Pani Sitko kontra śnieg, część 4

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Pani Sitko najspokojniej w świecie szuflowała śnieg na chodniku. Jej umysł był zajęty szuflowaniem, a jej usta modlitwą. Żeby już zima się skończyła i nie padało tyle tego białego cholerstwa. Szuflowała tak i szuflowała i nagle do jej świadomości wdarł się przeraźliwy krzyk. Pani Sitko obejrzała się za siebie i to uratowało jej życie. Spostrzegła bowiem wielki ciemny kształt pędzący zaśnieżonym chodnikiem. Odskoczyła na tyle żwawo na ile pozwalała jej tusza i to coś przemknęło koło niej. To był samochód.
- Chodnikiem?!! - oburzyła się pani Sitko.
Auto jechało niepewnie, myszkowało, wreszcie zjechało w lewo, wjechało na parking i grzmotnęło przodem w słup latarni. Pani Sitko ruszyła energicznie na miejsce wypadku. Chciała się upewnić czy nikomu nic się nie stało i chciała przymierzyć łopatę szufli do głowy kierowcy.
Ale w samochodzie nie było nikogo.
- Uciekł! Ale jak?! - pani Sitko na wszelki wypadek zajrzała pod auto.
- NIKT. NIE. U. CIEKŁ - rozległ się płaski, miarowy głos.
Pani Sitko puknęła się głową o zderzak. Podniosła oczy i ujrzała, jak w zmasakrowanym przodzie pojazdu zaświeciła się czerwona lampka. A potem zaczęła się przesuwać. Raz w lewo, raz w prawo.
- POW. TA. RZAM. NIKT. NIE. U. CIEKŁ. - głos dochodził gdzieś z wnętrza przodu samochodu.
- W imię Ojca i Syna!!! - pani Sitko była tak wstrząśnięta, że zapomniała o Duchu Świętym. - Auto gada!!! Samo!!!
- NO. WO. CZES. NA. TECH. NI. KA. GŁU. PIA. BA. BO.
- Gada!! Samo!! I jeszcze mnie obraża!! - pani Sitko złapała się za głowę. - Czego mi mój stary dolał rano do kawy?!!
- MO. JE. SEN. SO. RY. NI. CZE. GO. NIE. WY. CZU. WA. JĄ.
Tego dla biednej pani Sitko było za wiele. Podniosła się powoli (tym razem uważała na głowę) i ostrożnie się wycofywała nie spuszczając z oczu tajemniczego auta. A samochód stał sobie rozbity jak stał i tylko czerwone światełko latało mu pod pogniecioną maską: w lewo, w prawo, w lewo, w prawo...
- Ty żyjesz? - zapytała ostrożnie pani Sitko.
- NIE. JES. TEM. AU. TO. MA. TEM.
- Ale gadasz!
- TO. PRO. GRAM. KOM. PU. TE. RO. WY. POT. RA. FIĘ. TEŻ. WIE. LE. IN. NYCH. RZE. CZY.
- Na przykład?
- SAM. JEŻ. DŻĘ.
- Kiepsko to ci idzie - zauważyła pani Sitko. - Jak tak można! Po chodniku!
- Z. PO. WO. DU. ŚNIE. GU. MO. JE. CZUJ. NI. KI. NIE. MO. GĄ. ZLO. KA. LI. ZO. WAĆ. KRA. WĘ. DZI. JEZD. NI.
Zajechał policyjny radiowóz, wysiedli dwaj policjanci.
- A, tu jest - powiedział jeden z funkcjonariuszy do rozbitego auta. - Czy ty wiesz, ile nieprzyjemności narobiłeś swojemu panu? Niegrzeczny samochodzik. Władziu, wołaj lawetę.
Drugi policjant wyjął telefon i odszedł gdzieś na bok.
- Przepraszam... - wtrąciła się pani Sitko - A czyje to auto?
- No jak pani może nie wiedzieć! - zmiażdżył ją policjant. - Posła Panusza-Jalikota!

Ocena wpisu: 
Brak głosów