Trudne, możliwe, konieczne...

Obrazek użytkownika Szeremietiew
Kraj

Adolf Bocheński, wnikliwy analityk procesów geopolitycznych w przedwojennej Europie, opublikował w 1937 roku ważną książkę („Między Niemcami a Rosją”). Zauważył w niej, że polityka zagraniczna wszystkich państw ulega zmianom, często nawet bardzo radykalnym. Na przykładach wykazał, że takim zmianom ulega nawet niezmienna jakoby polityka wielkich mocarstw. Wskazywał, że normalne państwa zwykle rozważają kilka kierunków polityki zagranicznej i dokonują ich wyboru po sprawdzeniu, który będzie najkorzystniejszy. Podkreślał, że przy wyborze nie należy kierować się emocjami lub jakimiś fobiami. Nie należy też zakładać, że drugie państwo będzie nam zawsze wrogie, lub zawsze przyjazne, ale też że jego aktualna postawa będzie niezmienna.

Geopolityczna mapa współczesnej Europy wygląda inaczej niż w okresie poprzedzającym wybuch drugiej wojny światowej. Nie ma agresywnych reżimów w rodzaju państw Hitlera i Stalina, a narody europejskie połączyły się systemem współpracy politycznej i gospodarczej w ramach Unii Europejskiej. Działa też sojusz polityczno-wojskowy NATO gwarantujący Europie, w tym Polsce, bezpieczeństwo. Można by uznać obecny stan za zadowalający i jak najpełniej jednoczyć Polskę w ramach działających wspólnot. Niestety nie jest to tak oczywiste. Byłoby słuszne, gdyby istniała pewność, że UE stanowi udaną formę współdziałania Europejczyków, a sojusz północnoatlantycki nie traci w Europie zdolności obronnych. Wiemy, że takiej pewności nie ma. Należy przewidywać, że obecny ład międzynarodowy będzie się zmieniał i to nie koniecznie na bardziej przyjazny Polsce.

Podstawy współczesnej polskiej myśli i działania politycznego formowały się w XIX wieku przy braku państwa polskiego. Ukształ­towane w tych okolicznościach wyobrażenie celów narodowych, także sposoby i metody ich osiągania, mimo upływu dwu wieków ciągle powielają się. Polityczne postawy polityków polskich układają się w kilku głównych nurtach. Pierwszy stanowią ci, którzy określają siebie jako realistów. Ten realizm dawniej skłaniał do liczenia się z siłą najbardziej realną - z zaborcami. Brak wiary we własne siły i klęski narodowych zrywów niepodległościowych wskazywały, że właściwą postawą powinno być podporządkowanie się najeźdźcom prowadzące w sytuacjach skrajnych nawet do kolaboracji.

Drugi nurt łączy zwolenników opierania polityki polskiej o siły zewnętrzne nazywany czasem polityką orientacji, tj. orientowania się na kogoś. Ta koncepcja wychodzi z założenia, że Polacy zbyt słabi na prowadzenie niezależnej polityki stąd muszą zabiegać o protekcję i wsparcie jakiegoś mocarstwa. Wówczas spełniając oczekiwania protektora, wykazując swoją przydatność dla jego polityki można będzie budować mniej lub bardziej suwerenny własny byt - Księstwo Warszawskie z nadania cesarza Napoleona, lub Królestwo Polskie pod panowaniem cara Rosji. Tak rozumował w 1945 roku lider PSL Stanisław Mikołajczyk sądząc, że po akceptacji dotkliwych sowieckich żądań zbuduje za zgodą Stalina quasi suwerenne państwo polskie. Z lepszym efektem ten sam model działania zastosował komunista Władysław Gomułka, gdy w 1956 roku dochodził w PRL do władzy z projektem „polskiej drogi do socjalizmu”. Podobny sposób uprawiania polityki - podporządkowania się silniejszym - jest charakterystyczny dla ludzi obecnie rządzących Polską.

Niekiedy słyszy się, że wspomniana wyżej metoda wynika z położenia Polski i jest jedyną możliwą polityką. Nie jest to prawda. Istnieje bowiem droga suwerennego kierowania się polskim interesem narodowym tworząc własny ośrodek siły, który będzie partnerem dla mocarstw i podmiotem na światowej scenie politycznej. Nie należy mylić klienckiej polityki orientacji z zawiązywaniem sojuszy. Sojusz jest potrzebny dla realizowania własnych interesów i przestaje obowiązywać, gdy tym interesom nie służy. Sojusz staje się orientacją, gdy okazuje się, że jego utrzymanie staje się ważniejsze od interesów strony, która go zawarła. W okresie drugiej wojny światowej tak właśnie zmieniał się sojusz Polski z mocarstwami zachodnimi. W końcu wojny władze RP mogły tylko składać prośby i jednostronne deklaracje, które potężni sojusznicy lekceważyli.

Poznając meandry polskiej polityki można spostrzec, że w przeszłości stanowisko niezależne w relacjach międzynarodowych zajmował Józef Piłsudski i tym śladem usiłował po latach zmierzać prezydent Lech Kaczyński. Poza tym koncepcja niepodległościowa była i ciągle jest słabo zakorzeniona w ośrodkach kierujących państwem polskim. To dla Polski zły prognostyk. Wprawdzie przy wyborze kierunków polityki zagranicznej postawa niezależna nie ułatwia zadania, ale pozornie łatwiejsze klejenie się do obcych potęg może doprowadzić Polskę, tak jak wiele razy w historii, do katastrofy.

W grudniu 2012 roku prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin w orędziu do narodu powiedział: „Najbliższe lata będą decydujące, wręcz przełomowe dla Rosji i całego świata, który wkracza w epokę radykalnych zmian, a być może nawet wstrząsów.” I dodał: „Powstaje grunt dla nowych konfliktów o charakterze gospodarczym, geopolitycznym i etnicznym.”
Słowa te o tyle są znamienne, że przywódcy Federacji Rosyjskiej nie ukrywają chęci odbudowania mocarstwowej potęgi Rosji w świecie i chcą przede wszystkim osłabić dominującą pozycję USA. Te dążenia Kremla znajdują często zrozumienie w Berlinie i Paryżu. To zaś oznacza, że Polska może ponownie znaleźć się w geostrategicznym położeniu „między Niemcami a Rosją”, a geopolitycznie być może gorszym niż w roku 1939, gdyż nie będzie mogła liczyć na jakiekolwiek wsparcie Zachodu.
Bardzo trudne

Prezydent Rosji we wspominanym orędziu mówił nie tylko o gwałtownych zmianach w polityce światowej. Wspominając o planach podkreślił, że Rosja "musi też nie tylko zachować, ale zwiększyć swoją geopolityczną atrakcyjność. Musi być potrzebna swoim sąsiadom i partnerom.” Pojawia się w tym miejscu ważne pytanie: czy Rosja zamierza wykazywać „geopolityczną atrakcyjność” także wobec Polski, i co to może dla Polski oznaczać?

Dobre relacje z Rosją mają dla nas podstawowe znaczenie, ale są trudne do wyobrażenia zważywszy nie tylko na przeszłość, ale także obserwując współczesny kształt stosunków polsko–rosyjskich. Elity rosyjskie rysują wizje wielkiej wspólnoty euroazjatyckiej od Lizbony do Władywostoku, ale rola Polski w tych zamiarach jest ignorowana. Tymczasem stworzenie takiej wspólnoty napotyka na dwie przeszkody; Polskę i Ukrainę. Rosja przy pewnym wysiłku zbrojnym, i... braku reakcji NATO, mogłaby te przeszkody usunąć, jednak dla sąsiadów Rosji to nie byłby efekt „atrakcyjny geopolitycznie”.

Jednocześnie sytuacja wydaje się beznadziejna, bowiem dla Ukrainy i Polski bliższe związki z Rosją skutkowałyby utratą suwerenności. Jeśli więc Rosja chciałaby realizować swoje plany euroazjatyckie działając w zgodzie z Polską, a nie przeciw niej, to powinna rozważyć inny wariant postępowania. Musiałby zadbać, aby Polska stała się rzeczywistym partnerem, a nie pozbawionym znaczenia przedpolem Niemiec, na którym Rosjanie będą starali się stworzyć jakieś własne polityczne przyczółki.

Polska mogłaby uzyskać podmiotową pozycję w stosunkach z Rosją tylko w jednym przypadku – po odtworzeniu wielonarodowej Rzeczypospolitej. Musiałoby się to jednak stać przy aprobacie Rosji, a nie wbrew niej. Czy to jest możliwe?

W 1803 roku książę Adam Czartoryski zaprzyjaźniony z Aleksandrem I przedstawił carowi memoriał "O systemie politycznym, jakiego winna trzymać się Rosja". Proponował w nim odebranie Prusom Mazowsza, Poznańskiego, Pomorza i Śląska, złączenia ich z Polską centralną oraz z litewsko-ruskimi ziemiami dawnej Rzeczypospolitej. W wyniku tego miało powstać państwo połączone unią personalną z Rosją pod berłem Aleksandra, który stał by się królem Polski. Początkowo wydawało się, że car zaaprobował propozycje księcia. W 1804 powierzył mu nawet funkcja ministra spraw zagranicznych Rosji. Jednak ośrodki wrogie Polakom na dworze petersburskim, głownie niemieckie, doprowadziły do dymisji ministra, a z czasem także sam car zarzucił projekt odbudowy Rzeczypospolitej. Wówczas nie udało się. Czy współcześnie istnieją mocniejsze przesłanki by rozważyć realizację dawnego planu księcia Czartoryskiego?

Ukraina i Białoruś dowiodły ponad wszelką wątpliwość, że nie chcą być w granicach Rosji. Demonstruje to nawet współpracujący z Moskwą prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka. Na Białorusi i na Ukrainie pojawia się nostalgia za dawną Rzeczypospolitą traktowaną jako polsko-litewsko-ruski związek państw. Z Mińska i Kijowa można więc wyobrazić partnerską wspólnotę Białorusi i Ukrainy z Polską (Речь Посполита). Na białoruskich forach internetowych w ubiegłym roku toczyła się dyskusja nad sposobami zawiązania konfederacji białorusko-polskiej i doproszenia do niej Ukrainy. Podnoszono, że wspólne państwo (ponad 93 mln ludności, 1 124 tys. km kw. powierzchni i PKB – łącznie 734,8 mld dolarów) byłoby poważnym potencjałem na europejskiej scenie politycznej.

Wydaje się, że odbudowa Rzeczypospolitej dałaby liczne korzyści zarówno Polsce, jak i Rosji nie degradując znaczenia Białorusi i Ukrainy. W przypadku Rosji mogłaby ona dzięki Białorusi i Ukrainie przynależących do Wspólnoty Niepodległych Państw uzyskać bezpośrednią drogą do UE – wystarczyłoby nadać polskie, czyli unijne, obywatelstwo Białorusinom i Ukraińcom. Wraz z tym pojawiłaby się w Europie Środkowej rzeczywista szanse zbudowania wspólnoty gospodarczej i politycznej, o której mówi Władimir Putin. Rzeczpospolita byłaby bowiem miejscem, gdzie świat UE spotkałby się i realnie współpracował ze światem WNP. Tego nie da się zrobić ponad głowami Polaków, omijając Europę Środkową i współpracując tylko z Niemcami. Jest też jeszcze jedno uwarunkowanie, które warto Rosjanom przypominać. W XX wieku Rosja dwa razy graniczyła z Niemcami i dwa razy Niemcy na Rosję napadły. Obudowa wielonarodowej Rzeczypospolitej pozostającej w dobrych stosunkach z Rosją upewnia, że więcej takich napaści nie będzie.

Kreml może lekceważyć Polskę, ale bez względu na jej wielkość i znaczenie musi dostrzegać, że dla Rosji jest ona kluczem do Europy. W przeszłości Rosja usiłował ten klucz brać siłą i w konsekwencji zawsze przegrywała. Jest wymowne, że w ciągu dwustu lat najpierw po rozbiorach Rzeczypospolitej nastąpił rozpad imperium rosyjskiego, a za drugim razem po zwycięstwach Stalina doszło do zawalenia się bloku sowieckiego i... zachodnie granice Rosji wróciły tam, gdzie były w XVIII wieku. Jakie wnioski wyciągnęła z tego Moskwa – jeszcze raz ruszy zbrojnie na zachód?

Zdaję sobie sprawę, że odbudowa wielonarodowej Rzeczypospolitej jako sojusznika Rosji dla wielu Polaków i dla wielu Rosjan będzie trudne do wyobrażenia. Równie trudne w realizacji. Przyznać też trzeba, że w obecnej polityce rosyjskiej, a zwłaszcza w tym co zdarzyło się między Polakami a Rosjanami w przeszłości trudno przyjąć, że jest to realne. Zważywszy jednak na wagę sprawy dla bezpieczeństwa Polski i Europy warto sprawdzić, czy istnieją szanse na taką radykalną zmianę wzajemnych relacji polsko-rosyjskich.
Chyba możliwe?

Innym kierunkiem polskiej polityki zagranicznej wartym rozważenia, być może rokującym większe szanse na sukces niż w przypadku Rosji, jest południe i w konsekwencji bliska współpraca z Niemcami. Obecny polski rząd podchodzi do tej współpracy kapitulancko i nie tylko minister Radosław Sikorski deklarujący gotowość podporządkowanie się Berlinowi, ale także oponent jego polityki publicysta Rafał Ziemkiewicz głoszący, że Polska już - być może -nie ma szans na zachowanie suwerenności i w obawie przed Rosją powinna wybrać przysłowiowe „mniejsze zło”, schronić się do strefy niemieckiej.

Z większym optymizmem na rolę Polski patrzy premier Węgier Viktor Orban. Polityk węgierski powiedział w wywiadzie dla portalu „Fronda”: "Kiedy w lewicowej prasie węgierskiej czytam krytyki pod adresem Polski, że ma aspiracje, by 'na nowo stać się regionalną potęgą Europy Środkowej', to wtedy głośno mówię do siebie: 'No wreszcie!'." Idąc za wskazaniem Orbana wydaje się możliwym, wspólne z Węgrami, przekształcenie bezbarwnej i anemicznej Grupy Wyszehradzkiej w ściślejszą wspólnotę. Tradycje związków po dawnej monarchii Austro-Węgierskiej, która była niegdyś sojusznikiem Niemiec, odgrywa pozytywną rolę w politycznych wyobrażeniach południowych sąsiadów Polski, także na terenie Polski, w dawnej Galicji. Ten sentyment mógłby stanowić płaszczyznę porozumienia. Należałoby się przy tym zastanowić, czy do współpracy nie można też zaprosić Rumunii i Austrii. Zacieśniając związki w takim związku państw otrzymalibyśmy potencjał liczący ok. 92 mln ludności, prawie 856 tys. km kw. powierzchni i 1 556 mld dolarów PKB (Rosja – 1 840 mld dolarów). Wówczas można byłoby nie tylko zapewnić bezpieczeństwa dla Europy Środkowej i zagwarantować silny wpływ w UE, ale także zwiększyć wagę regionu w polityce USA na czym państwom Grupy Wyszehradzkiej zależy.

Zapewne przeszkodą w stworzeniu postulowanego związku będzie postawa Czech, które w istocie separują się od Grupy Wyszehradzkiej; mogą też mieć negatywny wpływ trwające ciągle podskórne węgierskie pretensje terytorialne, głownie wobec Rumunii o Siedmiogród. Nie są to jednak przeszkody nie do pokonania. Jeśli więc udałoby się stworzyć na bazie Grupy Wyszehradzkiej związek państw prowadzący wspólną politykę gospodarczą i obronna wówczas można by też pomyśleć o ścisłej współpracy w Niemcami. Najlepiej w ramach zmodyfikowanego Trójkąta Weimarskiego, gdzie Polskę powinien zastąpić reprezentant wyszehradzkiego związku państw. Na ostatnim posiedzeniu premierów państw Grupy Wyszehradzkiej w Warszawie zjawili się kanclerz Niemiec i prezydenta Francji - czy to tylko przypadek?
Konieczne?

Trzeci możliwy kierunek polityki polskiej rysuje się na północy Europy. Od wielu lat Skandynawowie rozwijają między sobą wszechstronną współpracę. Ostatnio została ona rozszerzona na państwa nadbałtyckie oraz Islandię i Wielką Brytanię Na jednym ze spotkań w Londynie, w styczniu 2011 roku, premier Wielkiej Brytanii mówił do przywódców Islandii, Norwegii, Finlandii, Szwecji, Danii, Litwy, Łotwy i Estonii: „Sojusz oparty na wspólnych interesach może się stać siłą napędową rozwoju gospodarczego całego regionu”. Rejon Arktyki, gdzie zwłaszcza Duńczycy, Norwegowie i Brytyjczycy mają oparcie, staje się ważny gospodarczo. Zmniejszająca się pokrywa lodowa ułatwia dostęp do złóż ropy i gazu, które stanowią tam nie mniej niż 25 proc. światowych zasobów. Arktyka może przy tym stać się areną potencjalnego konfliktu bowiem o prawo do eksploatacji złóż zabiega Rosja. W regionie arktycznym notuje się znaczną obecność rosyjskich sił morskich a jednocześnie samoloty wojskowe Rosji nagminnie naruszają przestrzeń powietrzną Wielkiej Brytanii i Skandynawii.

Uczestnicy londyńskiego szczytu oficjalnie rozmawiali o współpracy gospodarczej, jednak eksperci uważają, że na północy Europy powstaje nieformalny sojusz polityczny i obronny. Dr Gunilla Herolf ze Sztokholmskiego Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI) podkreśla, że powodem współpracy są kwestie obronne w tym niepokój związany z wydatkami na zbrojenia w Rosji. Istnieje więc świadomość rosyjskiego zagrożenia, co może być mocnym spoiwem potencjalnej wspólnoty.

Znamienne, że w tym samym styczniu 2011 roku w polskich mediach pojawiła się wiadomość, że Szwecja zaniepokojona rosyjskimi zakupami okrętów we Francji rozważa sojusz wojskowy z Polską. Indagowany w tej sprawie rzecznik prasowy MON odpowiadał, że Polska nie otrzymała takiej propozycji. Jednocześnie ówczesny minister obrony Bogdan Klich - sądząc z informacji agencji Reuters - dystansował się od pomysłu sojuszu. Nie musiałby chyba odcinać się od nieistniejących propozycji? Jednocześnie, wg amerykańskiej agencji Stratfor, Estonia taki sojusz ze Szwecją zawarła.

Prezydent Estonii, Toomas Hendrik Ilves uważa, że Polacy z racji doświadczeń historycznych lepiej niż inne duże narody dostrzegają zagrożenia i podkreśla, że Polska powinna wziąć na siebie odpowiedzialność za cały region środkowoeuropejski.. „Polska to nadzieja dla wszystkich małych krajów" deklaruje estoński przywódca.

Stworzenie na północy Europy swoistego bloku nordyckiego z inspiracji i z udziałem Polski mogłoby spełnić postulat prezydenta Estonii. Byłaby to poważna siła: liczyłaby ponad 133 mln ludności (Rosja 143 mln) z łącznym PKB 4 679 mld dolarów, tj. 2,5 razy większym od PKB Rosji i przeważający nad PKB Niemiec (3 306 mld USD) nie wspominając o Francji (2 555 mld dolarów). Także w wydatkach na obronę – ponad 103 mld dolarów stworzony blok zająłby w świecie pozycję nr 2, za USA i górowałby nad Rosją. Silnym partnerem bloku nordyckiego byłyby bez wątpienia Stany Zjednoczone.

Jako ograniczenie w wytyczaniu kierunków polityki Bocheński wykazywał na powszechną wśród ludzi skłonność do wnioskowania z teraźniejszości o przyszłości, która jest przecież niewiadoma. Podnosił ponadto, że niewielu polityków korzysta z doświadczeń minionych pokoleń, gdy stosunkowo wielu opiera się na doświadczeniach własnych. I konstatował, że najwięcej jest takich, którzy nie korzystają z żadnych doświadczeń, nawet z własnych.

Adolf Bocheński był zwolennikiem angielskiej zasady, że wieczne są tylko własne interesy, nie ma natomiast wiecznych wrogów, tak jak nie ma wiecznych przyjaciół. Ta prawda z trudem dociera do ludzi.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Nie odniósł się Pan w swych rozważaniach do problemu globalizacji, a jest to proces, którego celem jest zdominowanie świata poprzez pieniądz w rękach globalnych banksterów.
Pieniądze banksterów były i są przyczyną wojen i rewolucji.
Zarówno I-sza i II-ga WS miały w swych przyczynach tę kwestię, a rewolucja bolszewicka była finansowana przez banki niemiecko-amerykańskie(de facto żydowskie).
Po rewolucji zachodnie korporacje uzyskały od władz Rosji koncesje na wszelkie przedsięwzięcia gospodarcze, na okres do 60 lat(spłata długów za finansowanie rewolucji , a także lobbing żydowskich działaczy,np. Trocki na rzecz ich banksterskich pobratymców)
Polityka obecna(szerzenie demokracji i praw człowieka w Rosji, ma ten sam cel; przejęcie przez żydowskich banksterów kontroli nad zasobami Rosji.
Tak jak wtedy Stalin dał odpór tym zapędom, tak obecnie Putin stara się go naśladować.
Pokojowo przedstawianych przez Pana scenariuszy zrealizować się nie da, próbował to czynić śp.L.Kaczyński, do tego licząc na wsparcie USA i srogo się zawiódł. Interesy mocarstw nie są stałe(te z okresu po zimnowojennego, uległy zmianie po 2006 roku, z czego śp. L.Kaczyński(i jego polityczne zaplecze) nie zdawał sobie do końca sprawy i skończyło się tragedią.
Odnoszę wrażenie, że Jego brat wraz z zapleczem(np. A.Fotyga, W. Waszczykowski i inni)dalej nie zrozumiał tej lekcji do końca(choć np. zmiana podejścia do kwestii wyjaśnienia przyczyn tragedii smoleńskiej, przedstawiona na Uniwersytecie w Opolu, może świadczyć, że pozbywa się złudzeń co do wsparcia Zachodu w tej kwestii).

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#357050

Mój tekst odnosił się do pewnego wycinka polityki polskie - ewentualnych kierunków polityki zagranicznej. Można oczywiście snuć rozważanie co może w tym przeszkadzać i bez wątpienia ośrodki finansjery, procesy globalizacji, i tym podobne mogą nam utrudnić działania i mogą je nawet uniemożliwić. Cóż, w naszym przypadku od końca XVIII w. mamy pod górkę.
Pozdrawiam.
RSz

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

RSz

#359197

Bardzo poprawna analiza. Tyle , że ośmielam się stwierdzić niesamowicie naiwna.
Bardzo życzyłbym sobie tego aby tak było Jak Pan pisze...
Dlaczego mam wobec tej analizy tak kategoryczny osąd?
1. Stwierdził Pan iż nie ma "agresywnych reżimów w rodzaju państw Hitlera i Stalina" - co do Rosji to absolutnie się nie zgodzę a i Pan powyżej nieco podważa tę tezę. Od razu zaznaczam iż to , że Rosja się zbroi i to we wszystkich dziedzinach łącznie z przestrzenią kosmiczną jest faktem. Po drugie tkanka społeczna Rosji spolaryzowała się tak dalece iż nie ma już mowy o jakichkolwiek ruchach oddolnej inicjatywy prodemokratycznej w rozumieniu prowadzenia polityki zewnętrznej dające krajom ościennym status państw niezależnych od Rosji. Po 10.04. 2010 to już jest chyba dla wszystkich jasne. W Polsce szczególnie. Ponadto organizacja służb specjalnych w Rosji jest podporządkowana nie tyle opanowaniu ewentualnej rewolucji ( białej , różowej czy czerwonej) ale dominacji zewnętrznej przy jednoczesnym funkcjonowaniu państwa w stanie permanentnego stanu wyjątkowego ( czytaj stanu wojny). Nawiasem mówiąc zdaniem moskali to co dzieje się dziś w Czeczenii to nic innego jak wykazywanie "atrakcyjności Rosji". Proszę obejrzeć niezależne relacje z Groznego. Ludzie mają dość wojny i Kadyrow wielu tam odpowiada.
Wracając do Polski - Rosja okupowała Polskę prawie pół wieku.I co? Nie dosyć , że wyhodowała sobie całkiem niestety sprawnie działającą własną agenturę polskojęzyczną podporządkowaną sobie bez reszty to jeszcze zapewniła sobie zbyt surowców energetycznych po dwukrotnie zawyżonej cenie ( to okup się nazywa - nieprawdaż?) a ponadto zablokowała wydobycie surowców rodzimych oraz dostała w secie dodatkowym możliwość wpływania na UE poprzez swoja agenturę.
Aha byłbym zapomniał. Ostatnio jeszcze w promocji uzyskała możliwość bezpośredniej i niczym nieskrępowanej infiltracji i legalizacji agentury poprzez nasz kraj na teren UE i Niemiec w szczególności. Poprzez Kaliningrad płynie strumień legalnie wydanych dokumentów w "polskich" placówkach dyplomatycznych już nie tylko na Ukrainie ale także w Rosji.
Wszystkie Pańskie skądinąd słuszne i uzasadnione sądy opierają się na jednym podstawowym założeniu iż Polska w dniu dzisiejszym po pierwsze jest w stanie prowadzić politykę zagraniczną posiłkującą się polską racją stanu a po drugie , że ktoś od nas silniejszy chciałby taką rację stanu uzna i realizować.
W odniesieniu do Rosji żadne doświadczenia historyczne ani analizy polityczne czy wywiadowcze nie potwierdzają jakiejkolwiek lojalności czy choćby chęci dotrzymania jakichkolwiek umów między Rosją a którymkolwiek państwem ościennym. Co więcej Rosja złamała każdy pakt o nieagresji który podpisała. To , że Hitler uprzedził ZSSR w agresji jest chyba oczywiste. Czym innym wyjaśnić by można 2 mln jeńców wziętych w dwa miesiące wojny?
A i Niemców nie posądzałbym pochopnie o lojalność wobec Polaków. pomijam to że jakaż to racja stanu Polski i Niemiec musiałaby zaistnieć aby z poziomu wasala grabionego i demontowanego stać by się miała Polska autonomicznym tworem politycznym dla niemieckiej racji stanu? W obecnym stanie rzeczy mamy tyle autonomiczności co Judenrat w gettcie. I takież same służby. Dosyć powiedzieć , że naczelnym dyplomatą na Polskę jest nie kto inny tylko szef niemieckiej bezpieki. To zdaje się określa skalę i optykę niemieckich działań służb na odcinku polskim.
Co do Trójkąta Wyszehradzkiego to pomysł był i owszem rozsądny tyle tylko iż to jednoczące się Niemcy plan ten bardzo zgrabnie i solidnie rozmontowały . Tak jak i Jugosławię niejako "przy okazji". Oparcie się o rację stanu Czech i Węgier jest pomysłem ze wszech miar rozwojowym z tą jednak biedą , że obecnie Polska żadnej polityki suwerennej nie prowadzi i prowadzić nie może jako , że jest na ręcznym sterowaniu. O pomysłach sojuszy północnych radziłbym zapomnieć z wielu względów. Od ukształtowania geograficznego począwszy. Dodam jedynie na marginesie iż śmigłowcowce "Mistral" kupione od Francji ,obejmują także prawo kopiowania tego okrętu co w wypadku Rosji nie ograniczy się zapewne do liczb dwucyfrowych. Śmigłowcowce to signum temporis zdaje się obecnej pragmatyki strategii wojskowej Rosji.
Na zakończenie aby rozwiać wszelkie wątpliwości jak USA widzą sprawy polskie radzę przypomnieć sobie czym zakończyła się konferencja 2+4. Otóż przedstawiono tam iż Niemcy mogą zjednoczyć się pod warunkiem istnienia pomiędzy Niemcami a Rosją strefy buforowej na terenach etnograficznie polskich - pozbawionej wojska i przemysłu ciężkiego.
Dlatego to Tusk - vel Oscar namawiał z ramienia KLD - Kaczyńskiego do całkowitej likwidacji armii polskiej.
Polska racja stanu zawęża się mniemam do racji bytu istnienia państwowości polskiej.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Nie jestem pewien czy podążam we właściwym kierunku , więc na wszelki wypadek nie zbaczam z kursu.

#357064

Dzięki za ten komentarz. To jest rzadkość, by ktoś z Polski potrafił tak racjonalnie wykazać naszą sytuację i położenie geopolityczne.
Dodałbym tu fakt, że pozbawienie Polski przemysłu i systemu bankowego, odebrało nam możliwość szybkiej odbudowy siły państwa. Olbrzymie zadłużenie jest formą smyczy, na której trzyma się Polskę.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#357105

1. Znam bardzo dobrze wewnetrzną sytuację Rosji, hołubione na Kremlu plany i zmiany w rosyjskiej armii. Zresztą napisałem, że ew. porozumienie się z Rosją, to kierunek najtrudniejszy i biorąc pod uwagę doświadczenie historyczne najmniej prawdopodobny. Jednak z drugiej strony nie można wykluczyć, że Rosja dostrzeże własny interes w związkach z silną Polską. Moim zdaniem sprawdzić trzeba, a przynajmniej spróbować to sprawdzić. 

2. Lojalność Niemców, tak jak ewentualna lojalność kogokolwiek innego (zwłaszcza Rosji) nie odgrywa żadnej roli w konstruowaniu ewentualnych sojuszy. Decyduje tylko wspólny i uświadomiony interes. Stwierdzam więc tylko, że część niemieckich elit dostrzega jako korzystne osłoniecie się Polską od strony Rosji. Oczywiscie państwo polskie ma być buforem raczej słabym, ale przecież jest jakieś pole do gry, w której można uzyskać więcej - to więcej proponuję.

3. Nie odnosi się Pan do kierunku północnego, który w moim przekonaniu byłby najkorzystniejszy?

-------------------

Proszę też nie wierzyć, że "służby" wszystko mogą. Są jednym z czynników, bywają wpływowe, ale historia to wypadkowa wielu czynników, których wagę i znaczenie dla losów świata może określić tylko Pan Bóg.

Natomias określenie mojej propozycji jako naiwnej nie brzmi dobrze i jest chyba aroganckie w sytuacji, gdy nie wskazuje Pan niczego lepszego.

Pozdrawiam

RSz

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

RSz

#359205