SZARŻĄ NA SZWABSKICH BOJÓWKARZY SKOKIEM MARSZ!!!

Obrazek użytkownika szczurbiurowy
Kraj
Nie wszyscy pamiętają, a zresztą nie było o tym głośno, ledwie jedna notatka w GazoWni w 2003 roku (której zresztą już nie ma w archiwum) - chuligani znieważyli Grób Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Tłukli znicze, pili wódkę, nasikali na płytę Grobu, jakiś horror. A wartownicy?
Stali jak słupy, w postawie “prezentuj broń” trzymając karabiny z bagnetami i okutymi kolbami. Chuligani robili swoje, a warta honorowa stała bez ruchu, zapewne ci chłopcy zerkali niepewnie na to, co się dzieje. Nikt im nie powiedział, że ta warta nazywa się dlatego honorowa, że jeśli honor poległych jest znieważany, to ten karabin i ta okuta kolba, i ta ostra amunicja w magazynku jest właśnie po to, żeby ten honor ratować.
Jak Polska wtedy była - pamiętamy. Grunt, że skandal w ogóle nikogo nie obszedł, a rzecznik MON tłumaczył “incydent” tym, że w regulaminie warty nie ma przepisu na taki wypadek. A więc - należy się domyślać, że w regulaminach WP słowo “honor” i “warta honorowa” kojarzy się jedynie z nudnym, sztywnym i niezrozumiałym ceremoniałem, a nie z żywymi pojęciami moralnymi, które implikują działanie w przypadku ich zagrożenia.
Stało się to być może dlatego, że pojęcie “honoru” związane jest nierozerwalnie z grupą społeczną, która przez ostatnie 90 lat w Polsce, zarówno tej przedwojennej, jak i powojennej, poddawana była procesowi niszczenia, najpierw przez konfiskatę własności, a później przez fizyczną likwidację. Wprawdzie korpus oficerski Polski przedwojennej jeszcze w dużej cześci składał się z przedstawiciel tej warstwy, ale po wojnie, gdy komuniści podrabiali polską państwowość, tak samo podrobili i wojsko, tworząc coś co nazwali LWP, wykorzystując elementy umundurowania, ceremoniału, nazewnictwa i obyczaju przedwojennego. Ale była to oczywiście atrapa, inna nie mogła być, ponieważ oprócz wszystkiego innego, zabrakło najważniejszego elementu - ludzi. Ludzie zostali w dołach Katynia, a ci których użyto do budowy atrapy pochodzili już tych warstw społecznych, dla których wypełnienie żywymi treściami atrapy było niemożliwe, ponieważ, jak powiedziałem, żywe kategorie moralne nie  znaczyły dla nich nic, były tylko znaczkami liter na kartach regulaminów. Jedynie jednostki coś z tego rozumiały, jednostki i tak spychane na margines, ale nawet i ci, którzy mieli “właściwe pochodzenie” czuli, zwykłym ludzkim odruchem, że to wszystko jest udawaniem w sowieckim teatrze - i stąd powszechne pijaństwo w LWP.
Wczoraj, 11 Listopada, Kompania Reprezentacyjna Wojska Polskiego zmieniła trasę zaplanowanego przemarszu defiladowego z powodu grupki 20 szwabskich bandytów blokujących drogę. Przeszli bocznymi uliczkami. Wojsko Polskie, oddział uosabiający tradycję i moc Rzeczypospolitej i jej Wojska, przemykał się opłotkami!
Co myślał sobie dowódca tej Kompanii gdy wydał rozkaz zmiany trasy marszu? Czy nie czuł co to jest za kompromitacja? Że patrzą na niego szeregi jego poprzedników, oficerów Wojska Polskiego, tych wszystkich dowódców, którzy w pochodzie pokoleń dowodzili w ogniu bitew, szarż, zwycięstw i klęsk, i że ten jeden rozkaz jest upokorzeniem nie tylko pamieci o nich, ale też upokorzeniem tej Rzeczypospolitej?  I sygnałem. Sygnałem dla obywateli, że nie mają co liczyć na swoje Wojsko, bo ono, gdy tylko pojawi sie jakieś zagrożenie, ucieknie, jak wczoraj, albo będzie biernie się przyglądać, gdy bezczeszczone są sprawy polskie, jak wtedy, przy Grobie Nieznanego Żołnierza. I był to sygnał dla wrogów Polski, że właściwie już można wszystko. Można nielicznymi siłami sparaliżować stolicę państwa, zakłócić obchody najważniejszego święta państwowego, a armia polska nie zareaguje. Że to tylko atrapa.
A major Henryk Dobrzański, idąc na czele pocztu honorowego, mając za sobą kompanię reprezentacyjną, widząc przed sobą szwabskich bojówkarzy, zebrałby w garść wodze, tak by koń na munsztuku był gotów do skoku, szablą w prawej dłoni dałby sygnał “Baczność!”, a potem - “Gotuj broń!” - Kompania Reprezentacyjna Wojska Polskiego idąc w ślad za nim, równym krokiem, szereg za szeregiem, przyspieszając, jak na ćwiczeniach pod komendą podoficerów znalazłaby się o krok od szwabów - i nie, nie polałaby się krew! Już sam ten widok, wrażenie zdecydowania i mocy dałoby wolną drogę.
Na to trzeba mieć cojones panowie oficerowie. Ceremoniał wojskowy po coś jest. Po to, żeby obywatele wiedzieli, że armia jest sprawna. Że państwo jest sprawne. Bo Wojsko to nie biurokracja i wypełnianie papierów. To krew, pot i miłość ojczyzny. I duma.
 
Nie ma Majora Hubala.
Nie ma Porucznika Zygmunta Szendzielarza.
Nie ma Rotmistrza Witolda Pileckiego.
Są urzędnicy.
I państwo, którego właściwie już niema.
 
 
A przy okazji, wzorem Coryllusa zapraszam na swoją stronę www.szczurbiurowy.com , gdzie z okazji zbliżającej się okrągłej rocznicy stanu wojennego sprzedaję ostatnie egzemplarze mojej książki.
 

 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

czy kiedyś będziemy jeszcze mieli: Wołodyjowskiego, Jana III, Hubala, Nila ?

Ech...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#200017

Służyłem w zasadniczej za komuny. Wtedy takie rzeczy byly by nie do pomyślenia. Raz wyszliśmy w kilku żołnierzy na miasto. Nagle zza rogu wybiega żołnierz a zanim kilku cywili. Ewidentnie go gonili .Nie wiedzieliśmy czemu, ani go nieznaliśmy. Wystarczyło że był w mundurze i bez chwili wachania ruszyliśmy na pomoc. Napastnicy strasznie byli zdziwieni.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#200021

dziś w migawce "No comments" pokazywano, jak ksiąze Karol uczestniczy w obchodach patriotycznych, pod pomnikiem. Wokół niego sporo wojska, kompanie reprezentacyjne Royal Army. Antify nie było, nawet gdyby planowała, to raczej z tunelu by nie wyszła. A u nas luzik wszechobecny...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#200069