Ballada o skradzionym rowerze, część 1

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Syn państwa Sitko (pani Sitko była dozorczynią w bloku, w którym mieszkali Hiobowscy) życie miał ciężkie. Ciężko mu szło w szkole, ciężko mu szło też znalezienie pracy. Niestety, mało było stanowisk, na które mógł aplikować, gdzie szybko zarobiłby na nowe BMW. Mało też było stanowisk, na których mógłby szybko zarobić na stare BMW. No to obniżył swoje wymagania i zaczął szukać jakiejkolwiek pracy, żeby chociaż mieć na te podstawowe życiowe potrzeby. Czyli papierosy, piwo i doładowania do telefonu.
Poszczęściło mu się i pracę dostał - mniejsza z tym jaką. Jeśli chodzi o odległość, to na piesze marsze było za daleko, a pieniędzy na bilet tramwajowy było szkoda. I młody Sitko zainwestował w rower.
Rower był używany, wiekowy, ale sprawował się nieźle. Jeździł na nim do pracy, jeździł na nim z pracy. Trzymał go na klatce schodowej, tuż koło drzwi i łudził się, że nikt go nie ukradnie. No bo jak to: spod drzwi, taki rupieć?
A jednak któregoś dnia rower zniknął. Co ciekawe, nie stało się to w nocy, lecz w dzień. Młody Sitko przyjechał na nim z pracy, postawił na klatce, zjadł obiad, zrobił parę innych rzeczy... I gdy wieczorem wychodził z mieszkania, by razem z kolegami słuchać głośno hip-hopu z komórek i narzekać na życie, odkrył, że roweru nie ma.
To był dla niego szok. Wrócił do mieszkania i oznajmił to swojej mamie.
- To twoja wina! - huknęła pani Sitko. - po coś ten rower tu stawiał! Boże, tylko piniędzy...Niech no tylko twój ojciec się o tym dowie!
- A... Gdzie tata? - spytał młody Sitko.
- Pewno pije pod sklepem, jak zwykle! - burknęła pani Sitko. - Skaranie boskie z tymi chłopami! Taki rower porwali! Prawie nówka!
- On był starszy ode mnie - zaprotestował młody Sitko, ale znów trafił pod ostrzał maminej krytyki. W domostwie Sitków zapanował nastrój przygnębienia.
Jakże kontrastowało z nim nastawienie pana Sitko, który po jakimś czasie wrócił do domu. Wesolutki jak szczygiełek, w szampańskim nastroju, z butelką wina musującego w ręku. Drogiego wina.
Przykro to mówić, ale w sercu młodego Sitko zaczęło kiełkować Straszne Podejrzenie.
- Rower mu ukradli - oznajmiła nadal nadąsana pani Sitko. Ale pan Sitko nie okazał zdziwienia i bąknął coś, że już słyszał.
- Jutro idę z tym na policję - rzekł zdecydowanie młody Sitko.
- Ania waży misie! - ożywił się lekko bełkotliwie pan Sitko i dopił resztę wina z butelki. - Ty jesteś za młody, nie gadałeś nigdy z nimi i w ogóle... Tego... Nie jesteś głównym lokatorem tutaj.
- Co to ma do rzeczy? - zdumiał się młody Sitko.
- No widzisz, jeśli tego nie wiesz, to tym bardziej nie możesz iść z tym na policję! - krzyknął pan Sitko. - Ja im to zgłoszę. Jutro. A teraz niech mi ktoś pomoże ściągnąć buty...
- Skaranie boskie z tymi chłopami - załamała ręce pani Sitko. - Każdy chłop to pijak!

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Stąd w ręce butelka musującego,drogiego napoju.
PS.Żadnego musującego sikacza,nie nazywam winem...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#247298

Taktowność wskazuje na nadużycie nie-musującego wina śliwkowego ;-)))!
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#247316

Widze, że ktoś tu lubi teorie spiskowe...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#247362

Jakiś skruszony krewny Hirama, być może? ;-)))!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#247366