Geniusz

Obrazek użytkownika Bielinski
Kultura

Geniusz

   Tomasz Bodziony

ABSTRACT

Artykuł opisuje zdumiewające koincydencje towarzyszące powstaniu Szczególnej Teorii Względności w 1915 roku. Stara się też wyjaśnić, dlaczego wkład Davida Hilberta do STW został całkowicie zapomniany.

 

Wstęp

Minęło dziesięć lat od wydarzeń z 1905 roku, od publikacji pracy „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” w Annalen der Physik [ ]. Praca ta stała się podstawą całej nowej teorii fizycznej, nazwanej Special Theory of Relativity (STR). Zdumiewające i kontrowersyjne okoliczności powstania tej publikacji omówione zostały wcześniej [ ]. W ciągu tych minionych dziesięciu lat wiele się zmieniło w nauce i w świecie. Jest jesień 1915, środek pierwszej wojny światowej, na europejskich frontach drugi rok trwają zażarte walki. Albert Einstein (1879-1953) sławny naukowiec od ośmiu lat pracuje nad nową teorią, uogólnieniem szczególnej teorii względności. Pracuje ciężko, ale rozwiązanie ciągłe mu umyka. W desperacji Einstein decyduje się na podróż do uniwersytetu w Göttingen. Jedzie na seminarium do cesarza niemieckiej matematyki: Davida Hilberta (1862 – 1943). Decyzja ta musi go wiele kosztować. Einstein dobrze zna Hilberta i wie, co go czeka. Ale nie ma wyjścia, sam nie potrafi rozwiązać problemu, potrzebuje pomocy Hilberta. Na uniwersytecie w Göttingen odbywają się cotygodniowe seminaria z fizyki Hilberta – Debye’a, jakby nie było wojny. Ale wojna jest. Na uniwersytecie prawie nie ma studentów. Studenci w karnych szeregach pomaszerowali na front i giną, gdzieś nad Marną, czy we Flandrii. Dla nielicznych studentów, którzy jeszcze pozostali na uczelni seminaria Hilberta – Debye’a są jak z innego świata, świata bez wojny, przemocy i strachu, idealnego świata badań fizycznych [ ]. Seminaria z fizyki, czy też z pogranicza fizyki i matematyki prowadzą David Hilbert matematyk niemiecki i Peter Debye fizyk, Holender z pochodzenia. Istotna to zmiana u Davida Hilberta. Wcześniej Hilbert wierzył w „czystą” matematykę w przeciwieństwie do swego wielkiego rywala francuskiego matematyka Henri Poincaré (1854 - 1912), który szukał problemów na pograniczu matematyki i fizyki [2]. Po latach i po doświadczeniach 1905 roku Hilbert zapewne uznał, iż to Poincaré miał rację i docenił wreszcie znacznie problemów z fizyki dla rozwoju matematyki. W tym czasie Hilbert był żywo zainteresowany w problemach fizycznych, stąd seminaria Hilberta – Debay’a poświęcone fizyce. "Physics, is much too hard for physicists." [3] mawiał złośliwie Hilbert. Czy miał na myśli swego „przyjaciela” Alberta Einsteina? Na seminarium Hilberta – Debye’a z ciężkim sercem udaje się Albert Einstein, aby przedstawić swój problem związany ze znalezieniem równań opisujących związek geometrii i masy. Jest wrzesień 1915 roku.

Seminarium w Göttingen

Spotkanie Hilberta i Einsteina przeszło do legendy i do anegdoty. Na seminarium na uniwersytecie w Göttingen Einstein wykłada swój problem, zaś Hilbert wyśmiewa go i upokarza publicznie! Takie zachowanie jest nie do wiary. Swoją pozycję w nauce Hilbert zawdzięczał nie tylko talentom matematycznym, ale również temu, że doskonale wiedział co, kiedy i do kogo może powiedzieć. Hilbert nie był człowiekiem, który plecie, co mu ślina na język przyniesie. Publiczne kpiny profesora Davida Hilberta z profesora Alberta Einsteina są zdumiewające. Albert Einstein był wówczas światowej sławy niemieckim naukowcem. Rok później obejmie stanowisko przewodniczącego Niemieckiego Towarzystwa Fizycznego (Deutsche Physikalische Gesellschaft) po samym Maksie Plancku. Podobnie obcesowe, protekcjonalne, by nie powiedzieć brutalne potraktowanie wielkiego uczonego przez innego wielkiego naukowca, nie jest rzeczą zwykłą.

Latem 1905 roku Hilbert nie znał się zupełnie na teorii elektromagnetyzmu, tam musiał pomóc Herman Minkowski, który zapewne jest prawdziwym autorem pracy „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” opublikowanej w Annalen der Physik w 1905 roku [2]. W 1915 roku rzecz przedstawiała się całkiem inaczej. Hilbert od razu się orientuje, że problem Einsteina to problem z geometrii, geometrii różniczkowej, w której sam jest świetnym specjalistą, bodaj najlepszym na świecie. Już wcześniej Hilbert żywo interesował się geometrią czasoprzestrzeni, pasjonował się artykułami Gustava Mie o teorii względności. David Hilbert był doskonale przygotowany tego tematu, który przywiózł Einstein. Zakończywszy drwiny z Einsteina, podobno od razu David Hilbert pisze równanie, które dzisiaj jest znane jako równanie pola Einsteina. Hilbert rozwiązuje z miejsca problem, z którym Einstein boryka się od kilku lat. Jest to podstawowe równanie ogólnej teorii względności. Einstein wyjeżdża z Getyngi zły i zadowolony jednocześnie. Jest zły za sposób, w jaki go potraktowano, za kpiny, za szyderstwa, a zadowolony, bo… ma swoje równanie. Jednakże opłacało się przyjechać do Hilberta, upokorzenia nie poszły na marne. Wreszcie może dopiąć nową teorię, nazwaną później General Theory of Relativity (GTR). Ale i Hilbert nauczony smutnym doświadczeniem nie zamierza podarować wyników swojej pracy Einsteinowi.

Hilbert powiadał, że…, "Every boy in the streets of Gottingen understands more about fourdimensional geometry than Einstein, Yet, in spite of that, Einstein did the work and not the mathematicians." Kiedyś na wykładzie Hilbert zapytał: "Do you know why Einstein said the most original and profound things about space and time in our generation? Because he had learned nothing at all about the philosophy and mathematics of time and space!" [3] Były to bardzo bolesne żarty dla Einsteina, do którego te słowa musiały dotrzeć, i do którego były zapewne kierowane. Hilbert był inteligentny i złośliwy, ale to nie znaczy, że kłamał w tej sprawie. Jeśli Einstein nie miał pojęcia o czterowymiarowej geometrii, to jak napisał „swoje” równinie pola? Einstein ani niczego się nie nauczył, ani niczego nie umiał, więc jak ten, który nie ma pojęcia o czasoprzestrzeni jest twórcą STR i GTR? Istotnie, żyjemy w zdumiewających czasach. Chociaż może nie tak bardzo zdumiewających, jakby się nad tym zastanowić. Publiczne kpiny Hilberta z Einsteina były przemyślanym i celowym działaniem. Hilbert wyśmiewał Einsteina, gdyż wspomnienie wydarzeń sprzed dziesięciu lat towarzyszące publikacji pracy „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” i krzywdy jego najlepszego przyjaciela Hermanna Minkowskiego były jeszcze żywą, niezagojoną raną [2]. Hilbert wreszcie robił to, na co mógł sobie pozwolić. Był pewien, że Einstein ostro mu nie odpowie. I miał rację.

Odpowiedź Einsteina jest bardzo ciekawa: "The people in Gottingen," mówił uszczypliwie, bez wątpienia mając na myśli Hilberta, "sometimes strike me, not as if they want to help one formulate something clearly, but as if they want only to show us physicists how much brighter they are than we." [3] Einstein również był bardzo inteligentny i na pewno umiałby zdobyć się na bardziej zjadliwą opowiedz, a tu takie powściągliwe słowa. Widocznie Einstein nie chciał być za bardzo złośliwy. Czy Hilbert wiedział o czymś, czego Einstein się bał? Poza tym Einstein nie musiał wdawać się w słowne wymiany ciosów z Hilbertem. Był ponad to. W owym czasie David Hilbert krok po kroku spychany był w cień przez swego młodszego, „przyjaciela”. Gwiazda Davida Hilberta zachodziła, zaś gwiazda Alberta Einsteina wznosiła coraz wyżej i błyszczała coraz silniej. Hilberta publiczne kpiny z Einsteina były tyleż wyrazem złośliwości, co bezsilności.

Czy to Hilbert napisał równanie pola? Czy Einstein odkrył go niezależnie? Kto był pierwszy, kto drugi? Czy i kto od kogo ściągał? David Hilbert, przy wszystkich swoich wadach, na pewno nie ściągnął równania od Alberta Einsteina, to można wykluczyć. Rzeki przecież płyną od a nie do źródeł. Czy seminarium w Göttingen wyglądało tak, jak to opisują? Czy Hilbert naprawdę napisał swoje równanie od ręki na seminarium, czy też później? Czy obaj: Einstein i Hilbert dotarli do celu niezależnie w tym samym czasie, jak twierdzą rzecznicy sławy Einsteina? W życiu Einsteina takie „niezależne” odkrycia, czv „równolegle” publikacje to nic niezwykłego. Dziś tego nie sposób rozstrzygnąć. Jednakże znamy fakty. Wiadomo, iż w listopadzie 1915 obserwujemy kolejny, zdumiewający zbieg okoliczności. Pierwszy był związany z powstaniem Special Theory of Relativity w 1905 roku: artykuły Poincaré i równoległa praca Einsteina [1, 2]. Dziesięć lat później w roku 1915 mamy kolejny splot okoliczności i znowu dotyczy Alberta Einsteina i publikacji prac tworzących podstawy General Theory of Relativity. Albert Einstein przyciągał zdumiewające zbiegi okoliczności, jak magnes żelazo.

W dwa miesiące od seminarium, w listopadzie 1915 roku prawie równocześnie David Hilbert i Albert Einstein publikują swoje równania. Einstein i Hilbert mocno się spieszyli, skoro wystarczyły im zaledwie dwa miesiące na napisanie prac. Szczególnie intensywnie musiał pracować Hilbert mocno zajęty całkiem innymi zagadnieniami. Hilbert odłożył na później tematy, którym się zajmował, aby skupić się na tej właśnie publikacji. Wielki pospiech, po prostu wyścigi dwóch „przyjaciół”. Ale to chyba nie jest dziwne. Fachowcy twierdzą, że równanie Hilberta jest bardziej eleganckie niż Einsteina. Ich równania nieco się różnią. Wyjaśnienie tej różnicy jest proste. Hilbert przedstawił Einsteinowi w Göttingen równanie, będące pierwszym rozwiązaniem problemu. Później Hilbert popracował nad nim i znalazł matematycznie bardziej elegancką postać, której już nie pokazał Einsteinowi. Stąd różnica. Charakterystyczna zbieżność terminów publikacji prac. Albert Einstein ogłasza swoje prace "On general relativity theory" w Akademii Pruskiej w Berlinie w daniach 11 listopada, zaś 25 listopada główną pracę, „Die Feldgleichungen der Gravitation” (Equation of the gravity field) [ ]. David Hilbert swoje wyniki przedstawia w pracy “Die Grundlagen der Physik. (Erste Mitteilung)” (The foundations of physics) zaprezentowanej Królewskiemu Towarzystwu Nauk w Göttingen 20 listopada 1915 roku, pięć dni przed Einsteinem [ ].

Ponieważ jest to historia fizyki, nie odmówię sobie przedstawienia równia pola.

 R_μν-1/2 Rg_μν+Λg_μν= 〖(8π G)/c^4 T〗_μν

where: R_μν is the Ricci tensor, g_μν is the metric tensor, T_μν is the stress-energy tensor, Λ is the cosmological constant, R is the scalar curvature, G is the gravitational constant. Ogólnie można powiedzieć, iż równanie to określa związek miedzy geometrią czasoprzestrzeni a energią (masą). Humaniści mogą potraktować równanie pola, jak egipskie, czy chińskie hieroglify. Równanie to znane jest, jako Einsteins field equations. Dlaczego Einsteina? Równanie to podali równocześnie Hilbert i Einstein. Czy nie powinno się nazywać równaniem Einsteina-Hilberta, albo Hilberta-Einsteina? Czy nawet równaniem Hilberta? Pomijanie wkładu Hilberta do powstania General Theory of Relativity to wielka krzywda dla niemieckiego matematyka. Wydaje się, iż Davidowi Hilbertowi należy się nazwa: równanie Hilberta, albo, co najmniej, równanie Hilberta – Einsteina.

Interesujący zbieg okoliczności. Albert Einstein pracuje od ośmiu lat nad nową teorią, nie znajdując rozwiązania. Jedzie na seminarium do Göttingen wraca i ma swoje równanie. Niespodziewanie wpada na genialny pomysł. Cud. Gdzie ten cud się zdarzył? Może w pociągu do Göttingen? Oczywiście w drodze do, nie z Göttingen Einstein znajduje równanie pola. W 1905 młody Einstein jeździł sobie tramwajem do pracy i rozmyślał, co będzie, gdy w tramwaju poruszającym się prędkością światła będzie biegł człowiek z prędkością świata. Tak powstała Special Theory of Relativity. Czy równania pola Einstein nie mógł odkryć na przykład w pociągu do Göttingen? Czemu nie? Kolejne natchnienie geniusza w komunikacji publicznej.

Po wydarzeniach roku 1915 David Hilbert i Albert Einstein pozostali ze sobą z pozoru w zażyłych, pełnych szacunku, prawie przyjacielskich stosunkach. Dalej więcej ich łączyło niż dzieliło (1905 rok). Wymieniali między sobą życzliwą w tonie korespondencję i utrzymywali pozornie poprawne stosunki, nie szczędząc sobie wzajemnie uszczypliwości i/lub złośliwości. Wielki, niemiecki matematyk David Hilbert oficjalnie wspierał i podziwiał Alberta Einsteina wielkiego, niemieckiego fizyka. I wzajemnie. W istocie toczyli zacięte spory o pierwszeństwo. Różni ich jedna, ważna rzecz. David Hilbert nie pomijał wkładu Einsteina. Przyznawał, że idea GTR pochodzi od Einsteina. Przeciwnie Einstein. Swoim zwyczajem konsekwentnie milczy o wkładzie Hilberta w „jego” odkrycie. W pracy „Die Feldgleichungen der Gravitation” (Equation of the gravity field) [4] z 25 listopada 1915 Einstein nie wspomina o Hilbercie, ani o nikim innym. Praca nie zawiera bibliografii. Zero referencji. Jakby Einstein sam wszystko odkrył, jakby nie było wizyty na seminarium na uniwersytecie w Göttingen, nie było spotkania i narad z Hilbertem. Nawet jeśli idea byłaby Einsteina… W nauce jest jak w życiu, czy sporcie. Nie ma znaczenia, kto pierwszy wystartował do wyścigu, kto najciężej pracował. Liczy się tylko ten, kto pierwszy dobiegnie do mety. Zwycięzca wyścigu.

Swój artykuł Einstein opublikował w Annalen der Physik, najważniejszym ówcześnie czasopiśmie naukowym. Po śmierci Henri Poincarè w 1912, Hilbert był uważany za najwybitniejszego, żyjącego matematyka, a przecież jego artykuł ukazał się w mało znanym i trudno dostępnym czasopiśmie z Göttingen. Od samego startu Einstein miał fory w wyścigu o zasługi i sławę twórcy General Theory of Relativity.

David Hilbert dobrze znał Alberta Einsteina i wiedział, że jeśli on sam tego nie opublikuje, to Einstein nie wspomni o jego pracy. Stąd jego pospiech. Podobnie postępujemy, gdy spotykamy się z kimś, za kim ciągnie się niespecjalna opinia. Nikt go za rękę nie złapał, ale wiadomo, że po jego wizycie giną różne drobne a cenne przedmioty. Uniknąć spotkania nie możemy, ale zaraz po jego odejściu sprowadzamy portfel, biżuterię, inne wartościowe rzeczy. Jednakże Hilbert nawet w najgorszych snach nie mógł przypuszczać, że jego praca i jego dokonania zostaną tak kompletnie zapomniane, że jego osiągnięcia będą przypisane Einsteinowi.

Po latach

Skończyła się pierwsza wojna, nastały czasy pokoju. Bardzo burzliwe lata w Niemczech. W roku 1933 kanclerzem zostaje Adolf Hitler, przywódca Narodowo-Socjalistycznej Partii Niemiec (Nationalsozialistische Deutsche Arbeiterpartei, NSDAP), który szybko sięgnie po władzę absolutną, zaś Niemcy staną się III Rzeszą (Drittes Reich) lub oficjalnie: Deutsches Reich. David Hilbert nadal jest profesorem matematyki na uniwersytecie w Göttingen. Współcześnie to postać prawie zapominana, a przecież warto przypomnieć jego postać. David Hilbert błyskotliwy matematyk, był egocentryczny i arogancki, inteligentny i często złośliwy. Hilbert kochał swoją rodzinę, kochał matematykę i swoją pracę i kochał miasto Königsberg w Prusach Wschodnich, gdzie się urodził i spędził młodość. Kochał również swoją ojczyznę – Niemcy. Jego syn Franz, tak długo wyczekiwany dziedzic nazwiska, majątku i sławy, wcześnie zachorował. Choroba psychiczna okaleczyła jego psychikę, unicestwiając wszystkie wyższe uczucia. Na początku kwietnia 1945 roku Armia Czerwona zdobędzie Königsberg po dwumiesięcznych, zajadłych walkach obróciwszy pierwej miasto w proch i pył. W miejscu, gdzie był niemiecki Königsberg, miasto Davida Hilberta i Emmanuela Kanta, powstanie nowe, sowieckie, dziś rosyjskie miasto Kaliningrad. Ukochane Niemcy zamieniwszy się w krwiożerczego potwora i popełniając zbrodnie niewidziane od wieków prowadziły wojnę na śmierć i życie. Wojnę skazaną na klęskę. Niemcy unurzane we krwi, znienawidzone, zohydzone, zbrukane. I w końcu pokonane. Rodzina, Niemcy, praca. Tylko matematyka nie zdradziła Hilberta.

David Hilbert umarł 14 lutego 1943 roku w Göttingen, w zaawansowanym wieku 81 lat. Dwa lata później na początku 1945 roku umarła jego żona Käthe. Ciekawe, że ich syn Franz przeżył rządy Führera Adolfa Hitlera. Władze niemieckie zgodnie z „naukową” teorią eugeniki uznały, iż osoby chore psychicznie, czy upośledzone są zbędne w nowych, lepszych Niemczech i nakazały ich likwidację w ramach akcji T4 (Aktion T4). Niemieccy lekarze sporządzali listy chorych a niemieccy pielęgniarze podawali chorym truciznę, śmiertelny zastrzyk, głodzili ich na śmierć lub wysyłano chorych o specjalnych ośrodków, jak zamek Sonnenstein, gdzie byli zbiorowo gazowani. Szczególnie okrutnie Akcja T4 przebiegała na okupowanych przez Niemcy ziemiach polskich. Zdaniem niemieckich władz życie Polaka, czy Żyda było warte tyle co nic, zero. Życie chorych psychicznie podludzi była warte mniej niż zero. Te pasożyty nie były warte jedzenia, jakie otrzymywali, dlatego władze niemieckie obcięły do zera fundusze przeznaczone na leczenie i utrzymanie chorych, aby zagłodzić ich na śmierć. Polski personel szpitali robił co mógł, by wyżywić chorych. Pomagała okoliczna ludność dostarczając żywność. Po korytarzach szpitali snuli się wychudzeni chorzy, ale żyli. Następnym etapem była fizyczna likwidacja chorych. Masowe mordy chorych psychicznie zaczęły się zresztą zaraz po niemieckim podboju. Niemieckie jednostki policji, czy SS otaczały szpital psychiatryczny, wyprowadzano chorych do lasu i tam ich rozstrzeliwano. Martwych i jeszcze żywych wrzucano do wykopanych dołów i zasypywano ziemią. Razem z chorymi Niemcy często mordowali cały personel szpitala: lekarzy, pielęgniarki, również sprzątaczki, czy kucharki. Do mordowania chorych psychicznie, upośledzonych Niemcy wykorzystywali również prowizoryczne komory gazowe oraz ciężarówki – komory gazowe, testując jednocześnie nowe metody masowego zabijania. Niemiec, kierowca jechał wolno, a gazy spalinowe wpuszczane do skrzyni dusiły chorych/więźniów. Krótka, niepełna lista szpitali psychiatrycznych z przybliżoną ilością ofiar, dokładne liczby często nie są znane: Świecie – 1350 (wrzesień/październik 1939) Dziekanka – 2080 (grudzień/styczeń 1940), Kościan – 3334 (styczeń/luty 1940), Chełm Lubelski – 440 (12 styczeń 1940), Kochanówka – 690, Kobierzyn – 500, Międzyrzecz – 10000, itd. Niemieckich chorych psychicznie również wywożono do okupowanej Polski i mordowano w masowych egzekucjach, zapewniając rodzinę, że to tylko „przesiedlenie na Wschód”. Niemcy zabijali wszystkich: mężczyzn i kobiety, starych i młodych, również dzieci. W polskich szpitalach psychiatrycznych pod niemiecką okupacją działy się rzeczy, przy których najstraszniejsze filmowe horrory to bajki dla grzecznych dzieci.

Nie ma tu miejsca na rozpisywanie się na ten temat. Kilkanaście miesięcy później te same metody wyćwiczone przy mordowaniu chorych psychicznie Polaków Niemcy zastosują na znacznie szerszą skalę przy mordowaniu Żydów. Zagłada Żydów jest powszechnie znana, pierwsza jednak była zagłada chorych psychicznie i upośledzonych Polaków. Warto też zauważyć różnicę. Niemieccy psychiatrzy, neurolodzy, pediatrzy zabijali swoich pacjentów, polscy lekarze swoich pacjentów ratowali z narażeniem życia, często wybierając śmierć wraz z nimi. Długa jest lista zamordowanych przez Niemców polskich lekarzy psychiatrów, prawdę mówiąc jedynie nieliczni przeżyli niemiecką okupację. Niemieccy lekarze przeciwnie, ci mieli się doskonale. Po wojnie ci sami niemieccy lekarze, którzy wcześniej zabijali teraz leczyli swoich nowych pacjentów. Wygłaszali referaty na konferencjach naukowych, pisali artykuły, wydawali podręczniki medyczne, jako uznane medyczne autorytety. Nie darmo niemiecka nauka, w tym nauki medyczne, przodują w świecie.

Ale Franz Hilbert przeżył. Kiedy Franz wpadł w psychozę i trafił pierwszy raz do szpitala psychiatrycznego, David Hilbert powiedział: nie mam już syna. Wydaje się, iż to jego żona Käthe Hilbert uratowała syna [3]. Wybłagała, wyżebrała u wpływowych znajomych tę łaskę, że władze zapomniały o istnieniu Franza Hilberta. Matka ocaliła Franza od śmierci od kuli, śmiertelnego zastrzyku, z głodu. Franz Hilbert umarł w 1969 roku. Mówi się, ze wybitni naukowcy, czy artyści żyją w oderwaniu, w izolacji, w wieży z kości słoniowej. Jeśli tak, to ta wieża ma ściany cienkie jak papier. Sam Hilbert też miał kłopoty. Podejrzenia władz wzbudziło jego „żydowskie” imię. David Hilbert przedstawił drzewo genealogiczne rodziny, aby udowodnić swoje aryjskie pochodzenie. Życie wybitnych naukowców, czy artystów splata się z życiem zwykłych ludzi a ich „Splendid isolation” jest fatamorganą. Nie znaczy to, aby David Hilbert był przeciwko nowym władzom Niemiec, wcale nie był. Adolf Hitler został wybrany na Kanclerza Rzeszy 2 sierpnia 1934 roku. Dzień wcześniej gazety opublikowały proklamacje niemieckich uczonych z poparciem dla Adolfa Hitlera. Wśród podpisanych widnieje nazwisko David Hilbert [3].

Kiedy David Hilbert umierał, skapitulowały resztki niemieckiej 6 armii okrążone przez Armię Czerwoną w Stalingradzie. W niemieckim obozie KL Auschwitz II – Birkenau trwały intensywne prace nad budową czterech nowych, wielkich krematoriów i komór gazowych, które sukcesywnie były uruchamiane i przekazywane do „eksploatacji” od marca do czerwca tego roku. Mechanizm masowej zagłady wrzucał wyższy bieg. Na terytoriach okupowanych przez Niemców trwały masowe mordy i terror. W okupowanej Polsce Aktion T4 już się zakończyła, Niemcy wymordowali już chorych psychicznie i upośledzonych, zdążyli też wymordować większość polskich Żydów. Na wszystkich frontach, na ziemi, na morzu i w powietrzy toczyły się zażarte walki. Rozwijała się aliancka ofensywa lotnicza - na niemieckie miasta i centra przemysłowe w dzień i noc sypały się tysiące ton bomb. W takim natłoku wydarzeń, w powodzi nieszczęść i masowych zbrodni popełnianych przez Niemców nie dziwi, iż śmierć starego, niemieckiego profesora od matematyki z Getyngi przeszła zupełnie niezauważona. Aczkolwiek Albert Einstein, mieszkający sobie spokojnie w dalekim i bezpiecznym Princeton w USA, zwrócił przecież na nią uwagę. Co poczuł? Pewnie ulgę. Odszedł jego wielki wróg. Na zawsze zamilkł ten, co wiedział za dużo. Pierwszy Minkowski, potem Poincare, teraz Hilbert – ostatni i najgroźniejszy. Einstein poczuł się wreszcie bezpieczny i wolny. Po przejęciu władzy w Niemczech przez Hitlera, Albert Einstein wraz z żoną, asystentem i sekretarką ostatecznie opuszcza Niemcy i przenosi się do USA.

Einstein jest jednym z wielu emigrantów z Niemiec. Mnóstwo ich było, cała fala, exodus najtęższych umysłów: fizycy, matematycy, chemicy, przedstawiciele innych nauk. Einstein jest najsłynniejszy i najważniejszy, jest symbolem tych, co musieli uciekać z hitlerowskich Niemiec. Część miała żydowskie korzenie i nie było już dla nich miejsca w hitlerowskich Niemczech, część nie miała żadnych żydowskich konotacji. Wszystkich łączyła gwałtowna niechęć do Hitlera i Narodowo Socjalistycznej Partii Niemiec. Dojście Hitlera do władzy spolaryzowało podzielone i zróżnicowane środowisko niemieckich naukowców, tak różne w latach trzydziestych od zunifikowanego, równego szeregu roku 1905-tego, czy nawet roku 1915-go. Wszyscy i każdy musieli wybrać: wyjazd z Niemiec, albo pozostanie i wymuszona kolaboracja z narodowo-socjalistycznym rzędem Niemiec. Nie był to prosty wybór między wykładami w Berlinie, czy Londynie, pracą na uniwersytecie w Göttingen, czy Princeton. Był to wybór między dobrem a złem i, jak świadczy Aktion T4, tylko jedna opcja był słuszna.

Naukowcy, fizycy bezpośrednio, lub pośrednio są finansowani przez państwo. Każdy naukowiec, który został musiał współpracować z państwem niemieckim. Wielu tego chciało. Ci, co zostali wyszli z tego splamieni współpracą z morderczym państwem niemieckim, jak David Hilbert. Ci zaś naukowcy, co wyjechali, emigranci z Niemiec jak Albert Einstein, oni wygrali. Oni i późniejszy uciekinierzy z Europy przed niemiecką inwazją stworzyli amerykańską naukę. W 1905 roku amerykańskie uczelnie się nie liczyły. W 1915 były mało ważne. Do 1933 roku USA w nauce nie znaczyły więcej niż Dania, czy Włochy. Po 1933 roku USA zostały się naukowym centrum świata. Amerykańskie uczelnie zajęły niepodzielnie pierwsze miejsca, a język angielski stał się językiem nauki. Tak jest do dzisiaj. Na dojściu Adolfa Hitlera do władzy w Niemczech wygrały przede wszystkim Stany Zjednoczone Ameryki. Uczniowie, wychowankowie byłych emigrantów z Niemiec, z Europy – obecnie już w drugim, trzecim pokoleniu – po dziś dzień rządzą światową nauką. Ich symbolem był i jest Albert Einstein. Naukowcy, którzy zostali w Niemczech, jak David Hilbert, Max Planck, czy Werner Heisenberg, przegrali. Im większe zbrodnie popełniali Niemcy, tym ich klęska była cięższa.

Po 1933 roku i po niemieckich zbrodniach czasu drugiej wojny światowej David Hilbert musiał przegrać z Albertem Einsteinem współzawodnictwo o stworzenie General Theory of Relativity a jego dokonania poszły w zapomnienie.

Geniusz

Paradoksalnie, właśnie dzięki rządom Adolfa Hitlera w Niemczech, Einstein wygrał wyścig o zostanie największym geniuszem wszechczasów. Po 1933 roku władze Niemiec rozpętały gwałtowną propagandową kampanię przeciwko tzw. „żydowskiej nauce”, której ubocznym skutkiem był exodus naukowców z Niemiec. Uosobieniem tej rzekomo opartej na kłamstwie i oszustwie żydowskiej nauki oraz głównym celem ataku propagandowego stał się Albert Einstein. Minister propagandy Rzeszy dr Józef Goebbels był kłamcą i cynikiem, ale głupcem nie był. Dr Goebbels pewnie wiedział o okolicznościach publikacji pracy „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” z 1905, ale nie mógł ich ujawnić. Ujawnienie prawdy kompromitowałoby nie tylko znienawidzonego Żyda – Einsteina, ale również wielkich, niemieckich uczonych: Maxa Plancka i Davida Hilberta, którzy byli twarzami rzekomo czystej i uczciwej niemieckiej nauki. Dr Goebbels był w paskudnej sytuacji: miał kwity i nie mógł ich użyć. Toteż propaganda Goebblesa pieniła się we wściekłej a bezsilnej, antysemickiej kampanii przeciwko Einsteinowi. Rząd III Rzeszy posunął się nawet do wyznaczenia nagrody – 5000 dolarów, dla każdego, kto zabije Einsteina. Pięć tysięcy dolarów wówczas to było mnóstwo pieniędzy.

Efekt był odwrotny. Wściekła, paskudnie antysemicka kampania III Rzeszy przeciw Einsteinowi przekonała wszystkich uczciwych ludzi, że Einstein jest niewinną ofiarą nazistowskiego reżimu, zaś ci, co go oskarżają, czy bodaj wątpią, są najgorszymi z ludzi. Utwierdziła mit Einsteina, jako największego geniusza w historii. Dokonania Davida Hilberta, nazistowskiego matematyka zaczęto pomijać i rychło poszły w zapomnienie. Podobnie zapominano prace Henri Poincarè, upartego Francuza, co pisał tylko po francusku. Rywalizacje o pamięć z Hilbertem i Poincarè wygrał Albert Einstein. Hilbert i Poincarè pojednali się wreszcie. Cienie dwóch wielkich rywali: Niemca i Francuza spotkały się w mrokach krainy niepamięci.

Einstein miał szczęście. O takich jak on mówi się: człowiek w czepku urodzony. Rządy Adolfa Hitlera przyniosły nieszczęście Europie, Niemcom i zagładę wielu milionów ludzi, w tym kilku milionom Żydów. Ale przecież inni wygrali, również niektórzy Żydzi. Zwyciężyła USA, jako państwo, zwyciężyły też jednostki. Tak to już jest. Jeden przegrywa, drugi wygrywa. Nie ma tak wielkiego nieszczęścia, które komuś nie przyniosłyby zysku. Nawet na masowych egzekucjach i masowych grobach ktoś jednak skorzysta. Do 1933 roku Albert Einstein robił karierę, jako niemiecki uczony. Po objęciu władzy przez Hitlera dalej robił karierę, jako amerykański, jako antyniemiecki uczony. Ten człowiek umiał upaść na cztery łapy. Wbrew pozorom, dla Einsteina rządy Adolfa Hitlera były nader pomyślną okolicznością, choć faktem jest, że Niemcy zgładzili kilku jego krewnych. Einstein był nie mniejszym egocentrykiem niż Hilbert. Gdyby był został w Niemczech, zostałby zamordowany, bez wątpienia. Jednak w USA, w tzw. wolnym świecie nikt już nie śmiał poddawać w wątpliwość geniuszu Einsteina i tego, że jest jedynym twórcą szczególnej i ogólnej teorii względności. Ci, co wiedzieli, umilkli. Ci, co wątpili, przestali pytać. Niepokornych okrzyknięto nazistami lub antysemitami i zmuszono do milczenia. Albert Einstein został najsławniejszym naukowcem w dziejach. Ikoną, symbolem XX wieku. Bohaterem filmów, kreskówek, książek, komiksów. Twarzą, dumą USA. Ameryka zwyciężyła, bo była najlepsza, bo była i jest najwspanialszym krajem świata. I tak mamy Einsteina, geniusza wszech czasów.

Na scenie został Albert Einstein. Sam, jeden, na szczycie. Gdy doszła do Einsteina wieści o śmierci Hilberta z pewnością poczuł ulgę, choć może z odrobiną żalu. Wraz z odejściem wroga odchodzi część nas samych. W 1943 roku, w czwartym roku wojny, David Hilbert już w niczym nie mógł zagrozić pozycji Alberta Einsteina, ale samo to, że żył było psychicznym obciążeniem. Teraz przeszłość odeszła. Jest tylko przyszłość. I jest on, tylko on. Albert Einstein, największy geniusz w dziejach ludzkości.

 

References

[1] . A. Einstein “Zur Elektrodynamik bewegter Körper” Annalen der Physik.17:891, 1905,

http://users.physik.fu-berlin.de/~kleinert/files/1905_17_891-921.pdf

“On the electrodynamics of moving bodies”,

https://www.fourmilab.ch/etexts/einstein/specrel/specrel.pdf

[2] . T. Bodziony, “Narodziny geniiusza. 1905.”,

[3] . Constance Reid, “Hilbert”, 1996 Springer

[4] . Einstein, Albert (1916). "The Foundation of the General Theory of Relativity". Annalen der Physik. 354 (7): 769.

[5] . D. Hilbert, “Die Grundlagen der Physik. (Erste Mitteilung),” Nachr. Königl. Gesellsch. Wissensch. Göttingen. Math.-Phys. Klasse, 1915, pp. 395–407 (in German)

D. Hilbert, “The foundations of physics,” in The Genesis of General Relativity. Vol. 4. Gravitation in the Twilight of Classical Physics: The Promise of Mathematics, edited by J. Renn (Springer, Dordrecht, 2007), pp. 1003–1015 (in English)

 

 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:8)