak “każdy ma swoją prawdę”. Z demoliberalizmem zaś sprzężony jest konsumpcjonizm, który promuje indywidualny hedonizm polegający na folgowaniu przyjemnościom i indywidualistycznemu podejściu do wszelkich kwestii lekceważącemu wspólne, zbiorowe standardy.

Zamiast rygorystycznego, mozolnego ćwiczenia standardów konsumpcjonizm proponuje chwilowe przyjemności i środki zastępcze w postaci gadżetów, które, dzięki najnowszym technologiom, rzekomo potrafią zastąpić realne umiejętności. Natłok promowanych propozycji wyklucza racjonalny namysł i trudną pracę nad sobą. Następuje, zamiast koncentracji wysiłków, rozproszenie indywidualistyczne połączone z automatycznym obniżeniem standardów. Rozproszenie, czyli entropia.

Ale to dopiero początek kłopotów demoliberalizmu.

W dalszej fazie, przy rosnącej ofercie konkurencyjnych propozycji konsumpcjonistycznych, dochodzi do poszukiwania takich bodźców konsumpcyjnych i mechanizmów rynkowych, ktore znajdą możliwie najszersze grono odbiorców, chodzi więc o poszukiwanie mozliwie najszerszego wspólnego mianownika. A takim mianownikiem mogą być tylko zachowania bazujące na najprostszych instynktach – na seksie i agresji.

Konsumpcjonizm uruchamia więc mechanizmy instynktowne i w ten oto sposób gust jednostki i jej osobowość zostają zredukowane do takiego właśnie zaniżonego, instynktownego poziomu, co widać w dominującej popkulturze, w której seks i przemoc stają się najpopularniejszymi motywami. Po scenie, w rytm nieskomplikowanej muzyczki i niewyszukanych tekstów, pląsają skąpo odziane panienki. W teatrach zaś, równie skąpo odziani artyści wygłaszają obrazoburcze teksty, skierowane przeciwko tradycyjnym autorytetom, nasycone niewybrednym słownictwem z repertuaru łaciny kuchennej. I tak demoliberalna kontrkultura ląduje w szambie. Ostatnim wykwitem kultury liberalnej jest przecież “Despacito”. Dodajmy do tego wychowanie seksualne w szkole i aborcję i mamy pełny obraz.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)