Money For Nothing

Obrazek użytkownika Smok Eustachy
Idee

Głupotę tzw artystów czyli pisarzy, malarzy i innych podobnych muzyków można nazywać przysłowiową. Myślą bowiem, że dzięki prawom autorskim kaska będzie leciała za to co oni wytworzą. Otóż nic bardziej mylnego. Porozmawiajmy teraz nie o tym, co już udało się wprowadzić ale o zamysłach, które pozostają w cieniu nie stanowiąc zainteresowania mediów.

Weźmy takie pomysły, jak zastrzeganie wątków fabularnych. Mamy wątek: wychodzi koleś z hotelu i idzie na plażę. Spotyka tam lufę i udaje się z nią do kawiarni. Zastrzegamy sobie coś takiego i każdy, kto coś podobnego wymyśli narusza własność intelektualną → złodziej. Kto te wszystkie wątki pozastrzega? Koncerny. Drugim elementem układanki będzie zastrzeganie wyrażeń, np.: „idę do pracy i widzę”. Każdy, kto napisze coś takiego narusza własność intelektualną → złodziej. Trzeci element: zastrzeganie bohaterów np.: „facet, biały, 2 ręce, 2 nogi z grzywką”. Każdy, kto w utworze wprowadzi taką postać narusza własność itd...

Takich zastrzeżeń będą miliony i nie da się napisać niczego bez naruszenia własności. A kto będzie miał prawa własności intelektualnej? Nie pisarze czy tam inni twórcy tylko koncerny. One sobie poradzą poprzez wzajemne licencjonowanie. Pisarz jak będzie chciał pisać to będzie musiał im się opłacać za licencje albo za grosze wysługiwać się jako pracownik najemny, nie mając praw do swojej twórczości, która będzie własnością intelektualną koncernu. Przypominam, że już obecnie były próby zastrzegania sobie takich wypowiedzi jak „ciemność widzę” a będzie gorzej.

Dlaczego tak się dzieje? Spece od własności krytykują społeczeństwo, że nie wie o co chodzi, a społeczeństwo nie wie, bo nie tłumaczą mu w zrozumiały sposób. Nie może bowiem wiedzieć, o co im chodzi naprawdę. Dlatego ja tutaj podejmę trud wyjaśnienia podstawowych zagadnień w przystępny sposób operując przypowieściami:

Wyobraź sobie, że przychodzi do Ciebie człowiek i domaga się 200 zł za sprzedany Ci telefon. Ale stwierdzasz, że nie kupowałeś żadnego telefonu od niego i dlaczego masz płacić? No to on na to, że wystarczy 100 zł.

Tak właśnie działają koncerny. A teraz trudniejszy przykład pokazujący, o co chodzi w licencjach. Na tyle trudny, że nie rozumieją go liczne matoły z pl.pregierz:

Ludzie nawykli do kupowania samochodów, ale może tak być, że nikt im auta nie sprzeda, a co najwyżej licencję. Sam koszt licencji będzie nieduży ale trzeba będzie płacić producentowi (to ten szczególnie trudny moment, matoły nie rozumieją, jaka jest różnica między kupowaniem paliwa a płaceniem producentowi) za każdy przejechany kilometr. Dodatkowo producent będzie miał duże źródło kasy za udzielenie prawa do jazdy we weekendy, że wożenie pasażerów na tylnych siedzeniach, za prawo do przyczepki, za możliwość wożenia chorych do szpitala itp. Właduje do bagażnika trzysta kilo złomu i za usunięcie go też trzeba będzie zapłacić. To ostatnie jest analogia do popularnej idei „płacenia za możliwości”. Mówiąc wprost książka kosztuje np. 50 zł a ebook tyle samo. A przecież koszty wytworzenia niższe, nie trzeba papieru, druku, wozić. Ale właśnie dlatego że ebook lepszy to droższy, mimo że tańszy. Bo nie zajmuje miejsca na półce, można setki ebooków wozić ze sobą w Kindlu, łatwo cytować, zaznaczać fragmenty itp.

Kolejna przypowieść:

Wyobraźmy sobie, że aby udowodnić, że nie mamy kradzionych spodni musimy posiadać przy sobie paragon i opakowanie, tak samo dla innych części garderoby, pudełko na buty, kwitki na koszulę i sweter. Tak to działa przy muzyce i programach. Grę można kupić w Saturnie czy Realu za 5 zł, kto się będzie przejmował posiadaniem płytki do tego, mają ludzie tego dziesiątki, przez lata się nagromadziło. Nie ogarniamy już tego. Tak samo jest i z muzyką. Są księgi hipoteczne, ale ileż ludzie mają mieszkań? Są dowody rejestracyjne samochodów, ale ileż ludzie mają samochodów? Próba zastosowania hipoteki i rejestracji do długopisów zakończyłaby się porażką.

Do przyczyn tego stanu rzeczy możemy zaliczyć próbę zahamowania postępu technicznego. Koncerny medialne stają u progu zaniku w wyniku stosowania nowych wynalazków, jak pendrajw i Internet. Podobnie kiedyś armatorzy wozili ludzi przez Atlantyk transatlantykami, a tu pojawiły się odrzutowce i transatlantyki poległy z nimi. Podobnie dyliżanse przegrały z pociągiem. I armatorzy nie za bardzo przerzucili się na lotnictwo, powstały nowe firmy lotnicze a statki poszły na aut. Podobnie koncerny medialne nie bardzo chcą zarabiać, dostarczać ludziom towar, one chca robić wszystko po staremu, czyli wozić ludzi dyliżansem. Symptomatycznym przejawem zmian mentalności stał się tunel pod Kanałem La Manche. Miał umożliwić komunikację szybszą i tańszą niż górą. Ale promy wymusiły takie ograniczenia i ceny, żeby wcale nie było lepiej, bo inaczej tradycyjni przewoźnicy by upadli. Ale skoro nie może być lepiej to po co ten tunel było wiercić? Już jest tak dobrze że nie chcemy, żeby było lepiej tylko boimy się, żeby z interesu nie wypaść. Dyliżansem wolimy jechać niż pociągiem. Pociąg to 2 maszynistów + konduktor a żeby porównywalną liczbę pasażerów przewieźć trzeba ze 40 woźniców i walka z bezrobociem jest. Ekologia.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Twoje "przypowiastki" są rażąco odlegle od rzeczywistości, a sam wywód sprowadza się do uznania kradzieży za... cnotę.
Własność jest rzeczą świętą (a własność intelektualna to taka sama własność jak każda inna". Kto twierdzi inaczej, jest bolszewikiem.
ACTA to całkiem inna para kaloszy i szkodliwość tego typu "prawa" została już przewałkowana i rozwałkowana na pył.
P.S.
Jak sobie ściągam filmy w sieci (a robię to, niestety), mam świadomość, że kradnę.
Reszta to już tylko komentarze, na przykład: "gdyby były po złotówce, to bym chętnie płacił i miał spokojne sumienie" itd.
-----------------------
"Dixi et salvavi animam meam"

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

-------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"

#231205

Walka z bezrobociem w polskim wydaniu polega na tym,że nawet w bezśnieżne i ciepłe zimy powstają dziury w asfalcie.Potem te dziury wieloosobowe ekipy ludków co roku łatają.Gdyby zrobili raz a dobrze,poszliby na zasiłek-krótki.Potem tylko zbieranie grzybów-gdy blisko do lasu.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Prawdę się czasami uwalnia,bo nie ona jest najgorsza.Najgorsi są ci,którzy ją głoszą-tych się krzyżuje. Waldemar Łysiak "MW"

#231384

Zastanawiam się, czy gdyby autorzy (a niech tam, mogą być nawet producenci dogadani z autorami ;) mieli strony w internecie, na których mozna by było za odpłatnością zobaczyć ich filmy, to byłby taki zły interes? Wszystko legalnie, bez ryzyka (wirusy), bez strachu i bez ewentualnego poczucia bycia nieuczciwym...

Czy kina by splajtowały? Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że nie. Randka, wagary, wyjście na miasto... dalej: wielki ekran, klimat rozsuwających się kurtyn i gasnącego światła... chociaż może romantyzuję zbytnio. ;-)

Oczywiście spadłaby sprzedaż filmów na płytach (zwłaszcza tych kiepskich*). Chociaż dla chętnych dalej byłyby dostępne - drogie, za to ładnie opakowane i z bajerami. Myślę, że wielu fanów nadal chciałoby mieć swoje ulubione filmy na półce.

No i - ostatnia rzecz, a mianowicie: jest jak jest.
Przypuszczam, że ściągnięcie DOWOLNEGO filmu nie stanowi dzisiaj żadnego problemu (ok, przynajmniej dla młodych czy średnio młodych, bo to oni głównie w komputerach "siedzą"). A jednak jakoś się ten przemysł kreci. Czy nie kręciłby się jeszcze lepiej, gdyby... p. początek.

PS. Ameryki nie odkrywam, ale producenci, koncerny, dyliżanse... no właśnie. ;)

* Być może właśnie na to warto zwrócić uwagę?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#231395