O polityce

Obrazek użytkownika mlokos
Idee

Na początek opiszę banalne zdarzenie.

Oto chodnikiem miejskim idą ludzie do pracy. Jeden z przechodniów nagle zmienił rytm marszu, bo w ostatniej chwili zauważył wystającą kostkę brukową i musiał ją ominąć. Nic mu się nie stało, ale zdarzenie to zauważyli czterej osobnicy: miejscowy samorządowiec, jego rywal z innej opcji politycznej, medyk oraz prawnik z lokalnej kancelarii prawniczej. Każdemu z nich, stosownie do ich profesji, wpadły do głowy myśli:

  • samorządowcowi, że trzeba zainteresować służby miejskie, aby zaraz naprawiły chodnik zanim kotoś się rozbije w tym miejscu, bo wtedy opozycja podniesie krzyk, że nie ma gospodarza w mieście;
  • jego rywalowi, że jest to okazja aby zaatakować obecnych włodarzy za brak nadzoru nad stanem chodnków,
  • medykowi, że na szczęście nie było wypadku, bo byłby zobowiązany stracić czas na udzielenie pierwszej pomocy,
  • prawnikowi, że tylko czekać na klienta do sporządzenia pozwu przeciwko miastu za wypadek.

Przy tym zdarzeniu uwzględniłem tylko cztery profesje, ale przedstawiciel kazdej innej mógłby mieć tutaj coś do powiedzenia.

Wniosek z tego jest taki, że każde zdarzenie jest zawsze wieloaspektowe i jego ocena jest zależna tylko i wyłącznie od zaiteresowań dowolnego obserwatora. W tym kontekście niepoważne są próby POLITYKÓW dzielenia zdarzeń na POLITYCZNE i NIEPOLITYCZNE.

Dla polityka kazde zdarzenie jest polityczne przez sam fakt jego zaistnienia. Oczywiście: polityk może uznać dane zdarzenie za nieważne dla jego celów, ale nie może tego uzasadniać brakiem POLITYCZNOŚCI takiego zdarzenia; jeśli jednak coś traktuje jako zdarzenie niepolityczne, to daje dowód, że do polityki nie dorósł.

W tym kontekście warto zauwazyć, że dla polityka np. Kościół Katolicki jest polityczny choćby dlatego, że istnieje, a jeśli istnieje, to żaden polityk nie może tego faktu ignorować.

To w takim razie czym jest polityka?

Polityka jest to umiejetność prowadzenia rozmów i uzgadniania działań dla dobra wspólnego. Nie silę się na wierne powtórzenie definicji polityki wypowiedzianej przez św. Jana Pawła II, ale taki jest jej sens.

Jeśli tak, to np. dwaj sasiedzi uzgadniający sposób rozgraniczenia swych posesji - uprawiają politykę. Politykę uprawiają dwie osoby uzgadniające warunki zawarcia małżeństwa. To znaczy, że każdy z nas przyszedł na świat w wyniku aktu politycznego poprzedzającego nasze narodziny. Oznacza to także to, że nikt nie może uciec od polityki, nawet jeśli zdecyduje się na byt pustelniczy. Każdy z nas, świadomie lub nieświadomie, uprawia politykę; co więcej: niesposób kogokolwiek wykluczyć z polityki.

Lecz jeśli dwaj sąsiedzi nie potrafią dojść do porozumienia w kwestii rozgraniczenia swych posesji i jeden z nich będzie "grał nieczysto", a nawet zechce wyrugować swego sąsiada z jego własności, to czy wtedy można nazwać takie działania politycznymi? W świetle w/w definicji polityki odpowiedź jest jasna: wtedy to nie jest polityka, lecz wojna. Oczywiście: fakt takiej wojny ma aspekt polityczny ale dla obserwatorów zewnętrznych, nie dla jej uczestników. Jeśli ktoś powie, że wojna, lub groźba zainicjowania wojny, jest sposobem prowadzenia polityki w stosunkach dwustronnych, to wpada w strefę pojęć absurdalnych takich jak np. pojęcie: "demokracja komunistyczna" czy "demokracja faszystowska" lub "upalny mróz". Właśnie masa absurdalnych sformułowań dotyczących polityki, funkcjonujących w powszechnym obiegu, jest przyczyną postrzegania polityki jako zajęcia "brudnego", gdzie każdy, nawet najbardziej nikczemny chwyt jest dozwolony.

Absurdów związanych z polityką nie musimy szukać daleko. Oto niedawno szef jednej z partii politycznych głosił, że "uczyni WSZYSTKO aby PiS nie doszło do władzy", inny zaś ogłosił, że będzie "opozycją totalną". Proszę zauważyć, że i jedno i drugie hasło wyklucza ich autorów z uprawiania polityki w sensie określonym w w/w definicji polityki ponieważ z góry wyklucza jakikolwiek dialog z nimi dla partii, przeciwko którym zostało ono sformułowane. Czy zatem autorzy tych haseł mogą być uważani za polityków?

Moja odpowiedź na ostatnie pytanie brzmi: to nie sa politycy lecz awanturnicy, dążący do zdobycia władzy siłą, kosztem podeptania praw partii stojących w opozycji do nich. Proszę zauważyć, że jeśli ktoś chce być w totalnej opozycji, to czego można od niego oczekiwać, jeśli zdobędzie władzę? Czy nie byłaby to także władza totalna? A co to znaczy "uczynić wszystko", aby inna partia nie zdobyła władzy? Dopuścić się zdrady stanu? Rozpętać fałszywą propagandę? Strzelać do przeciwnika? Prowadzić sabotaż gospodarczy? Drukować puste pieniądze dla wywołania hiperinflacji?

To wszystko byłoby (a może w jakimś zakresie i JEST) możliwe.
 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:12)