Czy to był kij, zamiast spodziewanej marchewki?

Obrazek użytkownika matka trzech córek
KawiarNIA

Jutro 10 kwietnia. To już cztery lata od katastrofy. Czterdzieści osiem miesięcy przekonywania Polaków, że jej przyczyną był przypadek, błąd pilotów, fatum. Pomimo agresywnej i szerokiej akcji uświadamiającej i tak, co czwarty Polak przeświadczony jest o tym, że pod Smoleńskiem doszło do zamachu.

 Przeciwnicy tej teorii, od początku, od pierwszych dni po katastrofie, podważali jej sens twierdząc, że osoba Lecha Kaczyńskiego nie stanowiła dla nikogo problemu, szydząc z dorobku politycznego Prezydenta.

Lekceważący ton tych wypowiedzi poparty był przekonaniem o małych szansach Lecha Kaczyńskiego na kolejną kadencję w nadchodzących wyborach prezydenckich.

 Irytowały mnie te opinie, bo dobrze pamiętam sondaż z ostatnich dni przed katastrofą, w którym poparcie dla urzędującego Prezydenta wynosiło około 30% głosów. Zaznaczył się wyraźny wzrost poparcia, bo wcześniejsze badania opinii społecznej dawały gorsze wyniki.

 Kiedy w wewnętrznych wyborach na kandydata PO do Pałacu Prezydenckiego zwyciężył Bronisław Komorowski, byłam spokojna o Lecha Kaczyńskiego. Z takim rywalem, nasz kandydat wygrałby w cuglach. Gdyby żył…

 Warto jest wrócić do rzeczywistości tamtych dni. Przypomnieć sobie, jak wyglądała wówczas sytuacja międzynarodowa.

 Z dużym zaskoczeniem, na przykład, przeczytałam swój własny tekst z maja 2010 roku. Dotyczy prestiżowej niemieckiej nagrody, którą wręczono Donaldowi Tuskowi.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Merkel-pogratulowala-Tuskowi-Nagrody-Karola-Wielkiego,wid,11868030,wiadomosc.html?ticaid=112850

   Popełniłam jednak błąd. Pisząc o nagrodzie, nie sprawdziłam, kiedy została przyznana. Fakt ten miał miejsce na trzy miesiące przed katastrofą smoleńską.

Czy to, co wydarzyło się na Siewiernym, mogło być tą reakcją, której spodziewałam się wówczas?

Oto ten tekst:

 

Donald Tusk w rozkroku

 Tyle ciepłych słów od Niemców padło właśnie pod adresem naszego Premiera. Ich wymowa sprawiła, że nasz Prime Minister rumienił się ze szczęścia. Burzliwe oklaski zdawały się unosić jego rudą głowę coraz wyżej i wyżej. Duma rozpierała Premiera.

 Ta marchewka nie jest za darmo. Niemcy walczą o zachowanie wpływów w Polsce. Nikt nie da im tak szerokiej swobody działania, jaką mają przy Donaldzie Tusku, sprawującym niepodzielne rządy w kraju nad Wisłą.

  Właśnie stracili szanse na Ukrainę. Janukowicz poprowadził ją wprost w objęcia Rosji. Na nic zdały się usilne zabiegi i ogromne nakłady, by sprowadzić tę córę Wschodu w granice wspólnego europejskiego kołchozu. Przepadło. Szansa na zagospodarowanie tego ugoru stracona. Ktoś inny zaorze ją i zasieje, a także, zbierze obfite plony.

 Wydarzenia ostatnich miesięcy, a zwłaszcza tygodni, nie pozostawiają wątpliwości także w sferze przełomowych przewartościowań w polityce Polski.

 Serdeczne wyrazy tkliwej czułości i przyjacielskiej sympatii, które świat zobaczył na licznych relacjach ze spotkań premierów Polski i Rosji, nie pozostawiają złudzeń: Polska może ulec zalotom kierowanym przez Rosję i podążyć śladami Ukrainy.

 Jeszcze do niedawna, wstydliwie ukrywano prorosyjskie sympatie poszczególnych polityków, rządzących Polską, bo opinia publiczna przyglądała się podejrzliwie takim symptomom, mając w pamięci afery  agenturalne i romanse na pograniczu zdrady polskiej racji stanu.

 Teraz nagle, poszczególni politycy nie kryją odwiecznych sympatii dla Rosji. Odcinają się co prawda od Stalina i jego polityki, ale nie kwestionują niczego, co było później. Wydawać by się mogło, że po Stalinie, władzę w Rosji przejęli od razu:  Putin i jego namiestnik – Miedwiediew.

  Niemcy  odznaczyli właśnie Donalda Tuska swoim najważniejszym wyróżnieniem - Nagrodą Karola Wielkiego. Przypominają mu w ten sposób, że jego miejsce w tej wojnie o wpływy, jest po zachodniej stronie frontu, który zdaje się przebiegać po linii Wisły.

  Zrozumiał świetnie o co chodzi i puścił w ich kierunku dyplomatyczne „oczko”. Pamięta więc, kim jest, skąd pochodzi i w jakiej rodzinie się urodził. Dom rodzinny Donalda Tuska, nie różnił się przecież od tych innych poza żelazną kurtyną. Wymieniona niebezpodstawnie przedwojenna cukiernia, ocalała z wojennej pożogi, te skrzypce i muzyka Bacha…  Przekaz został zrozumiany. Potwierdzają to twarze zgromadzonych na sali gości.

„ Pogranicze” Europy, którym był Gdańsk, sprawiało, że Donald Tusk czuł się „cudzoziemcem” w kraju, w którym żył, natomiast w Europie zawsze był „tubylcem”. Twierdzi w imieniu całego swojego pokolenia, że  inni myśleli podobnie.

  „W imieniu wszystkich Polaków, my w Europę i jej przyszłość naprawdę wierzymy”. „Pogłoski o upadku Europy były i są przedwczesne”. „Trudno nie mówić o Grecji, kiedy mówi się o przyszłości Europy”.  Donald Tusk wierzy w to, że zapowiadany zmierzch wspólnej Europy jest przedwczesną obawą i „czas Europy dopiero wybija”.

 Owacje na stojąco, odprowadziły mówcę na miejsce. Sukces na miarę wagi sytuacji politycznej, która dominuje obecną rzeczywistość.

Teraz pora na ruch Rosji.Zapewne wkrótce będziemy świadkami niezwykłego wydarzenia. Tęgie umysły na Kremlu szykują swoją marchewkę. Później przyjdzie już czas na kije.

 

 

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:10)

Komentarze

Kłamstwa tylko naiwnym pogląd odmienią
Myślący wiedzą, że zło się ciągle czai
Atakuje wyskakując spośród zgrai
Zabezpieczenie się przed nim to obrona
Z armii mając tylko Boga za patrona
Pozdrawiam

Podoba mi się!
9
Nie podoba mi się!
-1
#1422420

 Jacku, to, że Tusk giął się po katastrofie, można  zrozumieć. Nie każdy tryska odwagą, ale teraz, kiedy Putin zdjął maskę, ten, zamiast wyjaśnić ludziom swoje ówczesne obawy, usprawiedliwić się jakoś, życzy sobie przeprosin!

  I to od kogo? Od ludzi, którzy od początku żądali wyrwania z rąk Rosjan wszystkich materiałów, z wrakiem samolotu włącznie. Dlaczego?

Bo wiedzieli, że Rosjanie mataczą. Wiedział i on, ale nie miał odwagi tego przyznać. Wolał lżyć tych, którym odwagi nie zabrakło. 

Pozdrawiam serdecznie

 

Podoba mi się!
13
Nie podoba mi się!
0
#1422428

Kłaniał się współsprawcy, że im się udało
Całą Prawą elitę z błotem zmieszało
Poświęcił dla "dobra sprawy"także swoich
Teraz sam diabeł u drzwi z widłami stoi
Niemcem jest bo matka nie znała Polskiego
Po wojnie i uczyła się z oporem go
Pozdrawiam serdecznie

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1422481

miało złe przeczucia, jednego żałuję, pewnie większość także - że Lech był za dobry dla PO że nie brało się za mordę chamstwa, tego naskakiwania i wyśmiewania....Kiedy w tym tragicznym dniu szwagierka zadzwoniła do mojej małżonki z płaczem - to co powiedziała moja małżonka do słuchawki - nie zapomnę po dziś dzień - Jezu zabili ich....to były pierwsze autentyczne słowa....

Podoba mi się!
11
Nie podoba mi się!
0

ardawl

#1422424

Dzisiaj wielu tak myśli, ale boi się mówić.

"Sekta smoleńska", "paranoicy", to tylko delikatniejsze określenia ludzi, którzy oparli się propagandzie.

 Jutro będę między nimi.

Pozdrawiam 

Podoba mi się!
9
Nie podoba mi się!
0
#1422429

na zdjęcia Pary Prezydenckiej aż łza się w oku kręci - jak musieli się kochać, jak Ona trzymała Jego za ręce, jak się tulili do Siebie - przecież byli małżeństwem z dużym stażem - zawsze piękna miłość doprowadza zło do wściekłości...

I ta widoczna skromność, szczęście że są razem - potem nie wiem co się stało ten tryumf zła, jeszcze kwiaty na samochód, by potem kpiny, protesty że nie na wawel, kłamstwo, chamstwo, upodlenie...Polsko Na Boga Jedynego - Gdzie Jesteś?????.........

Podoba mi się!
10
Nie podoba mi się!
0

ardawl

#1422431

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0
#1422433

były identyczne. Zawołala mnie i powiedziała ,że zabili Lecha Kaczyńskiego pod Smoleńskiem.

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
0

lupo

#1422446

 Pamiętam dobrze, że Lech Kaczyński w 2010 roku przed zbliżającą się 70 rocznicą mordu katyńskiego oświadczył, że mimo braku zaproszenia ze strony rosyjskiej i tak poleci do Katynia, żeby uczcić pamięć pomordowanych. Słowa te odebrałem wtedy jako świadomy akt samobójstwa. Nie przypuszczałem wtedy, ze przybierze ono rozmiar zbiorowy. Lądowanie w podsmoleńskim lesie i poświęcenie życia oceniam jako oddanie życia za prawdę o mordzie katyńskim. Kilka dni po katastrofie prezydent Miedwiediew oświadczył, że polscy oficerowie w 1940 roku zostali rozstrzelani z woli Stalina i uznał ten czyn za zbrodnię wojenną. Strona rosyjska w kolejnych latach przekazała Polakom wiele tomów tajnych akt dotyczących śledztwa katyńskiego.
Dla Lecha Kaczyńskiego ważniejsza niż życie była prawda o mordzie katyńskim. Uszanujmy to i nie zaciemniajmy istoty jego woli

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0
#1422453

Witaj

 

Prosta analiza Mamo.

Cui bono?

Zyskała:

- Rosja, mszcząc się przy okazji za Gruzję,

- Niemcy likwidując obstrukcję dla swojej polityki względem Polski i nie tylko

- ferajna Tuska z Komorowskim. Teraz już mogli robić, co tylko chcieli.

 

Czyż nie tak?

 

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
9
Nie podoba mi się!
-1
#1422445

Prokurator Generalny Seremet zapowiedział rychłe zamknięcie śledztwa w sprawie Smoleńska, co jest o tyle żenującym stwierdzeniem, że tzw “śledztwo” było dotychczas postępowaniem urągającym wszelkim zasadom postępowania karnego. Nie zabezpieczono dowodów bezpośrednio po zdarzeniu, nie prowadzono śledztwa na podstawie dowodów, nie przeprowadzono w sposób rzetelny sekcji zwłok i badań histopatologicznych, nie dokonano przesłuchań większości świadków uczestniczących w zdarzeniu, nie zabezpieczono czarnych skrzynek przed ingerencją osób trzecich, dopuszczono do ingerencji w przebieg całego śledztwa, w każdym jego aspekcie i na każdym etapie wrogie państwo zainteresowane jego wynikiem, nie dotarto do dokumentacji satelitarnej gromadzonej przez państwa sojusznicze, nie dokonano badania wraku, oparto się na ekspertyzach przygotowywanych przez osoby niewiarygodne i skompromitowane (np. sprawą Pyjasa) i co najważniejsze, nie dokonano analizy możliwych przyczyn i motywów ew. zbrodni (którą nie wiadomo dlaczego niemal z miejsca wykluczono). Odrzucono wszelkie wnioski i ekspertyzy biegłych niezależnych (np. prof. Dakowski i specjaliści z zespołu Macierewicza). Całe postępowanie oparto na poszlakach, domniemaniach, kopiach, informacjach cząstkowych , matactwach i tuszowaniu śladów. Czyli istny cyrk nad grobami urządzony przez politycznie zadaniowanych prokuratorów i tzw. ekspertów. A tymczasem już pobieżna analiza okoliczności doprowadzenia do rozdzielenia wizyt na tuskową z 7.04.10 mile widzianą przez Putina i tą Lecha Kaczyńskiego z 10.04.obsobaczaną przez polskie media oraz traktowaną wrogo przez Rosję wskazuje, że coś bardzo złego i jednoznacznego jest na rzeczy. Niemal 4 lata temu 4 czerwca 2010 dokonałem takowej opierając się na oficjalnych dokumentach opublikowanych na stronach WPROST oraz na oficjalnych informacjach istniejących w Internecie. Tylko tyle i aż tyle. Wielu z was zapewne zna ten tekst, bo przeczytało go wtedy 2 mln osób, ponadto w dużej części był przedrukowywany przez Gazetę Polską i znalazł się w tzw. Białej Księdze Smoleńskiej, ale myślę, że warto go przypomnieć w kontekście bzdur, jakie dziś wygłasza prokuratura wojskowa i Prokurator Generalny. Jeśli ktoś nie zna niech przeczyta, moim zdaniem niewiele się zestarzał. Ciekaw też jestem ilu z czytelników podziela moje zdanie. Bo ja je wciąż podtrzymuję, mimo, że emocje opadły i temat skutecznie zarżnięto oraz upolityczniono.

 

Znany wszystkim ostatni odcinek „Stawki większej niż życie” opowiada o poszukiwaniach zbrodniarza Gruppenfuhrera WOLFa. W scenie kulminacyjnej Kapitan Hans Kloss, a w zasadzie już Major NKWD (w polskim mundurze) o imieniu Janek ujawnia, że rozkaz egzekucji tysięcy cywilów wydawali czterej zbrodniarze:  Wernitz, Ohlers, Lübow, Fahrenwirst podpisujący się wspólnie jako WOLF.

 

Jako ciekawostkę należy dodać, że scenariusz tego odcinka napisali wspólnie Andrzej Szypulski (związany później z Unią Wolności) i Zbigniew Safjan (donosiciel NKWD, członek PRON i ojciec Marka Safjana) podpisujący się wspólnie jak Andrzej Zbych.
 
 
 
Ale do rzeczy.
 
 
 
Niegdyś w tekście „Głowa Zdrajcy” jeszcze na Salonie24  prowadziłem wraz z moimi komentatorami rozważania dotyczące osoby lub osób, które można uznać za bezpośrednio odpowiedzialne za śmierć Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku.
 
 
 
Podstawą naszej dyskusji stało się następujące spostrzeżenie:
Jeżeli to był zamach, to musiał on być od dawna przygotowywany. Przygotowania musiały być trojakiego rodzaju: techniczne przygotowanie sposobu dokonania zamachu, przygotowanie ukrycia (zatuszowania) faktu zamachu oraz „wystawienie” ofiary. Polem naszych rozważań nie były techniczne sprawy ani sprawy tuszowania, skoncentrowaliśmy się za to na kwestii najważniejszej i najłatwiejszej do zbadania. Kto „wystawił” Lecha Kaczyńskiego i jego otoczenie zamachowcom? Mając bowiem wewnętrzne przekonanie, iż do katastrofy doszło w wyniku zamachu wydało się nam (osobom zaangażowanym w dyskusję) logiczne, że kombinacja operacyjna polegająca na doprowadzeniu do wylotu określonym czasie do Katynia samolotu z Lechem Kaczyńskim oraz ludźmi niewygodnymi Moskwie na pokładzie musiała zostać dokonana z pomocą osoby, zdrajcy, będącym rosyjskim agentem.
 
 
 
Podczas naszej dyskusji i przeglądu jawnej dzisiaj korespondencji naszym oczom ukazała się następująca prowokacja przeciwko Prezydentowi RP, opozycji i porządkowi konstytucyjnemu Państwa Polskiego. Przy tym prowokacja zawierająca wyraźny podpis kata, który doprowadził do śmierci 96 osób i zagroził suwerenności Polski. Nazwijmy tego zdrajcę: Gruppenführer Kat.
 
 
 
Jest rok 2009, jak co roku, na wysokości grudnia rozpoczęły się przygotowania Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa do organizacji uroczystości w Katyniu w kwietniu przyszłego roku. Ze względu na wyjątkowy charakter planowanych obchodów, w związku z 70 rocznicą ludobójstwa, o wszczętych przygotowaniach Andrzej Przewoźnik informował (wpierw nieoficjalnie) Kancelarię Prezydenta, Kancelarię Premiera oraz szereg instytucji i organizacji pozarządowych.
Prezydent RP Lech Kaczyński był sprawą żywo zainteresowany, świadczą o tym pisma informacyjne o podobnej treści jakie Kancelaria Prezydenta skierowała w dniu 27 stycznia 2010 roku do Andrzeja Przewoźnika, do Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz do Ambasadora Federacji Rosyjskiej
Oto jedno z nich:
 
Dwa dni później Mariusz Handzlik z Kacelarii Prezydenta zwraca się jeszcze raz do Andrzeja Przewoźnika z prośbą o informację dotyczącą stanu obchodów. Do tego bowiem czasu nie znana jest dokładna data uroczystości organizowanych przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.
 
 
Na powyższe pismo nadeszła zapewne odpowiedź natychmiastowa o dacie 10 kwietnia, która to informacja musiała być przekazana także MSZ-owi.
Od tej pory zaczyna się wspólna akcja grupy zadaniowej Rosyjsko-Polskiej której efektem miało być wystawienie zamachowcom Prezydenta RP, jego brata oraz licznego grona ich współpracowników i osób niewygodnych Rządom Rosji i Polski.
Najpierw Donald Tusk ogłasza, że 3 lutego odebrał telefon od Premiera Władymira Putina z zaproszeniemdo wspólnego uczczenia pamięci ofiar Katynia. Uroczystości miały się odbyć w pierwszej połowie kwietnia 2010 r..
Zwróćcie uwagę, że nikt jeszcze wtedy nie mówił o dwóch różnych datach uroczystości. Opinia publiczna, a głównie Prezydent RP miał być przekonany, że chodzi o te same uroczystości, na które on się wybierał.
Prezydent zaskoczony nagłym zaproszeniem personalnym czeka na odpowiedź Rosjan na pismo z 27 stycznia. Rosjanie jednak nie zamierzają niczego potwierdzać i udają głupich. Czekają bowiem, zgodnie z założonym scenariuszem, aż Prezydent RP zadeklaruje swoją obecność dokładnie na 10 kwietnia.
Tą grę zauważa Szczygło, nie potrafi jednak wyraźnie zidentyfikować jej celu.
Tegoż dnia zniecierpliwiony Prezydent zaprasza Ambasadora Rosji na rozmowę o uroczystościach katyńskich, która ma się odbyć w Pałacu Prezydenckim w dniu 23 lutego.
 
 
Postawieni w trudnej sytuacji Rosjanie (bo ileż czasu po rozmowie będą mogli milczeć?) naciskają na swoich agentów do pilnego wyduszenia z Prezydenta RP daty jego lotu do Katynia. Klamka musi zapaść zanim przyznają się, że już dawno jest ustalone spotkanie Putin-Tusk na 7 kwietnia.
Prawdopodobnie dlatego, akurat 23 lutego Andrzej Kremer kieruje do Kancelarii Prezydenta pismo gdzie pada pierwszy raz data 10 kwietnia i kategoryczne wymuszenie (ze względów organizacyjnych) potwierdzenia tej daty wylotu.
 
Pismo to sygnowane osobiście przez Kremera musiało być inspirowane przez Tomasza Arabskiego z Kancelarii Premiera Donalda Tuska (co możemy poznać po liście „do wiadomości”) gdyż to Kancelaria Tuska bezpośrednio wtedy rozmawiała z Kancelarią Putina. Ta inspiracja byłaby niemożliwa bez zgody Radosława Sikorskiego przełożonego Andrzeja Kremera. Możemy sobie wyobrazić, że było to mniej więcej tak: „Słuchaj Andrzej – mówi Sikorski – zgłosi się do ciebie Tomek Arabski w sprawie pisma do Prezydenta, niech się kurde w końcu określą, że polecą dziesiątego. Wierz mi, ważne”.
Zastanawiając się tutaj nad osobą agenta wpływu musimy zdawać sobie sprawę, że;
1. Była to osoba kluczowa w kontaktach zarówno z Rosjanami jak i z innymi resortami, 2. Musiała być to osoba znakomicie zorientowana w przebiegu korespondencji na temat Katynia z Kancelarią Prezydenta RP, 3. musiała być to osoba posiadająca wiedzę na temat celu akcji, inaczej zamiast wywierać presję na zawarcie przez Prezydenta oficjalnego stanowiska (w piśmie) próbowałaby rozegrać sprawę medialnie, 4. Musiała być to osoba, która nie wsiadła do samolotu 10 kwietnia (pkt 3 implikuje pkt 4).
 
 
 
 
Ze wszystkich osób informowanych oficjalnie o korespondencji MSZ-u z Kancelarią Prezydenta żyje tylko Tomasz Arabski. Co znamienne, w Smoleńsku zginął także Andrzej Kremer – co pozwoliło go wykluczyć z listy.
Tomasz Arabski jest zresztą szczególną postacią, najbliższym zaufanym Premiera Tuska, posiadającym bezpośredni dostęp do najwyższych współpracowników Tuska w Platformie Obywatelskiej (bez względu na ich zajmowane stanowisko), osobą ustalającą i kontrolującą wszelkie rozmowy Premiera, strażnikiem tajemnic Premiera i osobą upoważnioną do udzielania się w mediach. Gdy jednak nacisk i nadzór Arabskiego okazuje się za słaby gdyż na początku marca wciąż nie ma oficjalnej deklaracji Lecha Kaczyńskiego (wyobrażam sobie tę irytację Moskali, którzy naprawdę nie mogą już dłużej czekać) nagle wkracza z ratunkiem kolejna postać. Dnia 2 marca Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski nagle przesyła pismo bezpośrednio na ręce Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, które ma wywołać pożądaną reakcję.
 
 
Trudno bowiem odpowiedzieć na tak sformułowaną prośbę bez podania terminu wylotu prezydenckiego samolotu.
Jednak, gdy okazuje się, że Andrzej Przewoźnik niezależnie potwierdza, iż uroczystości w Katyniu które on organizuje odbędą się 10 kwietnia ( http://kresy24.pl/showNews/news_id/10259/ ) i gdy na tej podstawie MON wydaje dyspozycje o udostępnieniu samolotu Prezydentowi w dniu 10 kwietnia – Tomasz Arabski, wiedząc, że Lech Kaczyński został właśnie postawiony pod ścianą, decyduje się na medialne ujawnienie terminu spotkania Putin-Tusk:
„Premier Donald Tusk będzie w Katyniu 7 kwietnia na zaproszenie szefa rosyjskiego rządu Władimira Putina – poinformował szef kancelarii premiera Tomasz Arabski. Arabski zapowiedział, że 7 kwietnia dojdzie do spotkania bilateralnego Tuska i Putina i dyskusji na temat spraw bieżących”
Prezydent orientuje się wtedy, że Putin z Tuskiem już ustalili, że nie będą na tej samej imprezie i wysyła Bronisławowi Komorowskiemu pierwsze pismo potwierdzające swój udział właśnie 10 kwietnia.
 
 
Nie było rady, kto jak kto ale Marszałek Sejmu nie mógł wiecznie czekać na odpowiedź. Zwróćcie uwagę, że pismo jest wprawdzie datowane na 5 marca, ale nie wiemy kiedy tak naprawdę było wysłane. 5 marca to był piątek, mogło być wysłane w poniedziałek (8 marca) albo wtorek (9 marca). Jest jednak faktem, że jeszcze 11 marca (no może 10-tego ze względu na poślizg dziennikarski) Rosjanie informacji o tym piśmie nie mieli. Udawali więc dalej głupich i pomimo, że kilka dni wcześniej Stasiak potwierdził 10 kwietnia w mediach to czekali na oficjalne potwierdzenie. Sprawa była widać zbyt poważna by ufać deklaracjom medialnym:
To też nastręcza naturalne podejrzenia, że nie chodziło tylko o efekt propagandowy. Gdyby celem operacji „7 kwietnia contra 10 kwietnia” był tylko PR to cała rozgrywka odbyłaby się głównie w mediach i za pomocą komunikatów medialnych. Tu jednak kluczowe były ustalenia oficjalne – te pod pieczątką.
 
 
 
 
Mamy więc następującą sytuację: przez ponad miesiąc od 27 stycznia 2010 działając wspólnie i w porozumieniu Tomasz Arabski i Bronisław Komorowski (przy zgodzie Sikorskiego na wykorzystanie Kremera) doprowadzają do wystawienia Prezydenta i jego obozu politycznego (niewygodnego zarówno dla Tuska jak i Putina) na osobny przelot, osobnego dnia i w warunkach niemal zerowego zabezpieczenia agencyjnego, dyplomatycznego i technicznego.
Czy tylko jednak te dwie osoby były tak mocno zaangażowane. Czy możliwe by Premier Tusk podobnie jak Prezydent (choć różnica jest bolesna musicie przyznać) był przez Rosjan i ich dwóch poputczików także wykolegowany? Taka interpretacja byłaby możliwa – z korzyścią dla wizerunku Donalda Tuska - gdyby nie jeden znamienny fakt: TUSK KŁAMAŁ mówiąc o telefonie od Premiera Putina w dniu 3 lutego z zaproszeniem na uroczystości Katyńskie i KŁAMAŁ twierdząc, że propozycja udziału w osobnej uroczystości 7 kwietnia nastąpiła ze strony Putina jeszcze później.
Już bowiem 5grudnia 2009 r. Dimitrij Polianski Radca Ambasady Rosyjskiej ogłosił: Na kwiecień planowane jest spotkanie Władimira Putina i Donalda Tuska . Polianski przekazał już wtedy, że szefowie rządów dwóch krajów mają uczestniczyć w posiedzeniu Rady Biznesu Rosji i Polski, i że oprócz forum gospodarczego w Kaliningradzie w kwietniu przyszłego roku Rosję i Polskę czeka inne ważne wydarzenie – wspólne uroczystości upamiętniające rocznicę tragedii w Katyniu.
Dowód:
A jeśli tak brzmiał komunikat, to znaczy, że już na początku grudnia rozmowy pomiędzy Putinowcami a Tuskoidami na temat wspólnej wizyty w Katyniu w kwietniu 2010 r. były bardzo zaawansowane i trudno przypuszczać by już wtedy nie ustalono dokładnego harmonogramu. Być może ustalano już wtedy nie tylko harmonogram wizyty ale i kombinacji operacyjnej „Prezydent w Smoleńsku”. Na nieszczęście Tuska, widać zapomniał on o tej nieprzemyślanej wrzutce przyjaciół Rosjan z grudnia 2009.
Zresztą, kwestie wciąż toczących się rozmów Putin-Tusk jeszcze w roku 2009 potwierdzał także sam Andrzej Przewoźnik:
„Polski MSZ od dłuższego czasy prowadził z Rosjanami żmudne ustalenia na temat uroczystości. Teraz resort jest zaskoczony, bo prezydent na obchodach zorganizowanych na szczeblu premierów to prawdziwy koszmar dla protokołu dyplomatycznego”
MSZ to Radosław Sikorski, czy on także brał udział w spisku? Zastanawiałem się nad tym długo i analizowałem jego zachowanie. Jednak doszedłem do wniosku, że mimo wszystko tez był tylko narzędziem. Po pierwsze, gdyby coś wiedział to nigdy by nie krzyknął „Lech Kaczyński – były Prezydent”. Ugryzłby się 20 razy w język zanim by się tak podłożył. Druga sprawa to Tusk nigdy by nie wystawił dwóch spiskowców do prawyborów. Nie mógłby sobie pozwolić na wywołanie konfliktu i niezdrowych ambicji w tak wąskim kręgu zaufania. Musiał wystawić jednego spiskowca i jednego frajera by udać demokrację, a potem ten spiskowiec z frajerem musiał wygrać. I tak się też stało.
A czy nic nie rozgrzesza Komorowskiego? Wręcz przeciwnie, całe zachowanie jego w dniu tragedii i później wskazywały, że jest to osoba cyniczna, zdecydowana i bardzo dobrze (nawet zbyt dobrze) poinformowana. Zresztą bliskie kontakty z WSI-GRU do czegoś zobowiązują. Dzisiaj nawet przestałem patrzeć z lekceważeniem na informacje wiszącego jeszcze przed katastrofą w Smoleńsku orędzia Komorowskiego.
To taka typowa wpadka Pana Marszałka.
Co do Arabskiego, część argumentów na jego temat już przytoczyłem. Ale warto zauważyć, że była to osoba, która bardzo konsekwentnie i umiejętnie wprowadzała w błąd media i obniżała rangę wizyty Lecha Kaczyńskiego w Katyniu.
Arabski był też bezpośrednim przełożonym Grzegorza Michniewicza, Dyrektora Generalnego Kancelarii Premiera Donalda Tuska i jego Szefa Kancelarii Tajnej, który zmarł nagle, tajemniczo (podobno popełniając samobójstwo) a poza tym:
„Z ustaleń „Wprost” wynika, że tego wieczoru Michniewicz napisał także kilka SMS-ów do swojego przełożonego, szefa kancelarii Tomasza Arabskiego. Nie wiadomo jednak, czego dotyczyły ani o której godzinie zostały wysłane. Minister nie odpowiedział na nasze pytania w tej sprawie”.
Na to, że Grzegorz Michniewicz, żaden mięczak i jednak niezwykle zaufana osoba Donalda Tuska i Tomasza Arabskiego musiał odkryć coś wyjątkowo przerażającego zwracał uwagę nie tylko WPROST ale i jeden z Blogerów Salonu24:
Co to było? Czy odkrył jakiś szyfrogram od Putina do Tuska, którego nie przechwycił Arabski? Możemy dzisiaj tylko spekulować.
Faktem jest jednak, że Paweł Gutowski wieloletni przyjaciel Michniewicza, który kontaktował się z nim przed sama śmiercią, tak zrelacjonował ostatnią ich rozmowę telefoniczną:
–       Był już w fatalnym stanie. Prawie szlochał. W rozmowie z nim użyłem nawet określenia „wisielczy nastrój”, co, niestety, okazało się prorocze.
(sic!)
Czy rozszyfrowaliście już kim może być nasz polski Gruppenführer KAT?
 
 
 
 
Tomasz Parol
 
 
 
Ps. Golicyn opisując sposób działania KGB, którego wyższym oficerem był Putin, stwierdził: Czym bardziej zuchwałe działanie tym lepiej, bo nawet jak się wyda żadna opinia publiczna w nie nie uwierzy.
 
 
Podoba mi się!
10
Nie podoba mi się!
0
#1422454