Kto tobą rządzi PO-lsko, ... no i jak ... ?

Obrazek użytkownika np1
Blog

 

Post Gadającego Grzyba o Sabotażu jamalski pt. Gaz łupkowy – nowa nadzieja .sprowokował mnie do mnie do refleksji na temat polskich elit. Przyczynę tego występku z mojej strony można w całości przeczytać (tutaj). Kilka...

 

 cytatatów  z niego na początek:

 Gadający Grzyb, 18 luty, 2010 - 23:57

[..]

Sabotaż jamalski.

W kontekście przytoczonych powyżej danych i prognoz, podpisanie przez Polskę umowy z Gazpromem w takim a nie innym kształcie, zakrawa wręcz na zdradę stanu.
...

- Ministerstwo Gospodarki musiało dysponować danymi dotyczącymi naszych złóż, zainteresowania potencjalnych inwestorów, zmian zachodzących w światowych tendencjach sposobu wydobycia.

- Dlaczego zatem podpisaliśmy skrajnie niekorzystną umowę z Gazpromem, przedłużającą obowiązywanie tzw. kontraktu jamalskiego do 2037 roku?

- Dlaczego, mając na horyzoncie budowę gazoportu (2014r) i możliwość pozyskiwania gigantycznych ilości gazu łupkowego (lata 2018 - 2020), uzależniliśmy się od rosyjskich dostaw (ponad 10 mld m3 rocznie)?

- Dlaczego oddaliśmy Rosji kontrolę nad naszym odcinkiem gazociągu tranzytowego?

- Dlaczego podczas niemal rocznych negocjacji zachowywaliśmy się niczym przyparci do muru, jakbyśmy nie mieli żadnego pola manewru?

Toż to czysty sabotaż i dywersja. Uskutecznione, odnoszę wrażenie, z pełną premedytacją. Podziękujmy za to Waldemarowi Pawlakowi i Donaldowi Tuskowi (co do tego drugiego - nie jestem pewien, czy w ogóle orientuje się co "wynegocjowaliśmy").

Ekonomia i polityka.

Należałoby na koniec wspomnieć o jeszcze jednej kwestii. Przedstawiciele „partii Gazpromu” w Polsce uwielbiają podnosić argument ekonomiczny: że gaz, czy to z Norwegii, czy skroplony z Kataru, czy własny gaz łupkowy są droższe, zatem po co nam się porywać na takie ekstrawagancje (pamiętacie, co mówił Leszek Miller „uwalając”, z przeproszeniem, umowę na gaz z Norwegii?). Argumentom tym ulega sporo zdroworozsądkowych, wydawałoby się, osób.
 

Od ostatniego zaczynając: to musi być bardzo dziwny i ograniczony "zdrowy rozsądek" [jaki on tam zdrowy...?] - ale po echach reakcji wydaje się on być niestety bardzo powszechny. O tempora!   O mores!!  Już nie będę wchodził czy jest to wynik zamierzonej gry politycznej czy nie.

Wracając do całości, załóżmy ten nieprawdopodobny przypadek, że te wyżej wymienione działania mają swoje jakieś bliżej nam jeszcze nie znane ale niezwiązane z indolencją, logiczne uzasadnienie. Jaki one mogło by ono być - POspekulujmy:

(x) Ideologia - fundamentalizm religijny prowadzi do skrajnych zachować ze śmiercią samobójczą w imię wiary włącznie - no może jeszcze czasami w grę wchodzi obiecanych w raju 17 dziewic. [Co zresztą świetnie swego czasu skomentował jakiś żarotowniś rysując św. Piotra wywieszającego na wrotach do Raju kartkę z napisem "Chwilowo nie wpyszczamy - zabrakło dziewic"]

Podobnie - "fundamentalizm terroru własnego przekonania". Niemiecka publicystyka utarła sobie powiedzenie "Überzeugungstäter"/, albo "Überzeugungsfundamentalist", polskie tłumaczenie wiele zabiera z siły tych wyrażeń i można je przybliżyć stwierdzeniem "terroryzujący własną ideologią, własnym przekonaniem", fundamentalista własnego przekonania, ideologii. 

W przypadku Tuska - jego "styl" można odeprać jak najbardziej w wymiarach przekonania czy to o własnej wyższości nad innymi wyznawanej przez siebie ideologii , czy to o własnej nieomylności. To moje odczucie dotyczy zresztą  jeszcze wielu innych osób PL życia politycznego. Ich wspólną cechą wyróżniającą z otoczenia jest, że na ogół są to osobowości przeciętne, ale o przerośniętej ambicji, tak jakby nią chciały kompensować to czego im natura poskąpiła.

Na miejscach nieodpowiednich tego typu szaleńcy, jak już samo słowo zauważa, są szalenie niebezpieczni, zupełnie tak, jak np  fundamentalista islamski w centrum dowodzenia bronią atomową posadzony przed komputerem odpalającym kolejne rakiety z głowicami nuklearnymi po wprowadzeniu celu. Obaj działają w imię własnej nieomylności i własnego przekonania o wyższości swojej racji albo ideologii.

To Tusk, ale co z innymi?

(x) Kariera, koniunkturalizm, oportunizm, polityczna prostytucja, cynizm, konformizm, ambicje ... - Balcerowicz, Bielecki, Buzek, Kwaśniewski, Chleboswski i inni Sobieśiakowie no i  ... duża część Salonu. Gdzieś między tym a punkem wyżej leży wg mnie MIller.

(x) "konfituralizm" ... Chlebowski, Drzewiecki, Lewandowski, negocjatorzy traktatu akcesyjnego: Truszczyński, Plewa, Serafin, Kwaśniewski, Buzek ... i inni sobiesiakowie politycznego demi-monade. 

 (x) czysta zachłanność na - i żądza władzy.  Jaruzelski, Kiszczak, Kwaśniewski ... Tusk - a i owszem a i tak, ale czy tylko i tak do końca?

Chyba "nie tylko". Jemu władza wydaje się być nie tylko celem samym w sobie, ale drogą do jakiejś misji, może np misji "wzmacniania" Polski za pomocą wszystko leczącego Wunder-toniku ideologii liberalnej wg własnej tajemnej receptury, odziedziczonej w spadku po babci może wraz z przepisem jak robić dobre konfitury - no to, to chyba raczej w spadku po dziadku - toniku z Wuder-liberalizmem domowej, może czasem z domieszką tej partyjnej, produkcji, wraz z tajną listą ingrediencji i o bizantyjskim aromacie.

Oczywiście istnieje zawsze Mc'gaiwerowski osławiony Plan "B", w którym jak ten pierwszy nie wypali, i misja zawiedzie, to taktyką odwodową stanie się już tylko własna kariera, ale może się mylę w kolejności i Plan "B" jest w rzeczywistości Planem "|A" ?.

W przypadkach wielu polityków czysta "ideologia" miesza się tak mocno z innymi celami, że niewiele z niej nie zostaje. Dotyczy to wszystkich, którzy w mniejszym lub większym którzy pchają się do polityki. Po pewnym czasie wtedy często już wyznawana na początku może nawet szczerze ideologia dawno przestała pełnić sowią funkcję godnej do urzeczywistnienia utopii, i przybrała rolę listka figowego przykrywającego przykrą rzeczywistość uzależnienia od narkotyku władzy, uzależnienia od czystej żądzy zajścia jak najwyżej i utrzymania się tam jak najdłużej.

Tak często obserwowany w polityce efekt przyklejenia się do stołka na którym się "zawsze za krótko siedzi", aby np oczywiście spełnić obietnice wyborcze, to nic innego jak objawy narkomana na widmo kuracji odwykowej.

Czy premieru Tusku można zarzucić chęć posiadania władzy jako narzędzia realizacji jakiegoś celu, wizji, ideologii? To się jeszcze okaże - chciało by się napisać - ale afera hazardowa sprowadza nas na ziemię.

 

(x) szantaż w postaci "propozycji nie do odrzucenia": "korupcja władzy, polityczna, ideologiczna, gospodarcza, fiskalna, finansowa ... albo koniec kariery"

Załóżmy np., że w PL jest tylu agentów wpływu obcych nie tylko sąsiednich państw, i załóżmy, że wiedzą oni tak dużo o mrocznych zakamarkach biograficznych wielu polskich polityków, mają wystarczająco gęsto obsadzone kluczowe pozycje w strategiczne sektorach państwa, mediach, systemu bankowego, gospodarki, ... - wg p. Michałowskiego z kwartalnika  "Rurociągi" samych "lobbystów" tj dawnych i nowych agentów wpływu  "sprawy rosyjskiej" mamy w PL ok 16 tys !!!, no a gdzie są pozostali !!! -  to w takim razie swoją wiedzę mają nie od dziś i dzięki niej mogli by mieć w przeszłości decydujący wypływ na przebiegi wielu karier jeszcze większej ilości polskich polityków.

Na takim tle wyjaśniają się chyba już wszystkie wpadki, asymetrycznie podpisane na niekorzyść PL traktaty, afery, złamane kariery, upadki rządów, jak komety pojawiające się i znikające inne rządy, doradcy, eksperci, "mężowie" i mężykowie stanu ... - jako starcia grup wpływu za nimi stojących. No ale jakże to tak ? - przecież to my wybieramy tych naszych polityków, przynajmniej ich, jeśli nie ich doradców. Czyżby? - wybory proporcjonalne otwierają nam tylko głosowanie na listy wyborcze nie na konkretnych ludzi, to jedno.

Drugie - kluczem w wyborach są media, i tu się "diabelskie koło" zamknęło":  wybory - promocja medialna -  grupy promujące określonych polityków - głosowanie - zwycięstwo - Tagespolitik: spłata przez zywcięscę zaciągniętego długu u grup które wypromowały,  korupcja, sprzeniewierzanie się interesom własnego wyborcy .. - to się źle odbija na gospodarce, jak każda korupcja, - dlatego na to wszystko kurtyna  medialnej iluzji propagandy sukcesu: "polityka miłości" i  "zielonych wysp" ... - społeczeństwo na kroplówce nowoczesnego "opium dla ludu" - aż przyjdą kolejne wybory i wszystko od początku. Ululani widzowie tv seriali - czasami tylko przecierają oczy i dziwią się w jakim kraju żyją, i nie mogąc tego ścierpieć albo wyjażdżają, albo podłączają się znowu do kroplówki, aż przychodzi moment kiedy kasy brakuje nie jakiejś tam strajkującej grupie pielęgniarek, ale więszej części społeczeństwa. Wybudzeni wreszcie przymusowo ze snu zimowego, roztrzęsieni emocjami jak na odwyku, nie chcąc płacić rachunku który zaciągnął w tym czasie ich Salon - no bo i z czego ? - wychodzą wreszcie zjednani wspólnym odwykowym delirium masami na ulicę - zupełnie podobnie jak teraz Grecy. Właśnie po 2 dekadach snu przyszedł na nich taki czas, nas też to czeka,  wielki dzień przymusowego wybudzania się ze snu - gdy już dla nich jest, dla nas - dopiero  będzie - "po jabłkach" i rachunki strat nie dadzą się dalej chować z słupkami kreatywnej księgowości i za tymi sondażowymi.

W tym scenariuszu politycy nie mają wiele do gadania - są zredukowani do ról marionetek, sznurkami pociągają inni. Jeśli któremuś się taka rola nie podoba, to wynocha z "teatru marionetek z rozpiską a role". Etykietka, oszołoma, członka jakiejś tam "ekstremy", homofoba, antysemity, rusofoba, i wielu innnych tzw  "pałek medialnych" pójdzie w ruch i to już wystarczy, aby naród spisał Cie na straty. Nowe medialne ZOMO ze statutem w Karty Praw i siedzibą w Wiedniu jako Komitet do Spraw Obrony Praw Człowieka i mniejszości ...wraz z lokalnymi tubylczymi filiami "vor Ort" czeka i monitoruje,  Big Brother is watching you.

Czy może będzie to najnowsze osiągnięcie inżynierii socjalnej: uczestnictwo w jakieś aferze, którą będzie można medialnie jeszcze wykorzystać jako tzw "temat zastępczy" czyli kurtynę do medialnej przysłony innych na prawdę ważnych spraw, takich jak np. przygotowywanej wyprzedaży tj prywatyzacji kolejnych dochodowych klejnotów narodowych, wydawania po 1% prawdziwej wartości zezwoleń na eksploatację naszych zasobów np gazu łupkowego, blokownie geotermii, wprowadzanie GMO, odwrócenie uwagi od rosnącego zadłużenia tak kolidującego z propagandą sukcesu, i to w jeszcze na dodatek w okresie gorączki przedwyborczej, czy może przysłonięcie sprawy niewykorzystanych funduszy unijnych, kreatywnych księgowości w zakresie OFE czy np nowego projektu ustawy geologicznej, poddania NIKu kontroli prywatnych zagranicznych "spółek" audytowych, może własnie tych które w przeszłości NIK kontrolował i odkrył ich kreatywne księgowości,  i wielu wielu wielu innych, których zaoszczędzę czytelnikowi teraz wymieniać. I tak "czarne" stanie się "białym" a "białe" "czarnym", złodziej goni prokuratora, przy pomocy policyjnej furgonetki, uwięzieni światkowie zręcznie popełniają samobójstwa w 24gdz monitorowanej celi, lub umierają na "zatory tentnicy płuc" śmiercią "zupełnie naturalną"

Ta narracja tak na prawdę tłumaczy mi najwięcej - choć nie wszystko - i dlatego najbardziej się jej przychylam, Nasze - trzymane w tajemnicy przed nami - kulisy autentycznego życia gospodarczego, finansowego, politycznego, a nawet akademickiego - bo jakże by sobie wytłumaczyć niedopuszczenie do konferencji naukowej na Uniw Wrocławskim 9 grudnia 2008r na temat  "Polska i Polacy we współczesnej polityce historycznej Niemiec, Rosji, Litwy, Białorusi i Ukrainy" i usuwanie z  nie za ten pomysł dyrektora Instytutu Stosunków Międzynarodowych prof Tadeusza Marczaka przez rektora i to tylko pod wypływem nagonki ze strony Gazety wyborczej i pod batutą byłego korespondent niemieckiego w Polsce Klausa Bachmanna. ( więcej: tutaj lub a końcu  - przysłaniają nam cały widok. 

"Wcześniej w podobnym duchu [protestu] wypowiadał się Krzysztof Grzelczyk (PiS), były wojewoda dolnośląski. "Na Uniwersytecie Wrocławskim brakuje swobody wymiany myśli" - pisał w "Polsce - Gazecie Wrocławskiej". - "Dziwię się panu rektorowi, że ugiął się, i to w wyniku nagonki. A jeszcze bardziej dziwię się, że najgłośniej wśród "cnotliwych" obrońców niezależności uczelni słychać było tych, którzy ustalali kanony prawdy w czasach komunizmu na Uniwersytecie Bolesława Bieruta". (źródło)

Po naciskach "Gazety Wyborczej" i władz uczelni dr Marczak został zwolniony - tak wygląda niezależność naszych środowisk akademickich, a co z innymi, jakie tam kukułcze jaja się wykluwają, i w ostatnim 20 leciu już wykluły?

 

(x) Geopolityka - Najbliższa przyszłość jest obecnie często rozpatrywana w kontekście multi-biegunowego porządku świata. Europa, USA, Chiny, Indie, Rosja, Bazylia, i kilka mniejszych, Niemcy, Japonia, Kanada, ... - z G8 zrobiło się G20. W ramach politycznej i gospodarczej gry między tymi geopolitycznymi aktorami będzie dochodziło do różnych partykularnych sojuszy i konfliktów w walce o dostęp do surowców, źródeł taniej energii, i rynków zbytu.

Rosnąca potęga gospodarcza Chin, wzrost znaczenia Indii, nie zapominając o strategicznej roli Pakistanu, bogactwa naftowego Kazachstanu itp. przyczynia się, mimo posiadania dużych zasobów węgla kamiennego, do poszukiwania dodatkowych źródeł energii gwarantujących niczym nie ograniczony wzrost gospodarczy. Pokrycie jej przyszłego rosnącego w galopującym tempie zapotrzebowania na energię wymusza na Chinach strategię dywersyfikacji źródeł zaopatrzenia, ale na razie głód był i jest tak duży, że Chiny brały co popadnie, i gdziepopdanie nie licząc się z koszami - prawdopodobnie mając w tym jeszcze inny dodatkowy strategiczny interes, ale o tym kiedy indziej. Ten głód napędza trendy spekulacyjne na giełdach surowcowych. Zaangażowanie Chin w Afryce, jego rodzaj i intensywność, mogą tu posłużyć jako potwierdzenie w/w tez oraz jako przykład tzw wojen zastępczych. (moje tłumacz niem. wyrażenia "Stellvertreterkriege") gdzie strony konfliktu przenoszą go na teren państwa trzeciego.

Z drugiej strony, Pekin jak na razie oficjalnie jeszcze nie zgłasza swoich roszczeń co do "okupowanych" przez Rosję obszarów Syberii leżących za północną granicą Chin, ale Rosja zdaje sobie sprawę z tego zagrożenia. Oba mocarstwa są atomowe, militarne rozwiązania tego konfliktu wypada więc z gry, podobnie jak wyniszczająca ekonomicznie wojna konwencjonalna. Konflikt przeradza się już od dawna w wojnę o podłożu gospodarczymi i ekonomicznym. Rosja nie jest zainteresowania wzmacnianiem Chin przez sprzedaż im własnej ropy i gazu, ale potrzebuje środki finansowe na własną  modernizację, więc jest o wiele bardziej zainteresowana, niegroźną w długofalowych skutkach współpracą z Europą.

Wręcz przeciwnie - taka współpraca rokuje lepsze i szybsze zaskarbienie sobie nowych technologii, budowę nowoczesnego społeczeństwa, przez wymianę kulturalną, studencką, gospodarczą z Europą. Młodzi Rosjanie są zachęcani do studiowania i zbierania doświadczeń na zachodzie - szczególnie w Niemczech i o ile wiem także w Anglii. Putin miał ponoć się już przed dobrych kilku laty wypowiedzieć że zanim Rosja będzie mogła się autentycznie demokratyzować potrzebuje niestety jeszcze ok 30 lat ręcznego sterowania. 

Z innej strony patrząc, w skali globalnej, centralnie i biurokratycznie zarządzana Europa - licząca 500 Mln  starzejącego się społeczeństwa, w stosunku do 1300 mln Chińczyków i 1100 mln Indyjczyków, mimo własnej gospodarczej, na polu nowych technologii i nauki, przewagi - może okazać się za słaba populacyjnie. Flirt z Rosją odciąża znacznie ten problem. Wyskoki standard życia zostaje zachowany, Rosja zeuropeizowana - wszystko w dłuższych perspektywach czasowych, przy zastosowaniu strategii "drobnych kroczków" zupełnie tak, jak to się miało w przypadku wprowadzania traktatu z Lizbony i wcielaniu Polski do ciała całej unii, czyli na zasadzie, przemilczania własnym społeczeństwom ważnych stron, spraw, efektów i konsekwencji tych przemian, aż do momentu stawienia tych społeczeństw przed faktami dokonanymi. Może nawet i to nie, jeśli by odpowiednio uwzględnić rolę mediów w komunikowaniu tym społeczeństwom prawdziwego stanu rzeczy, lub raczej należało by mówić rolę "ewentualnych" deficytów w tej komunikacji przez stosowanie "odpowiedniej" zaplanowanej "inżynierii", "designu" tak kształtowanej komunikacji - mam na myśli takiego celowego przedstawiania, interpretowania otaczającego świata, aby wywołać określoną iluzję np bezpieczeństwa, postępu, bezpiecznej przyszłości, gwarantowanych rent i emerytur, czy nawet stanu permamentnego zagrożenia, aby w USA za czasóe W.Busha przypchnąć przez pralament wcale to a wcale nie demokratyczny "Patriot Act" i legitymować tym zagrożeniem, opróżniające z przestarzalej technologicznie broni, militarne magazyny przez urządzanie na koszt podatnika polowania na Bin Ladena, Wojnę w Iraku i w Afganistanie. Ale przecież jak pieniądz w Bankach śpi to nie pracuje, więc trzeba go jakoś stamtąd ruszyć. Pech chciał że robi się to pod pretekstem zagrożenia globalizującym się terroryzmem. A co - kapitał może się swobodnie poruszać po całym globie, i globalizować, to terroryzm musi mu dorównać jeśli ma być skuteczny i też się globalizować. Cokolwiek to by miało znaczyć, To tak na prawdę mniej ważne, bo to i tak przecież przede wszystkim ma posłużyć jako pretekst pod pozbywanie się starych i tworzenie nowych militarnych technologii. A To wszystko w ramach tego co ja nazywam "kolonizacją głupoty", tu - strachu przed bliżej nieuchwytnym - o jak wygodnie, tej pracy długo nie zabraknie - ale jakże aktualnym uczuciem zagrożenia i strachu przed złym terroryzmem. A wszystko to dzięki budowaniu na strategiach odwołujących się do afektów bazalnych jak np strach, szok, wściekłość, ... lepiej znanej pod nazwą i będącej częścią  tzw inżynierii społecznej.

Europa potrzebuje Rosji - przynajmniej wg tej narracji. To dlatego, że jest "leniwa", starzejąca się i chce wygodnie żyć wg najwyższych standardów. Jakość zamiast ilości miała by brzmieć nowa dewiza. Nawet za cenę utraty suwerenności, folkloryzacji poszczególnych kultur, tradycji i utratę dużej części dawnych indywidualnych tożsamości. Europa jako supermocarstwo - podobne do USA, mieszanka kultur pod zarządem jednej administracji. Ciekawe czyjej ? I czy językiem urzędowym po referendum ostanie się angielski? Swego czasu takie referendum przegrał w USA j. niemiecki - ale tylko o mały włos z angielskim. Francuzi będą jednak oponowali.

Problem demograficzny będzie regulowany przez limitowaną imigrację z Afryki, krajów bliskiego wschodu, Azji ... To rodzi pewne zagrożenia, ale człowiek nie byłby człowiekiem gdyby nie był z gruntu rzeczy leniwy i nie dał się przekonać do konsumpcji, i ulec łatwym scenariuszom życiowym pozbawionym przymusu poddawania się srogim ograniczeniom np własnej religii, kulturowym itp - czyli tym pozbawionym, wyjałowionym z odpowiedzialności za pielęgnowania i zachowanie nośników własnej tożsamości: kultury, tradycji, religii.

Dlatego z czasem te nawet najbardziej radykalne postawy przyniesione z innych kręgów kulturowych i innych religii ulegają erozji. Oczywiście przy spełnieniu określonych warunków np przy założeniu przekonywującej iluzji równouprawnionego uczestnictwa w życiu i wpływu na kształtowanie tego życia, a przez co - do utożsamiania się z nowym krajem. Stąd mowa jest w Niemczech o projekcie np ułatwienia na poziomie komunalnym nowo przybyłym wypływu na lokalną politykę przez zezwolenie im na udział w lokalnych wyborach samorządowych. Miało by to dotyczyć tych dłużej niż bodajże 4 lata żyjących w Niemczech Ausländer'ów. Ile dokładnie - musiałbym sprawdzić. 

Europa różnych kultur, które przyniosą ze sobą nowi imigranci. To ma solidną wymowę ekonomiczną. Oprócz wyławiania z tych zagranicy najbardziej wartościowych jednostek i wciskania ich za cenę "lepszego życia" w dolne warstwy życia społecznego, stawianiu niejako na sam start drogi awansu społecznego, wykorzystuje się motywację tych ludzi do budowania sobie lepszego życia dyktując odgórnie, nie koniecznie zawsze i wyłącznie w sposób oficjalny, jawny i sprawiedliwy,  warunki takiego uczestnictwa. 

To może nawet działać. Ciekawe, że wg socjologa z USA R. Florydy, obserwatora czynników wpływających na innowacyjność społeczeństw, twórcy 3 "t" (Talent, Techologia, Toleranja) różnorodność kulturowa wpływa na ilość meldowanych w danym regionie, mieście ... patentów. Tu mamy dopływ tych najzdolniejszych, no i z całkiem innego często kręgu kulturowego.

Jak widać życie społeczeństw zachodnich przenika wszędobylska Ekonomizacja. Gdzie tylko nie spojrzysz, w z dłuż i w szerz,  każdego obszaru życia społecznego i państwowego, zawodowego i prywatnego, seksualnego, a nawet  religijnego i kulturowego, wszystko złożone na ołtarzu nowej religii: bożka Ekonomizacji. 

I jak to się ma do służenia dwóm panom - Bogu i mamonie. Już dawno za nas nasze i nie tylko elity zadecydowały - mamonie, bo się na krótką metę na pewno opłaca, a później ? ... - wszytko przykryją nowe wybory i nowa ekipa, a i ludzka pamięć jest taka krótka...

Stąd działania Tuska, Pawlaka, Millera, Buzka, Cimoszewicza, naszych negocjatorów przy wchodzeniu do Uni: Truszczyńsiego, Plawy, Serafina, którzy teraz pełnią "ważne" synekury w agendach unijnych. Stąd  sobiesiakowanie sceny politycznej i gospodarczej. 

Różnica między naszymi politycznymi sobiesiakami, a tymi z zewnątrz polagać miała by na tym, że ci drudzy mają więcej do pwiedzenia, wiecej kasy więc trzeba się ich słuchać, dać się kupić, i stosować tyle wazeliny ile tylko to jest ekonomicznie dla własnej kariery korzystne. Tak długo jak się da - aż nie obudzą się takie tam sprzeciwy społeczne, że już dalej tak nie będzie można. Czyli znowu "Kolonizacja głupoty" - tu ślepoty czy braku spostrzegawczości - ewentualnie ślepa ufność prowadzeniu elit.

Czyli co?  Do kiedy ten proces nie będzie miał końca? Wg mnie, aż nie zostanie wybudowane trzeźwe, zdroworozsądkowo myślące, aktywne politycznie i społecznie społeczeństwo, Na takie trzeba mieć kasę, a ta jest skutecznie z naszego kraju wypompowywana. Pozostaje tylko praca organiczna, poświęcenie się dla edukowania innych, a w poświęcaniu się nasz kraj ma wysoką tradycję, i jednoczenie się oddolnie. Budowanie demokracji i społeczeństwa obywatelskiego oddolnie. 

Na to trzeba mieć znowu kasę, ludzi, zdrowie i siłę. Wszystko się ze sobą zazębia i tworzy  diabelskie kręgi: bez kasy, ludzi i ich poświęcenia - żadnej edukacji, bez edukacji żadnego społeczeństwa świadomego siebie i sowiego bogactwa, bez świadomego, aktywnego społeczeństwa demokracja nie funkcjonuje, kraj się oligarchizuje, bogacą się wąskie grupy, a cała reszta drepcze prawie w miejscu i nie ma kasy, nie może sie efektywnie i konkurencyjnie edukować itd ...  - i tu się koło diabelskie zamknęło. 

Oczywiście są specjaliści, fachowcy którzy dobrze zarabiają - ale zostali oni często wykastrowani ze świadomości tego, co się w okół nich dzieje, często nie mają czasu się nawet tym interesować, jakby nawet chcieli. Ich dziań ma także 24 gdz. i musieli by z czegoś zrezygnować,  z części konsumpcji, z cząstki kariery, z cząstki życia prywatnego, rodzinnego, cząstki urlopu, odpoczynku itp. aby wygospodarować czas na budowanie własnej świadomości politycznej.

A elity na tym odcinku wcale im tej pracy nie ułatwiają. Trwające nieprzerwanie wojny dezinformacyjne produkują wzajemnie ze sobą sprzeczne narracje. Konia z rzędem temu kto po 8 - 10 gdz. dniu pracy będzie z ochotą dochodził tego, kto ma rację,  w czym, kiedy, kiedy jeszcze tak, a kiedy już nie i dlaczego. On jest specjalistą, a taka praca wymaga innej specjalizacji, tak powstaje sfragmentaryzowane, socjolog powie, zatomizowane kompleksowe społeczeństwo wąskich specjalizacji. Koleżanka śmieje się z Niemców i mówi - "jak gwoździa nauczył się wbijać, to już śrubki nie przykręci". A cóż tam świadomość polityczna, kulturowa, ... To zabawa dla tych którzy mają czas i pieniądze czyli dla wyższej strefy klasy średniej. 

Budowanie takiej świadomości w społeczeństwie - to jest także przede wszystkim zadanie elity publicystycznych i medialnych także Salonu - wytworzenie dla kraju jakiejś jednej koherentnej narracji, strategii i kierunku rozwoju. Narracji wewnętrznie nie sprzecznej, nadrzędnej, jednoczącej całe społeczeństwo w okół obrony i forsowania na zewnątrz własnych interesów. Zdefiniowanie i komunikacja tych interesów. 

Na to wszystko drogi Salonie wielu z nas czeka - a ty nic? Tylko jakieś tam gierki i igraszki w piaskownicy politycznej? I to ma być Twoja narracja - twoje Wyznanie wiary. 

Wygląda na to, że właśnie tak. Dlatego nie ma co liczyć na taki salon, zacząc go pisać z małej litery i zapomnieć o nim - trzeba budować własny, zaczynając od struktur lokalnych. "Jest wiele do zrobienia"

 

1. Stalinowskie praktyki" na Uniwersytecie Wrocławskim?

2. Pełzająca germanizacja Wrocławia (1)

3. Stalinizm na Uniwersytecie Wrocławskim (cz.1)

 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Marika

#48654

#48656

Witam

Świetny tekst. Pozwolisz, ze odniosę się do niego jutro.

Pozdrawiam i chapeau bas

krzysztofjaw

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

krzysztofjaw (Krzysztof Jaworucki)

#48678