Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?

Obrazek użytkownika Ośrodek Myśli Niezawisłej
Kraj

Informacja o tym, że prominentny polityk ZSL-u mógł wziąć w łapę, zaskoczyła mnie tak, jak niezmiennie zaskakuje mnie fakt, że codziennie rano słońce wschodzi, a gdy nadejdzie wieczór, zachodzi.
Każdy średnio rozgarnięty człowiek, który choć trochę poczytał na temat umowy gazowej, wie, że był to jeden wielki wał, nad którym ruskie wpływy i łapówki fruwały aż miło. Jednak pan Waldek może spać spokojnie, bo prędzej Misiek Kamiński będzie autorem trafnych analiz politycznych, niż on poniesie jakiekolwiek konsekwencje. Oprócz zarzutów i dowodów potrzebny jest jeszcze sędzia, który skaże, a chętnego — patrząc, jak toczą się sprawy ZSL-owskich przyjaciół Pawlaka — jak na razie nie widać.

Jeden z bohaterów afery podkarpackiej — Jan Bury — zatrzymany został w listopadzie 2015 r. Prokuratura wnioskowała o trzymiesięczny areszt, ale sędzia nie widział takiej potrzeby. Stwierdził, że 100 tys. kaucji i założenie hipoteki na nieruchomości na kwotę 900 tys. będzie wystarczającym zabezpieczeniem. Bury kaucję wpłacił, hipoteki nie założył i wyszedł. Jako że cwany Janek nie wywiązał się z zobowiązania, prokurator wnioskował o przepadek połowy wpłaconej kaucji. Sędzia okazał się jednak człowiekiem o gołębim sercu i zdecydował, że przepadku nie będzie i żeby sobie Janek już głowy tą hipoteką nie zawracał, bo zakładać jej nie ma konieczności. Mijają właśnie dwa lata, a procesu jak nie było, tak nie ma.

Jeszcze ciekawiej dzieje się w sprawie Mirosława Karapyty, szerzej znanego jako Mirosław K. Były marszałek województwa podkarpackiego zatrzymany został w kwietniu 2013 r. i również zwolniono go za poręczeniem majątkowym. Proces miał się toczyć przed Sądem Rejonowym w Rzeszowie, ale kolejni sędziowie prosili o wyłączenie ich z tej sprawy, więc ta trafiła do Sądu Rejonowego w Jarosławiu. Oficjalny powód przeniesienia do Jarosławia to "ekonomika procesu". Jednak i tutaj nie było komu sprawę prowadzić, bo okazało się, że jarosławscy sędziowie z panem Mirkiem świetnie się znają i tak jakoś nie wypada im kolegę sądzić. I w ten oto sposób sprawa wylądowała w Sądzie Rejonowym w Przemyślu. Wydawało się, że wreszcie — po ponad czterech latach — proces Karapaty ruszy, ale nam się chłopina rozchorował i w październiku złożył zaświadczenie o rozpoczętym leczeniu, po którym będzie wymagał jeszcze trzymiesięcznej rehabilitacji.

I tak sobie gonimy te króliczki i gonimy, a wiary w to, że je złapiemy coraz mniej. Można mieć dowody, stawiać zarzuty, ale nie po to przelano tyle wódy w Magdalence, by teraz towarzyszy układu, wspólnych biesiad i interesów dosięgała ręka sprawiedliwości. Z tego miejsca chciałbym pozdrowić prezydenta Andrzeja Dudę i dla pewności panią Zofię Romaszewską również, bo ja już nie wiem, kto z nich dwojga jest rzeczywistym decydentem w sprawie reformy sądownictwa.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.9 (głosów:15)

Komentarze

Świetny artykuł i z humorem.Pozdrawiam.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1552283

Bardzo dziękuję za miłe słowo :) Pozdrawiam również.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1552312

jak z opisywanym przez Ciebie procesem Mirosława Karapyty. Weźmie i się rozchoruje.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Apoloniusz

#1552307

I obawiam się, że może "zarazić" ustawę dekoncentrującą media...

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1552313