Pani Sitko kontra śnieg, część 8

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

- Nienawidzę śniegu - mruczała pod nosem pani Sitko. W nocy napadało kilkanaście centymetrów białego puchu i pani Sitko toczyła kolejny beznadziejny bój ze szuflą. Nagle wśród przechodniów zrobiło się gwałtowne poruszenie. Pojawił się między nimi znany facet, który mieszkał niedaleko. Ważna figura. W nowym bloku, za wysokim ogrodzeniem. Facet teraz szedł chodnikiem i prowadził przed sobą psa.
- To on! - wszyscy go rozpoznali. - Ale co on tu robi?
- To jest straszny cham - powiedział ktoś i zawołał do faceta:
- Nie będę z panem rozmawiał!
Facet nie zareagował.
- Dobrze mu pan powiedział! - podchwycił ktoś inny. - Ja też mu to powiem!
I tak coraz więcej ludzi mówiło właścicielowi psa, że nie będzie z nim rozmawiać. Atmosfera robiła się coraz gorętsza, a on nie reagował. Nagle się zatrzymał. Pies przysiadł, a jak wstał okazało się, że zostawił coś na chodniku.
- Bleee - powiedzieli wszyscy. A właściciel psa obrócił się na pięcie i poszedł.
- Widzieliście to?! Co za chamstwo! - podniecali się przechodnie.
- Dobrze, że mu powiedziałem, że nie będę z nim rozmawiał!
- Ja mu to powiedziałem dwa razy!
- A ja trzy!
- Jak przyjdzie znowu, to znowu mu powiem, że go ignoruję!
- Świetny pomysł! Wszyscy mu powiedzmy, że go ignorujemy!
Z boku stała grupa milczących obywateli przypatrujących się temu z cynicznym uśmiechem.
- Popatrzcie tylko na to - powiedział jeden z nich. - Panika w ich oczach, panika...
- Do pięt mu nie dorastają! - rzuciła nabożnie jakaś kobieta. - A to gigant! Intelektu i delektu! Czyli taktu!
- Jak przyjdzie tu znowu musimy go powitać!
- O tak!
Pani Sitko usiłowała przebić się przez tłum aby posprzątać, ale bezskutecznie. Wzruszyła więc ramionami i zaczęła odśnieżać alejkę biegnącą wokół bloku. Za którymś narożnikiem nakryła swojego męża, który gulgotał czymś w gardle. Okazało się, że brał łyk soku do ust (bez połykania), do tego łyk wódki i gurglał tym w jamie ustnej po czym przełykał.
- Czyś ty zwariował!? - powitała do tradycyjnie połowica. - Co ty robisz?
- Drinki - odparł lekko bełkotliwie pan Sitko bo dużo już tych drinków zrobił.
- Ty pijusie!
- No, no! Ja się bronię przed zimą! Rozgrzewam się!
- Ja ci się zaraz pomogę rozgrzać - rzekła groźnie pani Sitko i kazała mu iść przed sobą. - Pomożesz mi coś sprzątnąć.
Poszli przed blok. Pani Sitko się załamała. Tłum nadal tam stał i w podnieceniu rozprawiał o wizycie faceta z psem. Mimo tego, że dawno już poszedł to roztrząsano każdy jego krok i każdy gest. Teraz na topie była teoria, że on specjalnie tak tu przychodzi, żeby zdenerwować mieszkańców i w związku z tym nie należy na niego zwracać uwagi. Grupa stojąca obok skombinowała już nawet dwa transparenty: "Niech żyje!" i "Witamy serdecznie!".
- Idzie! Idzie!! Znowu idzie!!! - rozległy się podniecone głosy. Faktycznie, chodnikiem szedł facet z psem. Zebrani ponownie wyszli mu naprzeciw i informowali go, że się nim nie będą interesować i nie będą z nim rozmawiać. Ale tym razem było mniej mówiących i mówili o wiele spokojniej. Za to znacznie żywiej reagowała grupa stojąca z boku. Rozwinęli transparenty, pohukiwali jakieś hasła. Facet nie zwracał uwagi ani na jednych, ani na drugich. Znowu pies zrobił, co zrobił i znów ruszyli w drogę powrotną.
- Halo, witamy pana, popieramy, lubimy! Niech nas pan zauważy! - żebrała o uwagę grupa stojąca obok.
Facet poszedł i tyle go widzieli. U wszystkich pojawił się nastrój zniechęcenia ale nadal stali i rozmawiali czekając - bo może znowu przyjdzie.
- Szkoda czasu, idziemy do chaty - zakomenderowała pani Sitko. Przeszli koło grupy stojącej obok, która się pocieszała, że gość pokazał wszystkim co potrafi, załatwił ich bez mydła i w ogóle jest najlepszy, a inni mu do pięt nie dorastają.
- Jak oni się go boją. Panika, panika... - pouczał jeden z nich.
- Nikt mu pola nie dotrzyma! - mówiła nabożnie jakaś kobieta. - Bohater! Opatrzność! Świetlana przyszłość! Intlele... Tele... Tile... Teligencja! O!
Po południu pani Sitko wyjrzała przez okno - na miejscu zdarzenia były już tylko pojedyncze osoby.
- Rusz się, stary, idziemy to sprzątnąć...
Gdy doszli na miejsce pani Sitko zaczęła się rozglądać za czymś, do czego można by wrzucić to, co leżało na chodniku. Na szczęście było tego tylko dwie sztuki, widocznie facet już tu więcej nie przyszedł.
- To się robi tak - pan Sitko nabrał ostrożnie na szuflę obie psie pamiątki i pomaszerował pod płot ogradzający blok, w którym mieszkał właściciel psa. Zażądał, aby żona wskazała mu dokładnie balkon należący do owego człowieka. Następnie precyzyjnym ruchem machnął szuflą i wyekspediował zawartość szufli na balkon.
- O rany! - wystraszyła się pani Sitko. - I co ja mu powiem jak mnie spyta skąd to się wzięło.
- Że dzikie gęsi przelatywały i mu narobiły - powiedział pan Sitko ze spokojem.
- O tej porze roku nie latają!
- To łabędzie czy inne kaczki...

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

eee... tam, nie wierzę :-((

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

... to przyjemne czasami żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...

#45011