Pani Sitko kontra śnieg, część 7

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Szur, szur. Skrzyp, skrzyp. I tak od samego rana. Nowa szufla w rękach pani Sitko poruszała się miarowo.
- Oszaleć można - powiedziała do siebie pani Sitko. - Ile tak można, w kółko i w kółko szuflować? Taka monotonia jest straszna. Żeby tak coś się działo... - i w tym momencie przypomniała sobie wcześniejsze przygody związane z odśnieżaniem, na przykład atak napastnika. - Chociaż nie. Nie tak. Chciałabym, żeby moje życie było inne. Takie jak w filmie. Szpiedzy, agenci, pościgi. O, to byłoby coś! A tak... - spojrzała wokół siebie. - No co się może tu wydarzyć...
Kwadrans później otworzyły się drzwi od bloku i na podest wyszedł sąsiad pani Sitko. Zadreptał nerwowo, przełożył wiaderko ze śmieciami z ręki do ręki i zmarszczył podkrążone, przekrwione oczy.
- Ale piękna ta tapeta - mruknął na widok krajobrazu. - Jaka biała! I wcale nie mruga! I jaka rozdzielczość! Wow! Przepraszam panią!
- Tak? - pani Sitko oparła się na szufli.
- Gdzie tu jest kosz?
- Jaki kosz???
- No... Ten, no... Śmietnik!
- Tam - pokazała pani Sitko.
- Daleko ta ikona - zmarszczył się sąsiad. - Droga będzie trudna.
Zszedł z podestu i ruszył w stronę śmietnika. Ale nie chodnikiem, tylko zeszedł na bok i przedzierał się przez zaspy.
- Panie czyś pan oszalał? - zawołała za nim pani Sitko.
- Co to za uwagi ad personam?! - oburzył się sąsiad grzęznąc po kolana w śniegu. - Jak pani śmie sugerować mi jakieś defekty mentalne?! Katolickie wychowanie! A potem pewno w niedzielę pójdzie pani do spowiedzi. I pewnie przystąpi pani do komunii! I pewnie wieczorem zmówi pani pacierz! I pewnie będzie pani lała paskiem dzieciaki jak wszyscy katolicy! I będzie pani...
- Nie będę - odparła pani Sitko obrażona.
- Ja wiem lepiej! - zawołał wściekle sąsiad i się zatrzymał bo nasypało mu się śniegu do buta.
- Panie, co pan, nie lepiej iść chodnikiem? - zapytali sąsiada przechodnie.
- Nie! - krzyczał sąsiad. - Wszyscy normalni chodzą zaspami! Tak piszą w necie! Tak twierdzą moi znajomi!
- Zostawcie go - mitygował zebranych jeden z przechodniów. - Tu już tylko lekarz może pomóc.
- O tak, poznaję tą prawacką butę - kiwał głową zadowolony sąsiad. - Teraz się tu zleci całe stado i będą mnie obrażać i prowokować!
Grupa przechodniów stała i w milczeniu patrzyła jak sąsiad rozcina brzuchem śnieżne skarpy.
- A nie mówiłem - ciągnął dalej zadowolony sąsiad, który od pasa w dół był już całkiem biały. - Wszyscy przeciwko mnie! Prawacki spisek! Śmieszy mnie gdy na was patrzę!
- To nas śmieszy, gdy na pana patrzymy! - zawołał w końcu jakiś przechodzień. - Człowieku, spójrz na siebie!
- O, słabo, naprawdę słabo - upajał się swoim głosem sąsiad. - Nie mogliście delegować na front walki ze mną kogoś bardziej wygadanego?
- Nikt mnie nie delegował - parsknął przechodzień.
- O, tak! Płaczcie! Zgrzytajcie zębami! Obrażajcie mnie!
Był już prawie przy śmietniku gdy nagle wybiegł zza niego jakiś pies.
- Aaa! - ryknął sąsiad drżąc cały. - Agent!
- To tylko pies - rzuciła uspokajająco pani Sitko.
- Wiem, co widzę! - darł się sąsiad próbując obejść czworonoga. - Akurat tak przypadkiem na mnie wyszedł, tak? To po prostu nie do zniesienia! Tan klimat duszności, podejrzliwości! Karosław-Jaczyński powinien wreszcie odejść!
- Przecież on nie rządzi - zauważył któryś z przechodniów. - Z czego ma odejść?
- Ze wszystkiego! I milcz prawacki pomiocie jak do mnie mówisz! - piał sąsiad.
- Chyba jednak wolę jak moje życie jest zwykłe i monotonne - westchnęła pani Sitko patrząc na sąsiada z bloku. Sąsiad z dzikim okrzykiem wyrzucił zawartość wiaderka do śmietnika i teraz usiłował się schować pod stojący obok samochód. Z uwagi na grubą warstwę śniegu zalegającą pod pojazdem było to trudne do wykonania.
Pani Sitko wzruszyła ramionami i wróciła do pracy. Oczyściła kawałek chodnika, podniosła głowę i ujrzała dwóch facetów w płaszczach kręcących się przy domofonie.
- Wandale co przypalają guziki zapalniczkami, albo co jeszcze gorsze akwizytorzy! - oceniła i ruszyła do ataku. - Halo! Do panów mówię! Jestem dozorczynią! Do kogo? Do kogo, pytam się?!
- Centralny Urząd Kontroli Blogów, Łebsajtów i Forumowisk! - szczeknął jeden z nich i pokazał pani Sitko legitymację. - Czy tu mieszkają niejacy Hiobowscy?!
- Mieszkają, a co?
- Popełnili sieciozbrodnię!
- A co to takiego?
- Zbrodnię w internecie!
- Jezusie Maryjo, co, pornole ściągali? - przeraziła się pani Sitko.
- Coś gorszego - wtrącił się drugi w płaszczu. - Złamali paragraf o "innych czynnościach zakazanych w sieci". Ktoś z ich komputera napisał na forum, że Tunald-Dosk jest głupi!

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

znakomite...

no i jeszcze w kolejce prokurator - bo Hiobowski napił się herbaty z butelki palikotowej w rynku...

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

... to przyjemne czasami żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...

#44795