Pani Sitko kontra śnieg, część 3

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Szczęście nigdy nie trwa długo. Po udanym odśnieżeniu parkingu nad miasto nadciągnęły zwały chmur i z nieba posypał się biały puch.
- Grr wrr ten śnieg! - warczała pani Sitko. Pług śnieżny, który ostatnio ją uratował, nie pojawiał się na horyzoncie. Dzielna dozorczyni wzięła zatem szuflę w garść i ruszyła do walki ze śniegiem.
Kiedy odśnieżała chodnik niedaleko osiedlowego domu kultury zauważyła, że wychodzi z niego ważny miejscowy polityk w otoczeniu kilku osób. Szli w kierunku pani Sitko, minęli ją i zatrzymali się niedaleko. Rozmawiali o czymś. Padały kulturalne zwroty, wyszukane słownictwo, zapewnienia o trosce i interesie ogółu.
- Aż przyjemnie patrzeć - powiedziała do siebie pani Sitko.
Patrzenie nie potrwało długo, bo nagle podjechała limuzyna i wyskoczył z niej facet - ten sam, który niedawno pytał panią Sitko gdzie jest cmentarz.
- Tu jesteś, ty dupku! - wrzasnął do ważnego miejskiego polityka. - Ja na ciebie, kurna, czekam, a ty se gdzieś łazisz! Co to ma być kurna twoja mać?!
Wszyscy byli zaskoczeni. "Ale ten polityk mu odpowie, tak, że mu w pięty pójdzie, w końcu jest ważną figurą a nie jakimś tam chłystkiem" pomyślała pani Sitko.
Przeliczyła się. Polityk odesłał swoich kompanów i zwrócił się do swojego rozmówcy tymi słowami:
- E, Stachu, no wiesz kurna jak to jest... Żem wyszoł wcześniej, bo kurna derektor cóś łode mię kcioł... Kurna, a na który telefon kurna żeś dzwonił?
- Na ten co zawsze! - pieklił się facet z limuzyny. - Ty fiucie zbolały! Masz odbierać jak ja dzwonię! Żeby nie ja to byś do dzisiaj się z tych zarzutów nie wyplątał! Za co ja ci kurna płacę! Masz być dwadzieścia cztery ha dyspozycyjny! Ty śmieciu! Ty dupku! Ty gnido bez honoru!
- Stachu, daj se siana... - błagał ważny miejski polityk. Stachu pokrzyczał na niego, potem powiedział, że umówią się telefonicznie wieczorem i odjechał. Polityk stał na chodniku i pomimo tego, że był tęgi mróz wycierał chustką spocone czoło.
- Ja też panu płacę - odważyła się powiedzieć pani Sitko. Ważny miejscowy polityk westchnął, wyjął gruby notes i zapytał:
- Jak się pani nazywa? I co ja pani załatwiam?
- Sitko moje nazwisko - odparła z dumą pani Sitko. - A co pan mi załatwia to ja tak naprawdę nie wiem. Ja płacę podatki, głosowałam na pana...
Ważny miejski polityk zatrzasnął notes i zaczął się głośno śmiać. Był to śmiech pełen ulgi ale i zarazem strachu.
- A więc pani jest tylko wyborcą! A to mnie pani nastraszyła!

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Nadal twierdzisz, że nie możesz tego publikować w jakiejś gazecie (choćby tygodniku), bo pisujesz nieregularnie.
No stary więcej wiary w siebie!!!
Andrzej.A

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Venenosi bufones pellem non mutant Andrzej.A

#44088