Polityka, a kibicowanie

Obrazek użytkownika Janusz 40
Kraj

Błogosławionych Świąt dla wszystkich; ale niektórzy powinni uderzyć sie w piersi.

Pospolite knajactwo, z jakiego nie jest w stanie wyzwolić się rząd z jego szefem na czele - dało pożywkę nawet Urbanowi. Ponoć w jego "NIE" (piszę ponoć, gdyż jak dotąd - nigdy nie dotknąłem tego pisma) ukazała się konfabulacja (a może nawet odczyt profesjonalnego wywiadowczego nagrania) rozmowy PDT ze Schetyną i Koseckim.

J. Urban znany jest z uprawiania prowokacji i można byłoby przejść nad tym do porządku dziennego, gdyby nie to, że treść owej wyimaginowanej (a może prawdziwej) rozmowy ściśle odpowiada tzw. psychologicznemu portretowi PDT. Nie tak dawno prezentowany był film z prezesem sądu gdańskiego w czasie oglądania meczu piłkarskiego; w loży wśród innych osób był także osobnik łudząco podobny do PDT. Otóż zachowanie sie tych kibiców mogłoby stanowić doskonały podkład filmowy do tekstu Urbana.

Prawie co dzień oglądane migawki z posiedzeń rządu i inne relacje z udziałem PDT doskonale wpisują sie w słowny scenariusz podany w "NIE". Stopniowo wprowadzany jest ceremoniał mający coś wspólnego z posiedzeniami rządu u Stalina (podczas których ministrowie poruszali sie biegiem), a może z uroczystym "ubieraniem się" Ludwika XIV.

Oczywiście - inne czasy, jeszcze dość daleko do takiego kultu. Na dzisiaj mamy tzw. generalskie maniery na pokaz, a z dużym prawdopodobieństwem kibolowsko-blokerskie maniery w sytuacji gdy nie ma kamer i mikrofonów. Szydło wychodzi z worka już od dawna, tylko nie dla wszystkich sygnały są jednakowo rażące, jednakowo czytelne. Cóż można powiedzieć o premierze, który w stosunku do posłów w sejmie zwraca sie permanentnie per "Wy"; zwracanie się do audytorium w trzeciej osobie jest dla PDT całkowicie nieprzyswojonym wzorcem. Potwierdzeniem prawdziwości rewelacji Urbana mogą być pewne zwroty (mające sprawić wrażenie, iż mówcą jest "swój chłop", polityk z temperamentem - potrafiący mówić do różnych społecznych grup - także do tych przysłowiowych z pod budki z piwem). Np. "biorę wszystko na klatę", czy - ma ktoś pozytywną szajbę. Niby dowcipne, ale w zestawieniu z wizualnym wrażeniem - mówi znacznie więcej.

Najgorsze w tym wszystkim jest jeszcze coś innego - mianowicie, że PDT w rzeczywistości nigdy nic "na klatę" nie bierze, czuje sie zwolniony z obowiązku dotrzymywania jakichkolwiek obietnic; winny jest zawsze ktoś inny; niepowodzenia mają obiektywne, niezależne od niego przyczyny. W tej retoryce i w tym (właśnie "generalskim") zadufaniu, otoczony rojem pochlebców robiących przy nim kariery (głównie finansowe) - nie zdaje sobie sprawy, iż w gruncie rzeczy działa jak ograniczony piłkarzyk z przedmieścia, dla którego mistrzostwa Europy w piłkę, to najważniejsze wydarzenie w historii Polski (to jego słowa). Potwierdził to mimowolnie w czasie ostatniej wizyty na Słowacji, kiedy powiedział, iż więcej czasu poświęca kibicowaniu, niż polityce.

Trochę to przypomina panowanie na tronie króla Maciusia I, który wszystkie fabryki nakazał zamienić na fabryki czekolady.

Ocena wpisu: 
Brak głosów