Pani Sitko kontra śnieg, część 1

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

W nocy spadł śnieg i zaskoczył panią Sitko.
- Jak tak można! - jeszcze przed świtem lokatorzy urządzili jej pobudkę. - Jest pani dozorczynią, czy nie? Za co bierze pani pieniądze? Schody nie odśnieżone! Podest nie odśnieżony! Chodnik nie odśnieżony! Skandal!
- Tam do licha - mruknęła pani Sitko przewracając się w małżeńskim łożu. - Niby wszyscy teraz mądrzy a nie rozumią, że jak śpię to nie mogę odśnieżać? Stary! Idź no odszufluj schody. Ja zaraz wstanę ino się trochę ogarnę.
- Młody niech idzie - zaprotestował pan Sitko.
- Wrócił późno w nocy z zebrania tego swojego kółka botanicznego, niech se pośpi.
- Kółka botanicznego???
- Jakąś trawę sadzą i wypalają i tak w kółko. No ruszże się! Bo ktoś nogę złamie! Szufla jest w korytarzu.
Pani Sitko stęknął, jęknął, podniósł się z łóżka, ubrał się i podreptał do drzwi. Wziął szuflę i wyszedł przed blok. Poza ścieżką wydeptaną od drzwi w stronę parkingu i przystanków wszędzie były połacie dziewiczego śniegu.
- Czyż jeden człowiek może pokonać taką Arktykę? - rzucił w przestrzeń pytanie retoryczne wstrząśnięty pan Sitko.
Kiedy pani Sitko kwadrans później wyszła przed blok jej męża już tu nie było. Zostały po nim tylko dwa ślady: szufla do śniegu oparta o ścianę i łańcuszek tropu wiodącego w stronę najbliższego sklepu monopolowego.
Pani Sitko ponarzekała na męża, chwyciła za szuflę i zaczęła nią energicznie machać. Odśnieżyła podest, odśnieżyła schody. I tak oto niespodziewanie nadszedł świt, a z nim grupa sześciu panów. Trzech w czapkach, dwóch w kapeluszach i jeden z gołą głową. Przedstawili się jako komisja miejska do spraw odśnieżania. Pani Sitko się wystraszyła i zaczęła tłumaczyć, że został jej tylko chodnik, a poza tym w domu bieda, mąż pije...
- Dobrze, dobrze - przerwał jej ten bez czapki. - Proponuję aby pani już nie odśnieżała chodnika. Kto jest za? - i podniósł rękę. - Kto przeciw?
Pozostała piątka podniosła ręce.
- Pana wniosek upada - powiedział jeden z kapeluszników. - Zgłaszam inny: niech pani dozorczyni odśnieży i chodnik i parking!
Pani Sitko zmierzyła okiem bezkres parkingu i mowę jej odjęło.
- Tak będzie taniej - argumentował kapelusznik. - Zamiast puszczać pług to zrobić to ręcznie. Kto za? - podniósł rękę i drugi w kapeluszu też. - Kto przeciw?
Podnieśli rękę trzej w czapkach i ten z gołą głową.
- Wasz wniosek też upada - odparł jeden z tych w czapkach. - My zgłaszamy jeszcze inny: odśnieżyć tylko chodnik! Kto za? - trzej w czapkach podnieśli ręce. - Kto przeciw?
Ręce podnieśli ten z gołą głową i obaj w kapeluszach. Potem zachichotali złośliwie i powiedzieli, że wniosek tych w czapkach też nie przeszedł.
- I co teraz? - pytała przerażona pani Sitko.
- Ano zaraz temu zaradzimy - powiedział drugi w czapce. - Zgłaszamy kolejny wniosek. Żeby odśnieżać i chodnik i parking!
- Hej, to nasz wniosek - ucieszył się jeden z kapeluszników.
- Głosujemy - kontynuował drugi z tych w czapkach. - Kto jest za?
Trzej w czapkach i dwaj w kapeluszach podnieśli ręce i oznajmili radośnie:
- Przeszło!
- Zdrada! - zawył ten z gołą głową. - Jak mogliście! - krzyczał do tych w kapeluszach.
- Myśmy zdania nie zmienili - powiedział z godnością drugi w kapeluszu. - To ci w czapkach się podłączyli...
Ale ten z gołą głową nie słuchał. Nakrzyczał na kapeluszników, że są agenturą, ekspozyturą i co gorsza - wcieloną dezynwolturą. I powiedział, że on taką ustawioną komisję ma gdzieś i poszedł sobie.
- A niech idzie - odparli zadowoleni kapelusznicy.
- Podoba się pani co uchwaliliśmy? - zapytał panią Sitko trzeci w czapce.
- Nie - wyjąkała pani Sitko. - Czy wyście poszaleli? Ja nie dam rady sama całego parkingu...
- Uwaga! - zaanonsował trzeci w czapce i oznajmił: - Zgłaszam kolejny wniosek. Aby odśnieżyć tylko chodnik a parking zostawić!
- Jak to, teraz? - oburzyli się panowie w kapeluszach.
- Społeczeństwo chce zmian - oznajmił trzeci w czapce i wskazał na panię Sitko. - Głosujmy! Kto za? - i trzej w czapkach podnieśli ręce. - Kto przeciw?
Dwaj w kapeluszach podnieśli powoli ręce.
- Przeszło! - ucieszyli się trzej w czapkach. Oznajmili pani Sitko, że ma sprzątać tylko chodnik i poszli przed siebie dziarskim krokiem. Za nimi powlekli się dwaj w kapeluszach mamrocząc coś o braku kworum.
Pani Sitko z atomową prędkością szuflowała śnieg. Nigdy nie wiadomo, kiedy może przyjść następna komisja.

Ocena wpisu: 
Brak głosów