Co jest dziś tematem zastępczym? – Cz. I

Obrazek użytkownika miarka
Kraj

- CETA, czy aborcja?

Planowana druga część: CETA, czy III wojna światowa?

 

Temat zastępczy ma w społeczeństwie wywołać silne emocje, oraz polaryzacje i podziały. Nawet nie chodzi o to, by skłócać społeczność (choć to i tak jest jako efekt uboczny zawsze gdy zapanują emocje). Celem jest rozproszenie sił danej społeczności, czyli wywołanie jej niezdolności do zorganizowanego, systematycznego wspólnego działania w imię wspólnej sprawy, wspólnych wartości i celów, i dla dobra wspólnego narodu.

Jak bardzo jest to konieczne widać choćby ostatnio, kiedy zdradziecki POPiS znowu się zjednoczył w kwestii zmowy korporacyjnej CETA, a polska społeczność nawet nie zorganizowała wspólnych protestów (tu już jasno widać, że niesłusznie za polską społeczność uznaje się wszystkie siły polityczne w Polsce, bo jednak polskimi są naprawdę tylko te służebne Narodowi Polskiemu w pierwszej kolejności, a dopiero później swoim wartościom lokalnym i interesom prywatnym).

Emocje i argumenty merytoryczne potrafią tak bardzo spolaryzować myślenie, że poprzestaje sie na przekonaniu o posiadaniu racji, która wyklucza działania zjednoczone i to w sytuacji, kiedy rozłożenie akcji w czasie na zasadzie jena najpierw druga później mogłoby przynieść koncentrację działań zapewniającą skuteczność.

Ci, którzy widzą szkodliwość dla Państwa i Narodu zamierzonego działania władz, gdyby działali zjednoczeni, na pewno by do żadnego, wynikającego z tego, poważnego zła nie dopuścili.

 

Zwłaszcza dotkliwe dla państwa i narodu są tu podziały między tymi najbardziej świadomymi i najodważniejszymi i najgłębiej przeżywającymi swoją wolność i odpowiedzialność, działający z samopoświęceniem - z jednej strony, tej wspólnotowej i odpowiedzialnie obywatelskiej.

Za to ze strony drugiej, strony osobistej - te najbardziej dotkliwe dla Państwa i Narodu są tu podziały, wiążące się ze zdolnością do poświęceń wartości niższego rzędu na rzecz wartości wyższego rzędu, poświecenie potrzeb na rzecz wartości, poświęceniem celów bieżących, zwłaszcza skupionych wokół spraw naszego „tu i teraz” na rzecz myślenia dalekowzrocznego i celów dalekosiężnych, zwłaszcza międzypokoleniowych i narodowych - na rzecz takiego zorganizowania życia publicznego w państwie i relacji naszego Narodu z innymi narodami, aby już nie było potrzeby, ani groźby staczania wojen, a więc, aby panował powszechny pokój.

Kiedy tu przestajemy się rozumieć i działać zgodnie, stajemy się już podatni na demoralizację i podatność na ideologie, podatni wręcz na kierowanie się egoizmem, z upartym „stawianiem na swoim”.

- Wtedy choć mówimy tym samym językiem, mamy wspólne cele i formalnie wartościom służymy tym samym, to jednak kierowani doraźnym rozumieniem spraw, czyli pod potrzeby chwili, potrafimy przestawiać naturalną hierarchię tych wartości.

Np. Miłość potrafimy wynosić ponad dobro, albo pomoc lub przebaczenie odrywamy od dobra, które zawsze musi mieć tu priorytet, albo jeszcze gorzej, co jest już głupie i samozatraceńcze – odrywamy je nawet od moralności i życia w ogóle, a więc tracimy kontakt z samą rzeczywistością, z poczuciem trzeźwości i realizmu.

– Wtedy zaczyna się jakieś myślenie magiczne i dochodzi do patologii - za niebyłe potrafimy uznawać sprawy w kontynuacji, kiedy złe, nawet ludobójcze zamiary wciąż trwają, a nawet się nasilają z powodu faktycznej bezkarności rozumianej jako przyzwolenie krzywdzonych, wywłaszczanych, pozbawianych przestrzeni życiowej, demoralizowanych i zabijanych.

Chcemy np. budować zgodę bez względu na różne definiowanie dobra i  zła dla danej sytuacji, chcemy tolerować odmienne od naszych postawy innych uczestnikówżycia publicznego, a nie patrzymy, że u podłoża tych postaw leży zło, któremu w ten sposób pobłażamy, albo i równouprawniamy go (co już jest satanizmem, bo zło równouprawnione zyskuje tu większe możliwości działania jak dobro mające swoje naturalne ograniczenia i wewnętrzne hamulce.

 

Podobna sprawa jest i z równością. Takich postaw nie można równać - to w kwestach zawieranych umów kwestia praworządności, ale też nawet kwestia nadrzędnej nad praworządnością sprawiedliwości wewnątrzwspólnotowej

- co już jest wielką sprawą, wskazującą że nie można równości w jakichkolwiek kwestach ludzkich zadekretować na drodze prawnej.

- Jednak to  jeszcze nie kwestia prawości, kiedy to istnieje poszanowanie faktów, że dane byty mają różną naturę i związaną z nią różną tożsamość. Mają też inne funkcje we wspólnotach w których żyją - np. mężczyzna i kobieta.

– Tu o żadnym równaniu mowy być nie może, bo właśnie nierówność jest cechą ich natur i siłą napędową dla wspólnych dzieł – dla doskonalenia się w specjalizacjach i rozumnego podziału ról społecznych – po to, by sięgały najwyższej możliwej wartości, doskonałości i ideałów, by rywalizacje życiowe wygrywali najlepsi z najlepszych, a więc i żeby odbywał się prawdziwy rozwpój człowieczeństwa i ludzkości, prawdziwy postęp.

– Ich można tylko próbować równouprawniać, a to co innego jak równanie. Dlatego feminizm, genderyzm, homoseksualizm i „prawa” jednostek (oderwane od celów życia wspólnotowego i celów ludzkości w ogóle) to TEMATY ZASTĘPCZE podniesione sztucznie dla rozbijania moralnych sił narodu i rodziny – sił władczych dla stanowienia moralnego ładużycia publicznego w państwie.

Równość tutaj jest samą destrukcją, jest zabójcza dla życia i człowieczeństwa, bo pozbawia nas energii. Każdy fizyk, czy elektryk potwierdzi, że im większa jest amplituda zmian, tym większa jest energia do wyzwolenia. I odwrotnie – równość niesie wygaszenie zmian.

Kiedy w życiu jest to równość dobrych, mamy pożądaną stabilizację i perspektywę stabilnego wzrostu. Kiedy jednak chcemy równać dobrych i złych, mamy konfikt – zwarcie między biegunami. – Bzdurą jest wtedy „cięcie po ekstremach” (wtedy partie pozbywają się działaczy radykalnych, ale też „wojna z terroryzmem”, gdzie zawsze zderzają się dwa terroryzmy, z których jeden często bywa tylko samoobroną konieczną – problemy na niskim, a często zabójczym dla życia poziomie, jednak wciąż pozostają. Cierpi wtedy prawda, a więc i perspektywy konstruktywnych, dobrych owoców takich działań dla przyszłości, grozi wygaszenie energii zmian – fałszywie miłości, fałszywe przyjaźni, fałszywy pokój).

 

Jednak już najgorzej jest kiedy temat ludzkiej krzywdy chcemy traktować pierwszoplanowo, a temat zdrowia, bezpieczeństwa, życia i przyszłości odkładamy na później. Wchodzimy wtedy w złudzenie, że coś robimy dobrego, kiedy to jest budowa bez fundamentu – kłamstwo, manipulacja, oszustwo, iluzja, obiecanka cacanka a głupiemu radość, byt wirtualny.

 

Krzywda, to dziedzina sprawiedliwości. Zdrowie, bezpieczeństwo, życie i przyszłość - to kwestie moralności. Z nich dwóch moralność jest wartością wyższego rzędu. Jest więc tutaj klasyczny konflikt między ludzkimi wartościami.

- Sens dla człowieka ma tylko opowiadanie się najpierw po stronie wartości  wyższego rzędu, a więc poświęcenie tej wartości „niższego rzędu”. Jak ocaleje ta wartość wyższego rzędu, to tą niższego rzędu łatwo odbudować, aby w sytuacjach konfliktowych innych wyborów: między nią a wartościami niższego od niej rzędu, to ona wychodziła zwycięsko.

Typowym jest tu „nadstawianie drugiego policzka”, czyli nieustępliwość,  nieugiętość i nie poddawanie się z gotowością do dalszych ofiar na rzecz wartości wyższego rzędu jak atakowana przez nieprzyjaciela czy nawet wroga.

– To np. rezygnacja z należnych praw, czy korzyści na „tu i teraz” na rzecz korzyści dalekowzrocznej - od bezkompomisowego głoszenia prawdy zaczynając, przez np. obronę racji logicznych, po brak jakichkolwiek handli, czy kompromisów moralnych, i co do sumienia, i priorytet wartości duchowych nad materialnymi. 

To rezygnacja z korzyści osobistej na rzecz pierwszeństwa korzyści wspólnotowej (np. dla solidarności wspólnotowej), czy na rzecz dobra wspólnego.

Przykładem na konieczność skupienia się na ochronie wartości wyższego rzędu może być nie chronienie swojego ciała przed cierpieniem, aby mogło się odbyć wyleczenie bolącego organu, a nawet hierarchia miłości - aż po nienawiść ojca, czy matki, oraz siebie samego, kiedy trzeba coś zrobić z miłości do Boga, a jest to w konflikcie do potrzeb ojca, matki, lub swoich, które miłość do nich, czy miłość własna chciałaby równocześnie realizować (podobnie jest zresztą i z priorytetem dobrze rozumianych potrzeb Ojczyzny).

 

To wzorcowe nadstawienie drugiego policzka to również bezkompromisowość w obronie ludzkiej godności osobowej (cecha człwowieczeństwa dojrzałego), na rzecz rezygnacji z ludzkiej godności osobistej, honoru, czy dumy (cechy moralności), a więc w postawie dobrze rozumianej pokory.

Oparta o naturalną hierarchię ludzkich wartości pokora, to wciąż niedoceniane lekarstwo na pychę tego świata. Pychę tego świata, której dziś najgorszy przejaw widzimy w postaci korporacji prywatnych i ich zmowy w postaci umowy CETA, a także globalistycznych zamierzeń ich jako panów świata, ich, jako rządu światowego, ich jako najgorszy z faszyzmów ideologiczno-szowinistycznych, ich jako korporacjonizmu-syjonizmu-globalizmu.

To samo odnośnie spraw, które mają dotyczyć naszej przyszłości bliższej i dalszej. Jakoś tak jest, że dla jednych ważniejszą jest ta bliższa (a później coś sie wymyśli), jak ta dalsza („lepszy wróbel w garści...”, albo „technika się rozwija, może nie będzie tak źle...”). To też pycha, to też droga samozatracenia.

 

Dotyczy to szczególnie tytułowego tematu aborcji. - To też pycha, to też droga samozatracenia.

Temat aborcji to temat szeroki – to nie tylko najwyższe zagrożenie dla ludzkiej moralności i człowieczeństwa w ogóle. Ona nie jest i nigdy nie może być traktowana jako sprawa osobista, czy nawet spraw tylko rodziców. Bezpieczeństwo życia ludzkieg, w tym życia poczętego to dziedzina w której państwo ma swój podstawowy obowiązek. Nadto muszą go mieć i wszelkie organizacje międzynarodowe i międzypaństwowe.

Można, a nawet trzeba go widzieć w relacji do zdradzieckiej polityki antyrodzinnej i antynarodowej, do ONZ-owskich Agend 21 i 30, z zamierzaną przez nie „depopulacją” 90% ludzkości z  w imię ludobójczego „zrównoważonego rozwoju”, ze „szczepionkami” i „żywnością” GMO.

Warto tu zauważyć, że tak ten „zrównoważony rozwój” (wielokrotnie wspominany w zaleceniach dla negocjatorów), jak „szczepionki” i „żywność” GMO są promowane wśród celów umowy CETA.

W imię zawłaszczania przez korporacje prywatne wody i powietrza (pierwszą przez jej wykup przez mafijną grupę i podatki nawet od powierzchni dachu, drugie przez podatki od „globalne ocieplenia” i chemtrailsy - ostatnio o znaczeniu wyłącznie ludobójczym).

Podobne skutki niesie i promocja homoseksualizmu, i genderyzmu, i satanizmu, banderyzmu i islamizmu, oraz komunizmu i licznych form szowinizmu ideologicznego, a więc odmiana nazizmu, nawet bardziej od niego niebezpieczną dla rodzin, narodów i ludzkości. Skutki te sięgają  nawet bezkarnej promocji tych ideologii w szkołach...

 

To wszystko dzieje się już – dzieje na wszystkich frontach na raz – a z przyzwoleniem zdradzieckich władz państwowych, a zarazem przy wydawałoby się niezrozumiałej słabości i bierności Narodu, niezdolnego do zdecydowanych akcji broniących zwlaszcza tego co prawe i moralne.

I trudno tu się narodowi zorganizować właśnie dlatego, że te wszystkie ataki na nasze wspólnoty i na nasze człowieczeństwo są totalne – na wszystkich frontach bo są zasilane ogromnymi pieniędzmi z zewnątrz – pieniędzmi naszych wrogów.

A jeszcze trudniej jest narodowi zrozumieć, że to nie on podejmuje świadomie i odpowiedzialnie swoje (na pozór) wybory. Jest tu sprytnie okłamany i zmanipulowany, a tymczasem są to decyzje już podjęte za niego przez oszustów - politycznych iluzjonistów (dobitnie pokazuje to film:  ).

Oczywiście najtrudniej mu zrozumieć, że jednocześnie jest skupiana jego uwaga na całkiem innych sprawach – i to im bardziej absorbujacych emocje, tym lepiej dla manipulatorów.

Nie dość, że tych „frontów na raz” jest już mnóstwo, to absorbuje się jego uwagę na sprawach sprawiających wrażenie jeszcze ważniejszych. Tymczasem te tematy „jeszcze ważniejsze”, to najczęściej tematy zastępcze.

Kto nie zrozumie, że to temat zastępczy, ten jest wyłączony z możliwości skutecznego działania, a więc i zdemoralizowany, choćby uważał, że kierują nim pobudki moralne.

 

W tym wszystkim aborcja jest zbrodnią szczególną – jest bowiem zbrodnia odgórnie zaplanowaną, zbrodnią matką wszystkich tu ludobójczych zbrodni. – Zbrodnią szczególną bo już realizacją planowego ludobójstwa  przez możnych, którzy najpierw wywłaszczyli ubogich, później zrobili z nich biedotę, a teraz chcą się ich pozbyć ze świata żywych, bo alternatywą jest im oddać co zagrabione, a niezbędne im, by sami się godnie utrzymywali.

Zbrodnią szczególną, bo jednak sprawy okołoseksualne zostały przez satanistów wypromowane na ludzkie prawa i wolności, a jak wolności, to i ludzkie wartości. Owszem, sfera płciowości jako służebna życiu i jako mocno związana z ludzkimi wartościami zasługuje na szacunek, ale przecież jest odwrotnie – dopuszczający się aborcji, czy widzący w akcie seksualnym cel sam w sobie, występują przeciw życiu ...

A to już atak na wartość ludzką wyższego rzędu z tytułu wartości niższego rzędu – i to dużo niższego, bo tylko prawnego, a więc politycznego... Egzekwowanie takich „praw” siłą, czy przemocą aparatu państwowego, to z ludzkiego punktu widzenia zbrodnia.

 

I co najgorsze, to nie wszyscy to dostrzegają, że kiedy prawo (wartość zaledwie polityczna) staje przeciw życiu (wartość ludzka, wartość wyższego rzędu jak wartości polityczne), nie jest w ogóle prawem, tylko bezprawiem – to dlatego tu żadne posłuszeństwo nie obowiązuje (a więc jakikolwiek przymus jest zbrodnią).

 

Co do wolności, to łączenie swobód seksualnych z wolnością jest bzdurą, gdyż wolność nigdy nie jest przeciw odpowiedzialności, aborcja zaś jest nieodpowiedzialności szczytem.

Przeciwnie - wolność jest nam potrzebna zwłaszcza po to, żeby być odpowiedzialnymi.

Nadto wolność to jest wtedy, kiedy prowadzi do celów moralnych, celów po ludzku patrząc konstruktywnych, a tu w gruncie rzeczy chodzi tylko o swawolę, o bezmyślne trwonienie dóbr i ludzkiego potencjału.

A swawola nawet prowadzi do zniewoleń, uzależnień i nałogów, do publicznego zaniku ludzkiej skromności i godności – tak w modzie jak obyczaju, jak i w zaniku ludzkiej kultury – a więc zwłaszcza od Rewolucji Francuskiej, przez komunizm i nazizm po rewolucję antykulturalną roku 1968 i dzisiejsze nazizmy i szowinizmy ideologiczne, syjonizmy - a więc odczłowieczenie, zachęcanie ludzi do zejścia do poziomu zwierząt ulegających nieopanowanym chuciom (chyba 15 000 takich już przerobionych na samozatraceńców uczestniczyło ostatnio w mocno nagłośnionym jako „uprawniony” „czarnym marszu”).

 

Wciąż staje dzisiaj tytułowa alternatywa: CETA, albo aborcja. Feminazistki znowu urządziły manifestację – właśnie w czasie burzliwej walki przeciw CETA. Nieco wczesniej „wywoływał wilka z lasu” i Kaczyński. Jasne, że siłom faszyzmu ideologiczno-szowinistycznego chodzi tu tylko o wywołanie tematu zastępczego, o odciągnięcie uwagi opinii publicznej od sprawy znacznie ważniejszej, sprawy wręcz najważniejszej spośród tych, przed którymi stanęła Polska w swojej historii.

 

ŁATWO WYKAZAĆ, ŻE W NIEJ ABORCJA JEST TYLKO TEMATEM ZASTĘPCZYM. DECYDUJE TU KRYTERIUM DALEKOWZROCZNOŚCI.

Otóż gdyby CETA przeszła i zaczęła obowiązywać, to korporacyjni panowie, już panujący niepodzielnie nad stanowieniem prawodawstwa przez swoją agenturę i przez siebie skorumpowanych „polityków”, nadto  spojeni faszyzmem ideologiczno-szowinistycznym, który po podpisaniu CETA musi urosnąć w bezkarności; panowie mający w dyspozycji media i ogromne zaplecze ideologiczne - bez problemów narzuciliby takie formy prawodawstwa na rzecz demoralizacji i uśmiercania jakie tylko by chcieli.

Wszelkie wywalczone dziś zapisy antyaborcyjne mogliby dowolnie zmieniać (choćby na drodze bezwzględnego egzekwowania swoich „praw do zysku”).

– I nikt by się im nie postawił ze względu na to, że to oni faktycznie dysponują środkami przemocy i terroru tak własnymi, jak finansowymi i korupcyjnymi, jak i z tytułu faktycznie zawłaszczonej pozycji nadrzędnej względem władz państwowych i ich aparatu, a także prawodawstwa i sądownictwa.

 

Druga sprawa, że CETA to i powszechność chorób i mutacji genetyczych, i śmierci. Same produkty korporacji prywatnych zastąpią aborcję. :-(

  Nadto za CETĄ - już bez problemów , a co najwyżej bocznymi drzwiami weszłaby i TTIP, weszłaby faktyczna nadrzędność standardów prawodawstwa amerykańskiego nad europejskimi – przy czym to te amerykańskie są zaniżonymi etycznie i moralnie, są nastawione na krótkowzrocznie widziany interes jednostek, sięgają satanizmu zalegalizowanego właśnie przez odchodzącego ze stanowiska prezydenta USA Obamę. Satanizm na szczeblu państwowym to i brak moralności, i idąca za nim zdolność szkodzenia każdemu, dopuszczalność wszelkiej nielojalności i zdrady.

To pokazuje, jak wielka fikcją jest amerykańska demokracja, po której zostały już tylko puste ramki, oraz amerykańskie „państwo prawa”, które odtąd nie musi się opierać o jakiekolwiek ludzkie wartości, jest więc tylko iluzją prawniczą, a z ludzkiego punktu widzenia to „państwo bezprawia”.

To już przekreśla USA i faktycznie uzależnioną od nich Kanadę, jako potencjalnie przyjazne państwa z którymi można planować i realizować pokojowe współżycie, w tym prowadzić jakąkolwiek wspólną politykę, w tym wymianę handlową.

 

Dokonujący aborcji teraz mogą się bronić, że robią to w imię satanizmu jako ich legalnej religii. On się teraz będzie błyskawicznie szerzył na wszystkie państwa uzależnione od USA z Kanadą na czele, a więc i znajdzie swoje miejsce w praktyce stosowania CETA i TTIP, NAFTA, czy TPP.

Do tego umowa CETA miałaby być aktem prawnym wyższego rzędu jak jakiekolwiek prawodawstwo unijne (przecież to Unia go podpisuje, co znaczy, że podporządkowuje się. - W tej sytuacji nie ma nawet problemu, żeby się rozwiązała).

A jak tak, to po podpisaniu wystąpienie z tej umowy będzie znacznie trudniejsze jak z UE, o ile w ogóle jest tam zapis o takiej możliwości. Starczą same procesy wytaczane państwu „o utratę zysków korporacji prywatnych” :-(.

Trzeba by więc obalać legalność tej umowy. Możliwe, ale czy proste? Naród się nigdy nie zgodził i nie zgodzi, więc mocna podstawa jest. Tylko że oni raczej nie zmierzają do podporządkowania się woli narodów, a przeciwnie – narody chcą niszczyć...

Ocena wpisu: 
3
Twoja ocena: Brak Średnio: 2.9 (głosów:9)

Komentarze

...piszesz o różnych ważnych sprawach...ale tak na chłodno zastanów się....

W najnowszym numerze tygodnika „wSieci” prezydent Andrzej Duda odpowiada na pytania Piotra Zaremby oraz Jacka i Michała Karnowskich.
„Myślę, że większość moich rodaków, gdyby zastanowiła się na chłodno, doszłaby do przekonania, że obecny rząd zrobił dla nich więcej przez rok niż poprzedni przez osiem lat. Jako młody chłopak chodziłem często na mecze, zwłaszcza na krakowskie derby. Dawniej też uwielbiałem grać w piłkę, choć tylko amatorsko”……a szkoda. Myślę,że lepszy byłby z niego piłkarz niż prezydent. A gdyby dodał, że obecny rząd zrobił również wiącej niż inne rządy przez 70 lat.....sukces murowany .
Pozdrawiam

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-6

Verita

#1523542

"„Myślę, że większość moich rodaków, gdyby zastanowiła się na chłodno, doszłaby do przekonania, że obecny rząd zrobił dla nich więcej przez rok niż poprzedni przez osiem lat"

 

I fałsz i manipulatorstwo. 

Fałsz, bo miesza pisowskie działania o charakterze politycznymi z działaniami o charakterze moralnym - typu służba bezpieczeństwu Państwa i bytowi Narodu, wyżywieniu i zdrowiu a także ochrona życia - do tego nieustanny priorytet dla ludzkich wartości wyższego rzędu nad kwestiami politycznymi, tym prawniczymi, czy wartościami ludzkimi niższego rzędu. Dotyczy to i rozliczenia przestepców i zdrajców i odebrania wszystkiego co zagrabione, oraz rekompensat za zniszczone tak od polityków, jak i mocodawców i paserów zagranicznych - zresztą zwykle z kręgów korporacji prywatnych w tym banksterskich.

Samo powołanie się na złe PO, to w tych warunkach co najwyżej manipulacja mająca pokazać, że PiS jest "mniejszym złem" jak PO.

Jest w tym i próba otumanienia odbiorców przekazu sugestią, że "mniejsze zło" jest czymś lepszym jak "większe zło".

Pozdrawiam

miarka

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-4
#1523547

Przedtem demonstrowały kobiety za utrzymaniem istniejącej ustawy. Teraz wyszło na ulicę lewactwo w charakterze parawanu dla CETA, po to, aby znowu grać na emocjach przeciętnych obywateli i odwrocić ich uwagę. Jestem przekonana, że wiele z nich, a na pewno animatorzy tych protestów, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że wprowadzenie CETA jest niemal równoznaczne z możliwością wprowadzenia aborcji na życzenie. Równie dobrze mogłyby maszerować dla wsparcia CETA, ale to zwróciłaby uwagę na problem, a nie odwróciło uwagę od tej bandyckiej umowy grając na emocjach dotyczących aborcji. Hasło ,,proletariusze wszystkich krajów łączcie się" jest nadal aktualne.

,,Ale najważniejsze postanowienia zawierają wielkość 3 -5 stron.

Okazuje się, że w „sekcji 4” na stronach 158-161 CETA , która wprowadza „Ochronę Inwestycji dla zagranicznych inwestorów i gwarancje „poprawnego traktowania oraz pełnej ochrony i bezpieczeństwa”.
CETA pozwala zagranicznym korporacjom pozywać rządy państw przed trybunały arbitrażowe (gdzie siedzą tacy „Rzeplińscy z Oxfordów), jeśli mają roszczenia z tytułu poniesienia strat z powodów następujących:
- państwo narusza zobowiązanie „nie-dyskryminowania” zgodnie z CETA, sekcja 3, strona 156 f,

- lub z powodu naruszenia /złamania zagwarantowanej ochrony/protekcji inwestycji.

Ta gwarancja istnieje tylko w jedną stronę – PAŃSTWO NIE MOŻE POZWAĆ FIRMY INWESTORA w tych „inwestor-państwo”- arbitrażach. Na przykład gdy okaże się , że przez produkty firmy M-o wytrute zostały pszczoły i idziemy umierać z głodu. Albo mamy raka.
Ale firma X. na przykład firma klinik aborcyjnych może zaskarżyć ustawodawstwo Rzeczpospolitej Polskiej za przepisy „ograniczające aborcję” – jako „działające na szkodę jej interesów”. I chyba o takie myki chodzi. Czego nie można przeprowadzić główną bramą, to Niemce, ich wierny Tusk i poddani Królowej – wcisną oknem od piwnicy.

Jak podaje docent wiki, takie zaskarżenia inwestorów dokonują się od lat na podstawie postanowień prawa międzynarodowego. Znane są 514 przypadki wg stanu na 2012 r. , głównie z USA, Holandii, Wielkiej Brytanii i Niemiec. 
Natomiast ta niesymetryczność – jest nowością I opowieści naszych pluszaków, sorry, bojowych polityków i europosłów, jak to będzie można wybronić państwo przed Siemensem przy pomocy jednego „sędziego Rzeplińskiego” albo innego „sędziego Stępnia” – w takim „mieszanym arbitrażu” w składzie 15 osób– jest groteską.
Natomiast przestępstwem jest stręczenie umowy jawnie niesymetrycznej na korzyść międzynarodowych korporacji, które zasady korupcji politycznej i prawnej mają opanowane do perfekcji i dzięki temu rosną w siłę."

http://bobry7.mobile.salon24.pl/732642,historia-ceta-czyli-ludzie-krolow...

 

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-5
#1523598

"Jestem przekonana, że wiele z nich, a na pewno animatorzy tych protestów, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że wprowadzenie CETA jest niemal równoznaczne z możliwością wprowadzenia aborcji na życzenie. Równie dobrze mogłyby maszerować dla wsparcia CETA, ale to zwróciłaby uwagę na problem, a nie odwróciło uwagę od tej bandyckiej umowy grając na emocjach dotyczących aborcji."

 

Świetna uwaga

 

"Ale firma X. na przykład firma klinik aborcyjnych może zaskarżyć ustawodawstwo Rzeczpospolitej Polskiej za przepisy „ograniczające aborcję” – jako „działające na szkodę jej interesów”"

 

Oczywiście - to też jest sedno tego planowanego specjalnego sądownictwa, a zarazem wpływania na stan moralności życia publicznego, a więc i zdolności Narodu  przeciwstawienia się niemoralnym korporacjom prywatnym we wszelkich kwestiach życiowych, zdrowotnych i samozachowawczych, które one by chciały niszczyć i zamieniać w "prawa" w swojej interpretacji.

 

Pozdrawiam

miarka

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-1
#1523601